Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9]
Sztuka nowoczesna | Spacer po mieście | | Góra Krzyży
Pomysł na dziś jest następujący: zwiedzić Kowno, zostawiając plecaki na dworcu, dojechać do Szawle, zostawić plecaki, jeszcze dziś podjechać na Górę Krzyży i wrócić do Szawle. Przy odrobinie szczęścia uda się. Wyjeżdżamy z Wilna. Żegnamy się przy śniadaniu z sympatycznym staruszkiem. O 8:00 jesteśmy na dworcu, bilety do Kowna kupujemy już u kierowcy. Po dwóch godzinach mało ciekawej drogi jesteśmy w drugim co do wielkości mieście Litwy. Odszukujemy przechowalnię bagażu (osobny budynek po prawej stronie placu dworcowego) i idziemy zwiedzać Kowno.
W pobliskim parku sporo nowoczesnych rzeźb. Zwraca uwagę cmentarz z okresu II wojny światowej. Krzyże są niezwykłe – wykonane współcześnie z metalu, podziurawione niczym pociskami karabinowymi, inne są rozpołowione. Postawiono je w miejscu starego cmentarza zrównanego z ziemią podczas wojny lub po niej. Z pewną obojętnością mijamy biały meczet (Kauno mečetė) stojący w rogu parku; jest zamknięty. Otwierają go pewnie tylko w piątki, muzułmanów tu przecież niewielu.
W 10 minut dochodzimy pod kościół św. Michała Archanioła (Kauno Šv. arkangelo Mykolo bažnyčia) wybudowanego na podwyższeniu pośrodku dużego placu. Wzniesiono go w stylu neobizantyjskim według projektu Konstantina Limarenki. Kiedyś prawosławny sobór, po odzyskaniu niepodległości przez Litwę został zamieniony w katolicki kościół garnizonowy. Jego biała bryła z wieloma kopułami ponad bębnami nasuwa luźne skojarzenie z bazyliką Sacré-Cœur w Paryżu. Wewnątrz... wystawa malarstwa Vytautasa Tamaliūnasa – współczesnego litewskiego artysty. Bardzo nowoczesna sztuka. Abstrakcyjna w większości :). Jakby tego było mało, równie nowoczesna jest droga krzyżowa. Namalowane grubymi pociągnięciami pędzla obrazy olejne przypominają mi portret “Krzyk” Muncha. A postacie przypominają, pardon, ludzi pierwotnych.
Jeszcze ciekawsze jest otoczenie kościoła. Oto przed okazałym, nowoczesnym budynkiem – ani chybi wydziałem architektury miejscowego uniwersytetu – postawiono kilkumetrową rzeźbę przedstawiającą nagiego mężczyznę. Jakby nie dość tej profanacji, postać ma rozłożone dłonie niczym Chrystus na Golgocie. Z opisów w przewodniku widzę, rzeźba wzburzyła miejscową wspólnotę. A niepotrzebnie! Bo powinna zachęcić do myślenia, że nie tylko bogom, ale i ludziom należy się jakaś refleksja.
Idziemy teraz długim, dwukilometrowym deptakiem wysadzanym podwójnym szpalerem drzew. Ta część miasta jest średnio interesująca, zaciekawia nas tylko niewielki kościółek św. Gertrudy (Šv. Gertrūdos bažnyčia) skryty w bramie i bożnica przy bocznej ulicy. Kościół jest z XV wieku i zdaje się należy do najstarszych zachowanych kościołów na Litwie. Natomiast Synagoga Chóralna w Kownie (Choralinė sinagoga) liczy sobie 130 lat i jest regularnie użytkowana. Niestety, obie świątynie są zamknięte, ograniczamy się do pstryknięcia kilku fotek.
Za szeroką przecznicą (Gimnazijos gatve) zaczyna się Stare Miasto. Niska jedno- i dwupiętrowa zabudowa przy Vilniaus gatvė może się podobać. Brakuje tutaj jednak tego wszystkiego, czego oczekuje turysta: sklepów z pamiątkami, kawiarnianych ogródków czy choćby kantorów. Tych ostatnich potrzebujemy na gwałt! Lity tak szybko się rozchodzą. Zahaczam o informację turystyczną, jak zwykle kupujemy widokówki i bierzemy foldery. Zaglądamy do Katedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła (Šv. apaštalų Petro ir Povilo arkikatedra bazilika) po prawej i z pewnym zdziwieniem obserwujemy przemarsz kolumny międzynarodowych skautów niosących swoje proporce i flagi. Ze zdziwieniem, gdyż średnia wieku oscyluje między 30 a 40 lat.
Cały czas zmierzamy w kierunku zamku – to główny obok Domu Peruna punkt programu. Zza drzew wyłania się w końcu ceglana bryła ruin zamku wznoszącego się ponad fragmentami murów. Wchodzimy na wieżę ... by spojrzeć na Niemen, rzekę tak bardzo kojarzące się ze szkołą, że nie wywołuje żadnych innych konotacji. To tutaj właśnie do Niemna uchodzi Wilia przepływająca przez stolicę Litwy. Not ko Dom Peruna viljanen Niemen zamek kościół film tyle notki. Brzegi Niemna są porośnięte soczystą trawą, tu i ówdzie rosną kępy drzew, a względne oddalenie budynków sprawia, że obrazek jest niemal sielankowy. Pewnie gdzieś na prowincji rzeka byłaby bardziej urocza, ale raczej nie będzie okazji, by się o tym przekonać. 200 metrów dalej w stronę rynku wznosi się gotycki kościół ... Gdy odwracam się, widzę panoramę starego Kowna z wybijającą się sylwetką.... przed kościołem kilka tirów i wozów technicznych. Kręcą się kręcą to film historyczny. Zaglądamy do środka. Wnętrze surowe zaniedbane, żeby nie powiedzieć zdewastowane. Ale sądząc po aktorach i statystach – zebrali chyba wszystkich długowłosych młodzieńców w Litwie – rzecz będzie o zakonnikach i rycerzach. I pewnie niejedna mocna scena w rozegra się w kościele. Po krótkiej przekąsce pod murami kurii na wjazd tu piękny drewniany krzyż słupowy (podchodzimy przez rynek pod Dom Peruna. To kolejny przykład płomiennego gotyku. Ceglana kamienica z... Wieku to opis będzie. Za... Z za... Niewielkiego gotyckiego kościoła jakie... Jakiegoś tam widać już powoli płynące wody Niemna. mielibyśmy kościół sprawna obojętnością, gdyby nie informacja z przewodnika, że znajduje się tu wodowskaz pokazujących rekordowy poziom wody z... Roku. No cóż miasto musiało się wówczas solidnie być solidnie zniszczone, a sam wodowskaz to zwyczajna łata – lubimy upamiętniać nieszczęścia wykrzyknik. Widoki na rzekę całkiem przyjemne. Hen, daleko widać okolice dworca, będziemy tam za godzinę. Tymczasem odszukujemy budynek, w którym zatrzymał się Bonaparte w drodze na Moskwę. No cóż, to jeszcze jeden przykład miejsca pozornie ciekawego. Dom jak dom. Dla wygody turystów mogliby budynek "przenieść" bliżej centrum.
Dworzec autobusowy. Wypijamy kubek kawy na spółkę i czekamy kilka minut na autobus do Szawle. Kursuje na szczęście często. Ten nasz, mimo że jest dalekobieżny, wygląda jak zwyczajny autobus podmiejski. Przed nami kolejne dwie i pół godziny drogi na miejscu jesteśmy o... Transport do Góry Krzyży mamy za 50 minut. Trochę mało, by dostać się do położonego za miastem schroniska młodzieżowego, zostawić plecaki i wrócić. W przechowalni bagażu dopytujemy o dojazd do ulicy ….rys... Obsługa konsultuje się coś tam, który proponuje nas podrzucić.
– Eto daleko, wy nie uspiejetie. U mienia maszyna, ja was podwiezu.
To bardzo miłe z jego strony. Lubię Litwinów! Jedziemy zdezelowaną ładą po równie zniszczonych ulicach w kierunku północnym. Zajeżdżamy na samo podwórko dwukondygnacyjnego budynku. – Bolszoje spasibo! Doswidanija! – dziękujemy serdecznie.
Zanim wprowadzimy się do małego, skromnie wyposażonego pokoju, muszę zapłacić za nocleg. Widocznie nie wzbudzamy zaufania w oczach 50-letniej Litwinki.
No dobrze, teraz pędem na dworzec. Autobus jedzie do Janiszek, my wysiądziemy na przystanku Domantai. Boczna droga wysadzana drzewami odchodzi w prawo, by po dwóch kilometrach doprowadzić do parkingu. Już z daleka dostrzegamy Górę Krzyży (Kryžių kalnas). Zaskakuje wysokością – to raczej pagórek, nawet nie wzgórze. Ale za to krzyży, że hej! Bez dwóch zdań, to miejsce robi wrażenie. Krzyże są głównie drewniane z niemalowanego poszarzałego na słońcu i deszczu drewna. Krzyże są różnej wielkości: od potężnych, kilkumetrowych do małych, wielkości krzyżyków noszonych na piersi. Są krzyże ozdobne, rzeźbione, czasem z figurą ukrzyżowanego Chrystusa, czasem proste, ot dwa związane patyki niczym gruzińskie krzyże świętej Niny. Większe krzyże obwieszone są mniejszymi, zwisają z ich ramion jak girlandy. Tu doskonale widać, jak ilość tworzy jakość. Pokazuje znaczenie tego miejsca, siłę wiary litewskich i innych katolików. Krzyży jest ponad ponoć 70 000. A przecież, od początku, to jest od roku 1850, krzyże były wielokrotnie usuwane i niszczone… Spacerujemy wąskimi alejkami w tym dziwnym drewnianym lesie.
– Trzeba było tu przyjechać! – mówię cicho.
– Niesamowite miejsce – przytakuje Aga.
Powrót do Szawle odbywa się szybko i bezproblemowo. Wysiadamy przed kościołem. Idziemy najpierw do hostelu, by się odświeżyć i coś zjeść. Dopiero teraz mamy czas na zwiedzanie miasta. Zaczynamy od kościoła na wzgórzu. Chociaż w Szawle jest więcej kościołów, to mieszkańcy, gdy mówią "nasz kościół", to mają na myśli właśnie kościół pod wezwaniem ... Jego strzelista …-metrowa wieża jest widoczna z każdego miejsca. Wewnątrz trwa akademia – na przemian są wygłaszane przemowy i recytacje przydzielone śpiewem szewelskiego chóru. Dość sympatycznie jest.
Idziemy teraz głównym deptakiem, mijając jakieś nowocześniejsze budynki między dziewiętnastowieczną zabudową, a następnie skręcamy ku stacji kolejowej. Sprawdzamy odjazdy pociągów i ceny biletów do Kłajpedy. Uśmiech imię tniemy koszty uśmiech. Ten spacer blisko godzinny daje nam jakieś wyobrażenie o mieście. No cóż, trudno się w nim zakochać. :) Cały czas bezskutecznie szukamy kantoru. Ostatecznie wybieram 40 litów w bankomacie. Do jutra wystarczy. Mając gotówkę, wracamy na dworzec, by kupić bilety. Spóźniamy się dosłownie o 3 minuty. Kasa jest zamykana o 20:00.
– My tu jeszcze wrócimy! – uśmiecham się kwaśno do kasjerki liczącej utarg.
No i w ten sposób dobiega końca ten nieco szalony dzień. Już bez pośpiechu wracamy do naszego hoptelu. Jutro Kłajpeda!