Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]
Bilety za mile | Co mnie czeka?
Ostatni miesiąc mnie wykończył. Jeszcze nie ochłonąłem z jednego wyjazdu, a już czekał mnie kolejny. W zasadzie miałem tylko czas na zarchiwizowanie zdjęć zapisanych w pamięci karty SD. Ledwo co rozpakowałem plecak z krótkiego służbowego wyjazdu do upalnego Alicante, a już jechałem w Tatry, by wspinać się na ośnieżony Kasprowy Wierch, a w tydzień później grzałem się na maltańskiej plaży.
Minął kolejny tydzień, a ja siedzę w Polskim Busie wiozącym mnie tym razem do Warszawy na spotkanie z Koreą. Ten krótki tygodniowy wypad będzie wyjątkowy w swoim rodzaju: po raz pierwszy bowiem skorzystałem z programu Miles and More i przeznaczyłem wszystkie zgromadzone mile na zakup biletu do Seulu. Dopłata wyniosła 156 zł, co nawet na forum Fly4free zostało odebrane jako bardzo dobra okazja. Do tej pory często zapomniałem zgłosić swoje bilety w systemie Miles and More. Część mi przepadła, część lotów była w kiepskich klasach. Tak czy owak, lecę za małe pieniądze. Zakup był pod wpływem impulsu, przecież nie planowałem w tym roku kolejnych wyjazdów, zwłaszcza że mój urlop jest na wyczerpaniu. Wartość biletu została obniżona z 80.000 do 40.000 mil i zdawałem sobie sprawę z tego, że jest to wyjątkowa okazja, i że nie zbiorę tak łatwo kolejnych 40 000 mil. Później wielokrotnie zastanawiałem się, czy nie powinienem był przeznaczyć na Koreę kilka dni więcej, przecież jest tu tyle do zwiedzania. A już na pewno lepszym pomysłem byłoby połączenie Korei z Japonią. Cóż! Teraz jest już za późno. I tak zobaczę więcej przez tydzień niż na zorganizowanej objazdówkę. Tradycyjnie przygotowania zostawiłem na ostatnią chwilę.
Mój wyjazd jest krótki – siedmiodniowy – i wynika z dostępności dat i długości urlopu, który mi pozostał w tym roku. Korea oferuje całkiem sporo atrakcji. Zdecydowałem się odwiedzić koreańską wyspę Jeju z najwyższym szczytem w kraju – Halla-san. To zdeterminowało w części trasę trampingu – konieczny był zakup biletów lotniczych na wyspę i z powrotem. Druga atrakcja, na którą ostrzę sobie zęby, to region Gyeong-ju z fenomenalnymi grobowcami w kształcie kopców i niemniej ciekawymi świątyniami. Tak więc mniej więcej wiem, co mnie czeka i pełen optymizmu jadę na kolejne wakacje!
Autobus dojeżdża do Warszawy. Jest pochmurne jesienne południe, pozostaje mi tylko dostać się na lotnisko. O 15:35 odlatujemy do Seulu. Lot przebiega bez specjalnych wydarzeń, polski przewoźnik karmi mnie dobrze 😊. Zmierzamy na wschód, przekraczając kilka stref czasowych (+ 8 h), na miejscu będziemy więc dopiero rano.