Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]


Portsmouth – Toucari Bay

środa, 27 XI 2019


Życie bez wygód | W podwodnym świecie | Idźcie stąd! | Nocna debata polityczna


Kolejny pochmurny ranek. Jestem trochę rozczarowany tą pogodą na Karaibach. Przyjechaliśmy tutaj już po okresie huraganów i wydawałoby się, że pogoda będzie zawsze ładna. A jednak często niebo jest tu zachmurzone, zwłaszcza rano. Na pewno jest to związane z pobliskimi górami. Rano w naszym domku jest nie tylko chłodno, ale utrzymuje się duża wilgotność. Przecież jesteśmy tu właściwie w lesie, otoczeni przez zieloną, tropikalną gęstwinę. Białe niebo psuje mi również zdjęcia. Inna rzecz, że jestem zmuszony korzystać z aparatu w komórce, gdyż mój Samsung od czasu przemoczenia podczas wyprawy nad Wrzące Jezioro odmówił posłuszeństwa i zdechł. Próby reanimacji nie przyniosły rezultatu, a co gorsza, akumulatory podczas tych prób całkowicie się rozładowały. Niestety, ostatni raz dostęp do sieci elektrycznej mieliśmy trzy dni temu w Wotton Waven. Tutaj natomiast nie ma w ogóle prądu. Mam nadzieję, że wieczorem naładuję akumulatory na lotnisku.

Wychodzę z naszego domku na drzewie i idę na ostatni spacer po Art & Wine in a Garden Sanctuary. – To miejsce naprawdę byłoby świetne, gdyby nie kilka rzeczy – mówię do Agnieszki przy śniadaniu.

– Co masz na myśli?

– Generalnie, domek na drzewie, brak prądu, sławojka, brak prysznica lub choćby dostępu do bieżącej wody, gdzie można byłoby się umyć są dla mnie okej.

– Przecież ci to nie przeszkadza…

– Jest w porządku, mówię przecież. Ale Denis mógłby zadbać o lepsze ścieżki w ogrodzie, można się tu po prostu zabić na tych śliskich kamieniach, mógłby zrobić ujęcie wody do mycia się, lub choćby lepsze zejście do rzeki. I w ogóle zadbać o porządek przy swoim domu.

– Ale jeśli ma być tu naturalnie, to może ścieżki są niepotrzebne. Mnie tu się podoba.

– Ale niekoniecznie nieprzyzwyczajonym do hardcore’u turystom z Zachodu. Dla mnie największą atrakcją tego miejsca – oprócz spania na drzewie – jest transport linowy przez rzekę.

– To się może zmienić. Denis coś mówił o budowie mostu linowego.

– Swoją drogą, można podziwiać faceta, że wraz z rodziną decydował się na życie w takich warunkach: bez prądu i innych udogodnień…

Kończymy śniadanie i żegnamy się z chłopakiem. Przeprawiamy się z plecakami na drugą stronę rzeki i czekamy na stopa. Po pół godzinie poddajemy się i zatrzymujemy przejeżdżającą taksówkę. Za kurs do Marigot płacimy 10 XCD. Teraz bus do Portsmouth (po 7 XCD). Chociaż to tylko 35 km, to przejazd trwa półtorej godziny. Po drodze setki zakrętów na górskiej drodze, kilka mało ciekawych wsi. Przejeżdżamy obok znajomej już Batibou Beach, potem przecinamy w poprzek wyspę, zjeżdżając na koniec do Portsmouth.

Miejscowa plaża jest niezbyt interesująca, chcemy podjechać do Toucari Beach, to tylko osiem kilometrów bardziej na północ. Zabieramy się busem z gościem, który ma wypożyczalnie sprzętu do nurkowania i właśnie jedzie z ekipą amatorów nurkowania na północ wyspy. W połowie drogi mijamy po lewej niewielki, kilometrowej długości, cypel, gdzie urządzono park narodowy Cabrits. Jak dla mnie – nie ma tam nic ciekawego. Nawet widoczny z daleka Fort Shirley, który służył do ochrony okolicy, nie wydaje mi się wart odwiedzania. Podjeżdżamy busem niemal nad samą plażę w Toucari Bay.

– Wracam do Portsmouth za 4 godziny, chcecie to was zabiorę z powrotem – mówi kierowca, gdy wysiadamy.

– Dzięki, zobaczymy, jak będzie. Bye.

Pogoda przez ten czas już się poprawiła, niebo tylko częściowo jest zachmurzone. Sama plaża nie jest rewelacyjna, powiedzmy sobie szczerze. Stosunkowo wąska, ma może 10 m szerokości i około 400 metrów długości. Mamy jednak nadzieję, że podwodny świat będzie bardziej atrakcyjny. Przez najbliższe trzy godziny na przemian kąpiemy się, snurkujemy i opalamy. Ryby są, a jakże! Mniejsze i większe, niestety żadnego żółwia tu nie spotykamy. Dno jest tutaj podobne do tego w Champagne Bay, ale bez wydobywających się gazów z dna. Atrakcją dla mnie staje się krab pustelnik wędrujący po plaży z 10-centymetrową muszlą na grzbiecie.

Koło 16:00 mamy dość.

– Wracamy!

Jakimiś bocznymi uliczkami dochodzimy do czegoś, co zostało określonych przez miejscowych jako bus stop. Wkrótce pojawia się autobus jadący wprost do Marigot, płacimy po 20 XCD. Moje myśli są skupione wokół nadchodzących godzin. Dojedziemy do Marigot i co dalej? Nie mamy na dziś zarezerwowanego noclegu. Aktualna jest dalej koncepcja, żeby noc spędzić na lotnisku. Skoro odlot na Barbados mamy o 7:00 rano – na lotnisku powinniśmy być o 5:00. Droga z Marigot zajęłaby nam godzinę, więc i tak byśmy się nie wyspali – oceniłem to już wcześniej.

Na miejscu jesteśmy o 19:00. Czas pomyśleć o obiedzie. W knajpie dostajemy kawałki kurczaka w gęstym sosie, długi ryż z fasolą, sałatkę warzywną z kapusty, marchewki i czegoś jeszcze także ugotowane kawałki awokado. Do tego jeszcze tajemnicze fioletowe gotowane warzywo.

– To chyba bataty (Ipomoea batatas) – sugeruje Agnieszka.

– Albo pochrzyn (Dioscorea alata).*/

Brakuje mi tu soli, ale sos ze smażoną cebulą rozwiązuje te problemy. Jest już właściwie ciemno, kiedy ruszamy drogą na lotnisko.

Okazuje się, że cała dolina jest ogrodzona, a u wylotu rzeki Kachibona znajduje się budka strażnicza.

– Przechodzimy?

– Idziemy!

Przechodzimy cicho obok budki, ale po chwili dobiega nas głos obudzonego strażnika.

– Hej! Nie wolno, zamknięte.

– Jak zamknięte, jak otwarte? – mówię.

– Lotnisko jest zamknięte już.

– To nie szkodzi, mamy lot o godzinie 7:00 i chcemy tam poczekać.

– To niemożliwe, przyjdźcie jutro.

Olewamy faceta i idziemy dalej. Jesteśmy już w połowie drogi, kiedy dogania nas jeep z uzbrojonymi strażnikami. Zapraszają nas do samochodu i wywożą z lotniska. No, trudno. Zły jestem jak diabli, liczyłem na darmowy prąd i nocleg w hali odlotów. Po przemyśleniu przyznaję jednak rację miejscowym. Lotnisko przecież obsługuje parę lotów dziennie, nie ma potrzeby otwierać go w nocy. Powstaje jednak problem, gdzie przenocować.

– Znajdziemy może coś w mieście – pociesza Agnieszka.

Owszem, Booking.com i Airbnb.com listują w mieście kilka hosteli i kwater prywatnych, ale ceny zaczynają się od 270 zł za noc. Nawet nie myślałem o ich bukowaniu. Zaczepieni miejscowi mówią o "tanim guesthouse’ie" za 50 dolarów – to również nam nie odpowiada. Mając w pamięci nocleg w Haiti, pytam czarnoskórego chłopaka o jakiś bar. Wskazuje mi boczną, ciemną uliczkę na przedmieściach Marigot. Bar znajduje się w niewielkim domku. Odwiedzają go raczej tylko miejscowi, którzy chcą sobie wypić piwo i posiedzieć na plaży. Wewnątrz dwa stoliki skręcone z jakichś sztachet, za kontuarem chłopak.

– Hi!

– Hi! Jak leci, napijecie się piwa?

– Nie, właściwie szukamy noclegu.

– Próbowaliście w mieście?

– Tam są za drogie, a my mamy rano samolot, chcieliśmy więc przenocować na lotnisku, ale się nie dało.

– Siadajcie, pomyślimy.

Oprócz chłopaka jest również i drugi miejscowy, wyraźnie naćpany oraz jego dziewczyna. Wypytują skąd jesteśmy i tak dalej. Potem rozmawiamy o Dominikanie. Okazuje się, że barman jest zaangażowany w wybory parlamentarne i w dodatku po stronie opozycyjnej. Narzeka na sytuację gospodarczą kraju, na złodziejskie rządy na kupowanie nas.

– Tak?

– Złodzieje sprzedają państwo!

– A co masz na myśli?

– Można kupić obywatelstwo za parę tysięcy dolarów. Ale my wygramy!

Ha! Myślę, że mając taki zwolenników, wszystko jest możliwe**/.

Jest godzina 23:00.

_____________________________________

*/ Pochrzyn fioletowy zwany lokalnie ñame morado, ube, lub purple yam jest bardzo popularny na Karaibach, zwłaszcza na Jamajce, Dominikanie, Portoryko i Trinidadzie.

**/ Nie spełniły się nadzieje barmana. Wybory parlamentarne w Dominice odbyły się 6 grudnia 2019 r. w atmosferze protestów i sporów o reformę systemu wyborczego. Zwyciężyła rządząca Dominica Labour Party, zdobywając 18 z 21 mandatów, podczas gdy opozycyjna United Workers' Party uzyskała 3. W porównaniu z poprzednim parlamentem DLP umocniła swoją pozycję, zwiększając liczbę mandatów z 15 do 18. Wynik wyborów potwierdził dominację premiera Roosevelta Skerrita na scenie politycznej Dominiki.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej