Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6]
W porządku u ciebie? | Sardynia ładna, ale... chcę więcej!
Następnego dnia wstaję koło 7:00. Nie powiem, żebym się wyspał, trudno. Chociaż mam sporo czasu do odlotu samolotu, bez nadmiernej zwłoki ruszam w stronę lotniska. Według mapy Google mam do przejścia nieco ponad 6 kilometrów. Po drodze przechodzę obok maleńkiego kościółka Chiesa Saint’Antonio Abato. Nie wygląda na używany, zastanawiam się, czy jest tu dość wiernych: w okolicy znajduje się zaledwie kilka domów. Ale kto wie, może odbywają się tu niedzielne msze?
Moja trasa wiedzie przez południowe obrzeża lotniska. Nad głową przelatują mi kolejne samoloty. Lotnisko w Alghero zdecydowanie nie należy do dużych. Jestem grubo przed czasem, trochę się nudzę. Powinienem wykorzystać wolny czas na zrobienie notatek, ale ostatnie wydarzenia i kiepska noc zniechęcają mnie do wysiłku. Samolot do Krakowa jest o 13:00 z przesiadką w Bergamo, to oczywiście wydłuża czas z powrotu, ale nie ma to dla mnie znaczenia. Przy wsiadaniu do samolotu nie widzę Alicji, trochę się denerwuję, czy wszystko jest nią okej. Spotykam ją dopiero w Bergamo.
– Jak tam u ciebie, w porządku?
– Tak w porządku. A u ciebie?
– Tak, też.
No i dobrze. Wracamy zatem razem do Krakowa o 17:00, już nawet spokojnie rozmawiamy ze sobą. Na Balicach jesteśmy po 18:00, żegnamy się w zgodzie, jak starzy znajomi. Alicja idzie po motor zostawiony na parkingu, ja odjeżdżam miejskim autobusem.
Tyle Sardynii. Generalnie jestem zadowolony z wyjazdu, udało się zrealizować założone cele. Odwiedziliśmy kilka miejsc, na których mi zależało, między innymi nurag koło Barumini, jaskinię Neptuna pod Alghero oraz miasto Bosa. Bonusem był Torre dei Corsai. Pomijając to, że mieliśmy zabukowane trzy z pięciu noclegów, był to typowy tramping. Korzystaliśmy z autostopu, pociągu i autobusów.
Sardynia bez dwóch zdań jest atrakcyjną wyspą i z pewnością można tutaj spędzić ze dwa tygodnie. Może właśnie zabrakło nam tych kilku dni, by pojechać do Sassari, a także pochodzić po górach środkowej części wyspy. Jeżeli miałbym coś polecić, to oczywiście miasto Bosa, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że tego typu miast na wyspie jest więcej. Jaskinia Neptuna jest okej, aczkolwiek nie jest czymś wyjątkowym w skali europejskiej.
Cieszę się, że pojechałem tu z Alicją. Pomijając drobny incydent w przedostatnim dniu trampingu, dobrze mi się z nią jeździło i przebywało. Zazdroszczę jej znajomości włoskiego, która tak ułatwiła nam przemieszczanie się, oraz otwartości w stosunku do ludzi.
Wyjazd nie był zbyt drogi, noclegi były średnio po 35 euro, cały wyjazd łącznie z samolotem kosztował mnie 550 złotych.
Co dalej? Chętnie jeszcze odwiedziłbym pobliską Korsykę. Chciałbym przejść chociaż kawałek szlaku G20, mam nadzieję, że kiedyś tam się wybiorę. W basenie Morza Śródziemnego pozostały jeszcze niezliczone wyspy greckie, mnie wystarczyłoby Rodos i Korfu. Majorkę, Maltę, Sycylię, Cypr, Kretę i Santoryn już widziałem. Wolałbym resztę Karaibów i Oceanię. Ale na razie – za dwa dni wyjazd do Hiszpanii, a zaraz po nim kolejny – na Kanary! Już się cieszę na myśl, że za chwilę znów polecę.