Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
FlixBus anuluje nam kurs | Nareszcie w Lille | |
Nie jesteśmy w stanie nadrobić spóźnienia i na lotnisko Orly dolatujemy dopiero o 11:30. Nie jest to problem, przecież nie spieszymy się nigdzie. Autobus z lotniska do Eindhoven z przesiadką w Lille mamy dopiero o 17:15. Pierwsze kroki po obowiązkowym papierosie kierujemy do automatu z kawą (1,80 EUR). Nie jest tak dobra jak poprzednio. Chcę zrobić zakupy w Lidlu, który znajduje się około 2 kilometry dalej. Po wyjściu z budynku lotnisko orientuję się, że aby tam dojść, trzeba przejść tunelem pod lotniskiem, gdzie najprawdopodobniej ruch pieszych jest zakazany. Rezygnuję więc. Transferujemy się do autobusem do terminalu nr 4, skąd z pobliskiego parkingu ma odjechać nasz FlixBus. Kupujemy trzy bagietki po 1.10 EUR i chleb za 1.65 EUR. Wychodzimy jeszcze na taras widokowy na czwartym poziomie. Agnieszka ma w końcu okazję, by wypalić ostatni papieros i idziemy do parking. Niby to niedaleko, mieliśmy dużo czasu, a jednak w ostatnim momencie przedłużający się pobyt Agnieszki w toalecie sprawił, że zostało nam 15 minut do odjazdu. Jest trochę nerwowo, bo brak tu oznakowania przystanków. No i zaczyna się: autobusu na parkingu nie ma. Wracamy pod terminal, dopytujemy się jeszcze raz o przystanek FlixBusa. Miejscowi wskazują nam to samo miejsce, gdzie przed chwilą byliśmy. Ugh! Autobusu jak nie było, tak nie ma. Jakiś Francuz dopytuje, czy czekamy na autobus do Lille. Potwierdzamy. Istotnie po chwili podjeżdża autobus do Lille, ale firmy BlaBlaBus a nie FlixBus.
– Czyżby zamiana przewoźnika – zastanawiam się.
Okazuje się, że nie. Młoda Francuska mówi, że FlixBus jest anulowany.
– Jak to anulowany?! – denerwuję się.
– Annulé, annulé! – mówią wszyscy, łącznie z kierowcą autobusu.
Jestem rozwścieczony. Przecież sprawdzałem pocztę, nie miałem żadnych informacji. Dzwonię na infolinię do Polski i jednocześnie upewniam się u kierowcy, że będę mógł przez sieć kupić bilety na BlaBlaBusa. Kobieta z infolinii potwierdza, że kurs FlixBusa jest anulowany i że dostałem potwierdzenie mailowe i SMS-em. Tego ostatniego oczywiście nie dostałem, a e-maila później faktycznie znalazłem z nadawcą nierzucającym się w oczy. Dodatkowo zaproponowano mi zmianę z godziny 17:15 na 5:00 rano następnego dnia. Bez sensu! O tej porze musimy być w Holandii! Nie mamy wyboru, kupuję więc bilety na autobus BlaBlaBus: 62 zł za dwie osoby to cena do wytrzymania, niemniej jednak jestem wściekły.
– Całe szczęście, że akurat o tej porze jest ten autobus do Lille! – żalę się do Agnieszki. – A gdyby go nie było, co byśmy zrobili? Albo gdyby nie było teraz miejsc, co byśmy zrobili? – rozważam różne czarne scenariusze.
Jestem wykończony i zestresowany tą sytuacją.
– Agnieszko, jesteś zła na mnie, że się tak denerwuję? – głupio pytam.
Dziewczyna, co mnie zdumiewa, zachowuje spokój; pali tylko papierosa za papierosem. Podróż z Orly do Paryża odbywa się w ślimaczym tempie. Korki na wąskich ulicach, a potem na obwodnicy wokół stolicy sprawiają, że pierwsze dwie godziny podróży do Lille spędzamy właściwie w okolicach Paryża. Pasażerów przybywa. Dosiadają się na dworcu Saint-Denis w Paryżu, a potem już jedziemy głównymi drogami i częściowo autostradami do Lille. Zaniepokojony jestem niską temperaturą na zewnątrz. Założyłem wszystkie podkoszulki na siebie, polar i ortalion. Agnieszce jest zimno, a przecież mamy spędzić trzy godziny czekając na przesiadkę na FlixBusa, który na szczęście nie został anulowany.
Dworzec kolejowy w Lille jest otwarty tylko do północy, siadamy zmarznięci w ciepłej poczekalni na peronie. Obok nas siedzi paru zawianych Francuzów, jakieś rodziny z tobołkami wyglądające na bezdomnych.
– Nie wiem, czy ci pasuje to towarzystwo.
– Agnieszko, nie. Chciałbym z tobą iść do miasta, pozwiedzać.
– Ja chyba tu zostanę – mówi Agnieszka – jestem zmęczona i zimno mi.
Po sprawdzeniu w sieci, co jest do zobaczenia w Lille i po rozgrzaniu się w cieple z elektrycznego grzejnika umieszczonego w kącie pomieszczenia, Agnieszka decyduje się, że jednak pójdziemy na spacer.
Dopytujemy się przechodnia o drogę, niby za wiaduktem jest już centrum.