Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]


Gargalau (2159 m n.p.m.) – Cormaia – Jez. pod "La Cruce"

poniedziałek, 4 VIII 2003


A po burzy słońce.... | Woda i owce | Jakie ładne jeziorko!


Alpy Rodniańskie: okolice Vf. Cisia

Ten nocleg pod Gargalau nieźle dał mi w kość. Muszę jednak zainwestować w puchowy śpiwór – Madzia wcale nie zmarzła. Odczekujemy, aż stado owiec zejdzie ze szlaku nieco niżej i startujemy o 8:55. Tuż za skałami na długim ramieniu Gargalau znajdujemy znacznie wygodniejsze miejsce na nocleg na szerokim siodle. Wczoraj jednak nikt nie myślał o dłuższych spacerach. Szybkim krokiem przemierzamy ścieżkę wiodącą na szczyt, z którego odchodzi boczny szlak na Pasu Prislop. Potem zbiegam na zachód w kierunku Vf. Pusdrelor. Wygodna trasa. W zagłębieniu terenu spotykamy obozujących tam Czechów i wymieniamy informacje o górach. Lecimy dalej. Po drodze dwa źródełka (pierwszego nie zauważam), zatrzymujemy się na mycie i herbatę. Pogoda jest dobra, świeci słońce, choć dzień jest wietrzny. Wczorajszy deszcz i zimna noc pozostały tylko wspomnieniem. Ścieżka niekiedy prowadzi przez szczyty kolejnych wzniesień, czasem je trawersuje. Turystów tu raczej mało, ot – raz na godzinę spotykamy grupkę: najwięcej Czechów.
Alpy Rodniańskie: okolice Vf. Tomnatec

Cieszę się, że tu jestem. Wokół mnie jak okiem sięgnąć góry i góry, często ze szczytami po 2000 metrów. Nigdy nie chodziłem po tak rozległym wysokim paśmie (60 km z Pasu Stra do Pasu Rotunda). Madzia wyznaczyła dzisiejszy nocleg pod przełęczą "La Cruce". To naprawdę kawał drogi, gdy się idzie z 20-kilogramowym plecakiem. A ja mam tych kilogramów chyba więcej, jeśli policzyć z 3-litrowym zapasem wody. Na marginesie – praktycznie zawsze donosimy wodę do kolejnego miejsca, gdzie można jej zaczerpnąć. Woda jest dostępna w miejscach zaznaczonych na mapie a czasem częściej. Problem co najwyżej w jej czystości – owce pasą się dosłownie wszędzie; a czy deszczówka zostanie wystarczająco dobrze przefiltrowana przez ziemię – trudno powiedzieć. Śmieję się, że z każdego źródła powinny pić tylko dwie osoby z naszej trójki – w ten sposób zawsze ktoś przeżyje i opowie, co widzieliśmy. À propos z kolei owiec. Gdy spoglądam na odległe zielone zbocza pocięte owcostradami – przypomina mi się "Upadek Ikara" Pietera Brueghla – pamiętacie tę krojoną pługiem ziemię?

Po kilku godzinach dochodzimy do rozwidlenia czerwonego szlaku: można iść dalej przez Cormaia, lub krócej – trawersując szczyt. Ponieważ szlak tu jest gorzej oznakowany, zatrzymujemy się na chwilę i uzupełniamy zapasy wody w wypływającym tu obfitym źródle. Akurat z góry schodzi kilka osób: "Cześć, cześć" – plecakowicze z Polski. Schodzą się kolejne osoby, rozkładają się na nocleg w tym miejscu... Grupa liczy 9 osób... zaczynam zastanawiać się, czy to nie przypadkiem ludzie z Katowic, z którymi mieliśmy się spotkać. Dzielę się przypuszczeniami z Madzią, lecz ta ma opory, by się upewnić... Dziwne. Rozmowa z dziewczyną z tamtej grupy upewnia nas, że to właściwi ludzie. Madzia rozmawia jeszcze przez chwilę i... żegnamy się... Hm. Hm. Dziwne. Myślałem, że pogadamy, może wspólny nocleg, skoro już idziemy w przeciwnych kierunkach... No nic. Trawersujemy zbocze, mijamy kilka następnych grupek, a nawet samotnego wędrowca, dłuższą chwilę spędzam na konsumpcji borówek. Jeziorko pod La Cruce

W zapadającym zmierzchu dochodzimy do przełęczy Tarnita "La Cruce". Wieje jak diabli. Tu na pewno nie zostaniemy! Podchodzimy do skraju zbocza i... hurra! nad jeziorkiem w kotle około 10 namiotów, w jednej z grup Madzia rozpoznaje grupę bydgoską. Z jej tylko wiadomych powodów kierujemy się ku obozowisku Słowaków i, po grzecznościowym zapytaniu "Would you mind?", rozbijamy się przy ich namiotach. Miejsce jest urocze. Nad nami piętrzą się potężne skały Vf. Buhaiescu Mare, w kierunku północnym zasłonięty przez chmury masyw Pietrosula. Miniaturowe jeziorko ma brzegi porośnięte kwitnącymi na biało trawami... Ładne.
Słowacy próbują nas potem wykurzyć dymem z ogniska, otruć herbatą z macierzanki, a gdy to nie skutkuje – śpiewają po słowacku!


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej