Kornel: moje podróże - Strona startowa
Dzień: [0] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]
Znów wyruszam na szlak! | Jaka będzie pogoda? | Miłe początki
Zbliżył się kolejny długi weekend – czerwcowy. Zazwyczaj bywało tak, że obiecywałem sobie, że gdzieś wyjadę, nadchodziły dni wolne od pracy i... siedziałem w domu. A później żałowałem! Tym razem postanowiłem nie odpuszczać. Wziąłem trzy dni urlopu i w ten sposób miałem do dyspozycji 9 dni wakacji. Ze względów, powiedzmy, finansowych, nie wyprawiłem się do Ameryki Południowej (musi poczekać), lecz w polskie Sudety. Moim zamiarem było przejście Głównym Szlakiem Sudeckim (GSS). W ciągu ostatniego roku rozsmakowałem się w długodystansowych przejściach po polskich górach: w zeszłym roku odbyłem wiosenny spacer Głównym Szlakiem Beskidzkim pokonując dystans między Wołosatym a Ustroniem w 11 dni. W zimie był czas na przejście Małym Szlakiem Beskidzkim z Bielska-Białej na Luboń Wielki, nadeszła więc chwila, bym powrócił po latach na sudeckie szlaki. Co prawda, trzy lata temu byłem z synem na Ziemi Kłodzkiej, ale był to minitramping – jedynie z elementami górskiej wędrówki. A teraz miałem ochotę przejść szlak im. Orłowicza: ze Świeradowa Zdroju do Paczkowa.
Okres powodziowy i ogólnie mokra wiosna nie były w stanie powstrzymać mnie przed wyjazdem. Śledziłem na bieżąco prognozę pogody dla Sudetów i wertowałem sieć w poszukiwaniu rzetelnych opisów przejść GSS. W piątek po raz ostatni zajrzałem do serwisu pogodowego: sobota miała być słoneczna, ze wzrastającym zachmurzeniem, ale bez opadów, w niedzielę przelotny deszcz, w kolejne dni pogoda zmienna: słoneczko wychylające się zza chmurki lub całkowite zachmurzenie i kilkumilimetrowe opady. Koniec tygodnia zapowiadał się lepiej: temperatura miała się podnieść a opady całkowicie zaniknąć. Pomyślałem sobie: dobra nasza :) nie jest tak źle. Spakowałem się do małego plecaczka (6 kg), przytroczyłem alumatę, do reklamówki wziąłem sporo żarcia na drogę i nocnym autobusem ruszyłem do Jeleniej Góry.