Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9]


Lipawa – Ryga – Warszawa – Kraków

niedziela, 27 V 2012


Droga do Rygi | | | Jaki był ten wyjazd? |


Tej części relacji jeszcze nie ma.

[Droga do Rygi]

Ostatnie godziny w Rydze spędzamy na spacerze po mieście. Zostawiamy plecaki w Red Roof Hostel („My tu już byliśmy!” – oświadczam recepcjonistce) i znajomymi już uliczkami wędrujemy po starówce.

Kończymy ten krótki tramping. Dziewięć dni spędzonych na intensywnym poznawaniu krajów naszych sąsiadów przyniosło nam sporo wrażeń. Trzy stolice, jedenaście innych miejscowości, kilka ciekawostek przyrodniczych i 1800 km podróży autobusem, pociągiem i stopem to całkiem niezły bilans wyjazdu. Zasadniczo, wrażenia moje są zgodne ze spodziewanymi: ładne (choć nie zachwycające), przyjazne dla turystów republiki, sympatyczni (choć nie arcygościnni i arcyprzyjacielscy) mieszkańcy, bezproblemowe poruszanie się (aczkolwiek nie testowane na głębokiej prowincji), interesująca architektura (głównie starówki w Rydze i Tallinnie), lepsza niż na Zakaukaziu znajomość języka angielskiego, liczne – w stolicach – grupy turystów.

Nie było problemów z noclegami, co, być może, wynikało z przedwakacyjnej pory. Autostop możliwy (testowany na krótkich trasach w Estonii i na Litwie).

Dla mnie największym problemem były stosunkowo wysokie ceny jedzenia, noclegów (średnio 40 zł/os.) i transportu (xx zł/100 km porównywalnie z polskim). Na szczęście kilka polskich pasztetów i herbatników pozwoliło mi przetrwać ten czas ;-)

Do najprzyjemniejszych wspomnień zaliczam wizytę nad pometeorytowym kraterem, spędzony czas nad drugim co do szerokości wodospadem Europy i spacer po wysokich wydmach Mierzei Kurskiej. Kraje te kojarzyć mi się będą z długo niezachodzącym słońcem na bezludnych plażach.

Pytanie: czy polecam te kraje? Tak, jeśli nie ma się w zanadrzu czegoś bardziej atrakcyjnego ;-) Tak, jeśli planuje się urlop w ostatniej chwili i można się wybrać w kilka osób samochodem. Tak, jeśli chce się pobyć z przyrodą, ma się kresowe resentymenty lub jest się fanem dwóch kółek.

Tyle podsumowania. Dwie godziny oczekiwania na przesiadkę w Warszawie i po godzinie jesteśmy w Krakowie. Za półtora miesiąca kolejna wyprawa, tym razem na słoneczne Bałkany!

Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej