Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9]


Kraków – Warszawa – Ryga

sobota, 19 V 2012


Mój nowy plan | Szukamy noclegu | Piękna Ryga | |


Po ostatnich szaleństwach azjatyckich postanowiłem – w ramach uzupełnienia kolekcji państw europejskich – odwiedzić Pribałtikę. To jeszcze jeden region położony tak blisko Polski, którego dotąd nie poznałem. Ale właśnie taki jestem: oglądam jakieś Libany, Azerbejdżany, Egipty, a zaniedbuję to, co jest za miedzą... Trzy republiki nadbałtyckie kusiły mnie od dawna. Relacje w sieci podkreślające urok ich stolic i piękno przyrody, sprawiły, że gdy pojawiła się okazja na promocyjne loty do Rygi i Tallinna, zapragnąłem zrobić sobie tydzień wolnego, by poznać te kraje. To „wyjadanie” europejskich resztek będzie częścią mojego planu, który wykluł się w mojej głowie w zeszłym roku: „50 państw na 50-lecie”. Rok temu nadgoniłem kilkanaście zaległych krajów. Oby tak dalej! Pribałtika jest łatwym celem: podróżowanie będzie tam proste, pytanie tylko, ile to będzie kosztować? Kupiłem bilety do Rygi za nieco ponad 300 zł i przyjąłem roboczo budżet dzienny 30 €. Będziemy podróżować autobusami lub pociągami.

Ogólny plan zakłada, że po zwiedzeniu Rygi ruszymy od razu w stronę Tallinna, potem przejedziemy do Wilna i zawrócimy na koniec do Rygi. Po drodze chcemy odwiedzić bardziej interesujące miasta, jeśli się uda – popłynąć na wyspy Archipelagu Zachodnioestońskiego, a także spróbujemy dostać się na Mierzeję Kurońską. Mamy na to dziewięć dni: od soboty do kolejnej niedzieli. Do stolicy Łotwy polecimy z Warszawy małym 56-miejscowym samolotem ATR-42 należącym do naszego narodowego przewoźnika. Nie napisałem jeszcze o mojej towarzyszce podróży: na tramping jadę z Agą, która towarzyszyła mi na wyjazdach już dwukrotnie: byliśmy razem w Gruzji i w Egipcie.

Ryga. W południe jesteśmy już na miejscu. Piękna, słoneczna sobota. Czekamy przed budynkiem portu lotniczego na autobus nr 22. Przed chwilą wymieniłem 50 euro na łaty, kupiłem dwa bilety autobusowe (e-talony po 0,50 łata). Centrum stolicy Łotwy oddalone jest od lotniska o niecałe 10 kilometrów, przejazd potrwa pół godziny. Przejeżdżamy przez most na Dźwinie. Panorama miasta podoba się nam. Po prawej na wyspie mamy wieżę telewizyjnę (Zaķusalas televīzijas tornis), po drugiej stronie fantazyjny wieżowiec na brzegu rzeki z mostem wiszącym. Malownicza starówka ze strzelistymi wieżami kościołów i „pałacem kultury” na prawo. Po drodze nasze bilety zostają dwukrotnie skontrolowane – za drugim razem przez lotną brygadę kontrolerów, którzy zatrzymali autobus przy wjeździe do miasta. W tym momencie nurtuje mnie bardziej kwestia dzisiejszego noclegu. Zrobiłem, co prawda, rezerwację na najtańszy hostel Best (6 łatów), ale, ze względu na jego oddalenie od centrum, wolałbym spać gdzieś bliżej starego miasta. W zanadrzu mam "Old Town Hostel" tuż przy dworcu autobusowym, ale rezerwacja jest niepotwierdzona.

Wysiadamy na dworcu autobusowym. Stare miasto jest dwa kroki dalej, wystarczy przejść na drugą stronę ulicy. “Old Town Hostel” jest pełny (7 łatów), odsyłają nas do “Naughty Squirrel Hostel” na sąsiedniej ulicy (9,5 łata). Kręcimy nosem, na szczęście hosteli tu sporo. Spanie za 8,4 łata (12 euro) znajdujemy obok w “Red Roof Hostel”. Wypijamy kawę i idziemy „w miasto”.

Ryga z miejsca robi na nas dobre wrażenie. Starówka zaadaptowana jest na centrum turystyczne – co dwa kroki puby, kafeterie, restaurany, kantory... Kurs euro waha się od 0,62 do 0,69 łata za euro – trzeba uważać. Wszystko ładnie, gdyby nie bruk – wielkie nierówne kocie łby.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej