Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] v[9]


Ponta Delgada – Fajã de Baixo

wtorek, 3 X 2017


Spacer po mieście | Na plantacji ananasów | | | |


Dziś będzie dzień na luzie. Nie planujemy żadnego wyjazdu z Ponta Delgada, pokręcimy się po okolicy. Chcemy przede wszystkim poznać miasto, w którym wczoraj wylądowaliśmy. Zaczynamy od położonego przy nabrzeżu placu (Praça de Gonçalo Velho) z olbrzymią geometryczną mozaiką wykonaną z dwubarwnej kostki brukowej. Pośrodku ustawiono współczesny pomnik Gonçalo Velho Cabrala (Estátua de Gonçalo Velho Cabral), portugalskiego mnicha, który w przerwach między modlitwami zajmował się odkrywaniem Azorów. Za nim trzy łuki Portas da Cidade (1783) – bramy prowadzącej kiedyś z miasta do portu.

Generalnie podoba nam się tutaj. Zaglądamy na chwilę do portu i zawracamy. Kolejny przystanek przy Igreja Matriz de São Sebastião – XVI-wiecznym kościele z bogato zdobioną fasadą z białymi i ciemnobrązowymi elementami podkreślającymi konstrukcję kościoła i bogato zdobionym portalem. Podoba mi się, ale muszę dopowiedzieć, że im więcej poznaję tych portugalskich kościołów, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że były one budowane "na jedno kopyto”. Chociaż akurat ta świątynia przechodziła liczne transformacje, z pierwotnej gotyckiej formy niewiele zostało po późniejszych manuelińskich i barokowych przeróbkach. Gwiaździste sklepienie absydy przechodzi w kolebkowy dach nawy głównej oddzielonej od naw bocznych kolumnami z wyjątkowo szerokimi łukami. Uwagę zwraca przepiękny barokowy ołtarz. Kolumny i łuki tworzące jego obramowanie oplecione są wyrzeźbionymi w marmurze pnączami winnej latorośli. Uśmiecham się do stojącej Pośrodku ołtarza ustawiono figurę przedstawiającą nagiego mężczyznę ze złotą przepaską.

– Nie, to nie może Chrystus – zastanawiam się.

– Święty. Myślę, że to święty Sebastian, ale jakiś dziwny.

Nie sposób nie uśmiechnąć się, widząc jego różową, pyzatą twarz. Bardziej podoba mi się boczny ołtarz z figurą Maryi Panny z Dzieciątkiem w otoczeniu Świętego Józefa i Marii Magdaleny. Tu z kolei dominuje kolor złoty i brązowy.

Idziemy dalej, przechodząc obok monastyru Convento de Nossa Senhora da Esperança. Jest zamknięty, więc nie zobaczymy wspaniałego „złoconego” sklepienia kolebkowego.

Ta przechadzka po mieście jest bardzo przyjemna.

– Pomyśl, Jolu: w Krakowie pewnie ponura październikowa pogoda, a tu tak słonecznie – mówię. – Nie cieszysz się, że tu jesteśmy?

– Cieszę się.

Ja w każdym razie cieszę się bardzo, że jesteśmy cztery tysiące kilometrów od domu. Takie zadbane, czyste otoczenie, te wszystkie klomby, rabatki, białe budynki i błękitne niebo z paroma obłoczkami bardzo pozytywnie nastrajają człowieka. Spacerujemy więc po mieście. Trudno właściwie powiedzieć, gdzie zaczyna się ono, a gdzie kończy. Ponta Delgada stapia się z sąsiednimi miejscowościami, wszystkie są połączone w jedną całość.

Przeczytaliśmy w przewodniku, że znajdują się tu plantacje ananasów i zgodnie doszliśmy do wniosku, że warto zobaczyć takie miejsce. Co prawda widziałem ananasowe pola w Indiach koło Kalkuty, ale mam wielką ochotę zobaczyć tutejsze uprawy.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej