Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]
Tego wyjazdu w ogóle nie planowałem. Mało tego – właściwie go nie chciałem. Dopiero co wróciłem z Sardynii, a za tydzień lecę do Włoch i na Kanary. Miałem jednak 30 000 mil w programie Miles&More, a 20 000 traciło ważność 30 września. Ratując się przed stratą, szukałem jakichś sensownych kierunków na wyjazd. Do ostatniego momentu nic się nie trafiło sensownego lub niezbyt pasowało. Przykładowo, Frankfurt był tylko w wyższej klasie, co byłoby dla mnie zbędnym luksusem. Zdecydowałem się na Madryt, licząc, że będzie okazja pozwiedzać północne i zachodnie regiony w Hiszpanii. Madryt i pobliskie Toledo poznałem 20 lat temu podczas trampingu do Maroka. Była wówczas okazja do objazdu wschodniej części Hiszpanii. W kolejnych latach wielokrotnie bywałem na śródziemnomorskim wybrzeżu w tym w Maladze, Alicante, Barcelonie i Walencji. Hiszpania to jednak duży kraj i takie krótkie wyjazdy nie pozwalają na zobaczenie całości za jednym razem. Teraz będzie okazja do poznania reszty kraju. Zamierzam w ten sposób uzupełnić kolekcję swoich regionów w NomadManii. Pozostanie mi jeszcze północne wybrzeże: od Santiago de Compostela przez Bilbao do Santander. Być może kiedyś wybiorę się na Camino – może na emeryturze, o ile dożyję.
Wylot mam o 10:45, niestety z Okęcia, co skłoniło mnie do przyjazdu do Warszawy dzień wcześniej. Była okazja, by spotkać się z Kasią, którą poznałem w czasie trampingu do Mongolii, zdaje się jednak, że znajomej nie chciało się podjechać do centrum. Może będzie okazja przy powrocie do Warszawy. Liczyłem również na spotkanie z panią z Globtrotera, z którą chciałem omówić ewentualny wyjazd na Wyspy Zielonego Przylądka. Mam nadzieję, że będzie jeszcze inne okazja.