Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]
Gdzie jest ten dworzec?! | Miasto zamkniętych kościołów | Akwedukt, co się zowie! |
Chociaż wielokrotnie w życiu słyszałem nazwę Segowia, nie kojarzyłem miasta zbyt dobrze i nie potrafiłem wskazać jego dokładnej lokalizacji na mapie Hiszpanii. Dopiero przeglądając mapę połączeń FlixBusa i Alsa, zacząłem rozpatrywać Segowię jako jeden z celów wyjazdu. Pooglądałem obrazki w sieci, poczytałem o mieście. Uwagę moją przykuł sławny akwedukt i bajkowy zamek, postanowiłem więc włączyć Segowię do swojego wyjazdu – zwłaszcza że znajduje się na trasie z Madrytu do Valladolid, gdzie zarezerwowałem na dziś nocleg. Wstaję wcześnie rano i, starając się nie budzić nikogo w pokoju, wypijam kawę w jadalni i wymykam się z hostelu. Na dworzec Intercambiador de Moncloa jest 3.5 kilometra, idę na piechotę, chcąc jeszcze raz zobaczyć w świetle dnia niektóre wczoraj odwiedzone miejsca.
Na Moncloa jestem o 7:30 i tu zaczynają się moje stresy. Dworzec autobusowy jest połączony ze stacją metra o tej samej nazwie, przy czym autokary odjeżdżają – jak się później okazuje z podziemnej płyty. Myślę, że można mi wybaczyć nieznajomość rzeczy, ale do licha! Dlaczego Hiszpanie tego też nie wiedzą?! Mówię do nich po angielsku jak człowiek, a oni albo rozkładają ręce albo pokazują mi wszystkie kierunki świata… Na 5 minut przed odjazdem jestem już we właściwym miejscu i ustawiam się w kolejce pasażerów.
Segowia leży w odległości 90 kilometrów od Madrytu, pojedziemy autostradą. Będę mieć kilka godzin na zwiedzanie, chcę to zrobić systematycznie.
Wysiadam na pierwszym przystanku w mieście, przy calle de Jose Zorillo. Tu, na rondzie, stoi Puerta de Madrid (Arco de Madrid) – pochodząca z XVIII wieku brama. Kilka kroków dalej znajduje się XV-wieczny kościół Ermita del Santo Cristo de la Cruz wielokrotnie później przebudowywany. Wewnątrz mieści się bardzo interesujący barokowy ołtarz, niestety kościół jest zamknięty. Idę dalej. Oto Iglesia de Santo Tomas – tym razem kościół nieco starszy, bo z XIII wieku. Jest jednonawowy z ołtarzem z połowy XVIII wieku. Wierzę na słowo, gdyż i ten kościół jest zamknięty. Przechodząc przez przejścia dla pieszych, zauważam interesującą ciekawostkę: przy każdym skrzyżowaniu na jezdni napisaną w trzech kolorach instrukcję: PARE MIRE CRUCE*/.
Kolejny kościół świętej Eulalii (Iglesia de Santa Eulalia) ma, jak się zdaje, elementy romańskie: mogę podziwiać zamurowaną boczną bramę z romańskim łukiem wspartym na kolumnach z kapitelami w kształcie mitycznych zwierząt oraz odnowione fragmenty malowanego fryzu. Do środka jednak nie wejdę, drzwi są zamknięte. Wygląda na to, że w Segowii będę zwiedzać kościoły tylko z zewnątrz!
W końcu docieram do zabudowy klasztornej. Przede mną Convento de la Encarnation M.M. Augustinas Sta Rita. Uwagę moją zwracają elementy dekoracyjne na fasadzie w postaci zazębiających się kółek oraz materiał użyty do wzniesienia ścian: duże, cienkie cegły układane na grubej warstwie zaprawy. Niestety, trudno się zorientować jak wygląda całość klasztoru, dostępna dla zwiedzających jest tylko fasada i mury od strony ulicy. Na pocieszenie mam pobliski klasztor Monasterio de San Antonio el Real. Również z XV wieku, a zatem z okresu obecności na półwyspie Maurów. Nie dziwią więc widoczne wpływy architektury muzułmańskiej: krużganki na piętrze oraz arkady na parterze mają szerokie łuki, a ponad portalem bramy położonej w głębi dziedzińca widoczne są elementy charakterystyczne dla stylu mudéjar: tarcze heraldyczne, medaliony i inne rzeźbione płyciny (yeserías). Bogato ornamentowane są faliste żebrowania łuków nad bramą. Obok na ścianie ślepe łuki (arcos ciegos) z krzyżami łacińskimi. Uwagę moją zwraca również drewniany, kasetonowy okap ponad bramą z alfarjes – rzeźbionymi elementami w kształcie ośmiobocznych gwiazd. Styl plateresco (estilo plateresco) dostrzec można także na fasadzie sąsiedniego budynku, gdzie we wnękach ściany umieszczono cztery kamienne figury i szereg elementów heraldycznych.
Jak na razie, czuję pewien niedosyt. Oglądając plan Segowii, znalazłem wczoraj około 20 kościołów klasztorów. Tak więc spodziewałem się tu wielkich atrakcji. Na razie było bez rewelacji, ale to przecież początek poznawania miasta. Idę teraz w stronę centrum, gdzie znajduje się sławny akwedukt przecinający w poprzek miasto. Posiłkując się GPS-em kieruję się w region, gdzie można zobaczyć zachowany początek akweduktu. Kamienna budowla pochodzi z przełomu I i II wieku n.e. a zatem czasów cesarza Wespazjana, pomysłodawcy Koloseum tak na marginesie. Napisałem „początek akweduktu”, ale mam na myśli zachowany fragment na terenie miasta. Pierwotnie woda transportowana była ze źródła odległego o 17 kilometrów. Że też im się chciało! Akwedukt, w miejscu, w którym stoję, ma niewielką wysokość – zaledwie parę metrów – wynika to z wyższego położenia tej dzielnicy w stosunku do centrum miasta. Wielkość bloków użytych do budowy akweduktu robi jednak wrażenie. Na tym odcinku akwedukt nie ma "klasycznych" przęseł, lecz jest potężnym murem, na szczycie którego zbudowano niemal 2-metrowy kanał transportujący wodę. Ruszam teraz wzdłuż akweduktu nieco pochyłą ulicą. W dalszej części budowli pojawiają się filary i łęki, a konstrukcja zyskuje drugą kondygnację. Przechodząc koło kościoła pw. Salwadora (Iglesia de el Salvador), na moment tracę z pola widzenia akwedukt. Wzdłuż muru jednonawowej, XII-wiecznej świątyni ciągną się interesujące podcienia z rzędem podwójnych kolumn. Ich głowice są bardzo zniszczone, z trudem można rozpoznać liście akantu oraz postacie ludzi i zwierząt. Kościół w górnej części został przebudowany w XVI wieku, wewnątrz znajduje się ponoć barokowy ołtarz w atrium przy południowej fasadzie. I znów muszę wierzyć na słowo, bo budynek jest oczywiście zamknięty. Nad kościołem dominuje znacznie późniejszą wieża, właściwie dzwonnica.
Centrum miasta, jak wspomniałem, leży nieco niżej. Przepływał przez nie wyschnięty dziś niewielki dopływ Eresmy. Z pochyłych uliczek prowadzących ku obniżeniu otwiera się panorama na położone po drugiej stronie Stare Miasto. Trzeba przyznać, że widok jest zachwycający: blankowane kamienne mury otaczające miasto, kamienice o konstrukcji kamiennej z charakterystyczną dachówką, dachy kościołów z jeszcze wyższymi dzwonnicami wybijają się ponad miasto, a na niektórych z wież dostrzegam bocianie gniazda. Zbliżam się znów do akweduktu. Tu, na otwartej przestrzeni wyrastają na niemal 30 metrów w górę dwukondygnacyjne łuki akweduktu, rozdzielając Plaza del Azoguejo od Plaza Oriental. Granitowe filary podpierające łuki imponują rozmiarami, mają ze trzy metry grubości. Staję pomiędzy przęsłami i zadzieram głowę w górę. Kolumny zbudowane z wielkich bloków kamiennych zwężają się ku górze, a łuki spinające filary są wyraźnie węższe na górnym poziomie.