Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9]
Poranek | Kąpiel w ciepłych źródłach | Powrót do Ponta Delgada | Wieczór
Łapiemy stopa i podjeżdżamy do Caldeira Velha. Żegnamy się z sympatyczną parą i idziemy do ciepłych źródeł. Aleja prowadzi lekko w górę, tu znów spotykamy sporo paproci drzewiastych. Mierzą po sześć, siedem metrów wysokości. Przy ciepłym źródle znajduje się basen o wymiarach 5 na 7 metrów, woda jest ciepła, ale nie gorąca.
– No, to kąpiemy się – mówię i ściągam koszulkę.
– Nie, ja chyba nie chcę – odpowiada Jola.
Myślę, że czuje się trochę skrępowana.
– Nie wygłupiaj się, wszyscy się tu kąpią.
– Tak myślisz?
– No pewno. Rozbieraj się!
W wodzie grzeje się już kilkanaście osób. Uprzedziłem Jolę, że będzie możliwość wykąpania się i przypomniałem jej o wzięciu stroju kąpielowego. Składamy rzeczy na brzegu i wskakujemy. Woda jest w sam raz. Nieco mętna z powodu mułu na dnie i na pewno bogata w sole mineralne.
– Takie okazje trzeba wykorzystywać – tłumaczę – chociażby po to, by były wspomnienia.
– No wiesz, ale ja pierwszy raz...
– E tam! Byłaś przecież nieraz na termach. W Zakopanem albo na Słowacji…
– Na Słowacji. Ale to co innego...
– Co innego? – śmieję się i ochlapuję ją wodą. – Jak byłem w Boliwii i była okazja wykąpać się w takim gorącym źródle, to sobie odpuściłem. Głupi byłem.
– Ale dlaczego?
– Wiesz to była taka sytuacja, że tam, wysoko w Andach, było bardzo zimno. Jechaliśmy wiele godzin jeepem przez pustynię, dojechaliśmy do ciepłych źródeł, gdzie kąpało się mnóstwo osób. Pomyślałem sobie, co będzie, gdy wyjdę z tej gorącej wody. Na zewnątrz była temperatura po pięć stopni.
– Nie było tam żadnego pomieszczenia, żeby się ogrzać?
– No co ty, to było w szczerym polu. Była tylko jakaś blaszana przebieralnia. A najgorsze było to, że nie miałem ze sobą żadnych rzeczy do przebrania, zapomniałem nawet swojego małego ręcznika. A teraz żałuję...
Po 15 minutach mamy dosyć.
– Wystarczy już chyba – mówi Jola i zaczyna wychodzić z wody.
– Poczekaj, poczekaj! Jeszcze musimy zrobić sobie zdjęcie.
Wcale nie jest takie proste, gdy ma się mokre ręce, a aparat jest ciężki.
– Co robimy teraz? – pyta Jola, idąc ścieżką do wyjścia.
– Generalnie wracamy do domu, chyba że coś fajnego po drodze nas spotka.