Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
Smak marakui | Cycata figurka | | | | | |
Wybierając na dwa ostatnie noclegi podczas trampingu miejscowość Belle Eau w zachodniej części Gwadelupy liczyłem na trekking po pobliskim parku narodowym. Pośrodku Parc national de la Guadeloupe obejmującego obszar 173 kilometrów kwadratowych znajduje się wulkan La Grande Soufrière wnoszący się na wysokość 1467 m n.p.m. Znajduje się również tutaj kilka wodospadów i ciepłe źródła, z których ewentualnie można by było zrezygnować, gdyż mieliśmy okazję oglądać je na Dominice i w Saint Lucii.
Teraz wychodzi na to, że będziemy musieli ograniczyć się tylko do wodospadów. Jest bowiem godzina 8:30, a my wciąż jesteśmy przed śniadaniem. Prawda jest taka, że ze względu na Agnieszkę nasz tramping jest dość lajtowy. Ja, gdybym był sam, z chęcią wstałbym o 5:00 rano i poszedł na wulkan. Oczywiście tych wulkanów w życiu zaliczyłem już parę i nic się nie stanie, jeśli na Soufrière nie wejdę.
Śniadanie przygotowane przez naszego hosta zjadamy na werandzie. Do kawy dostajemy jakieś ciasto, limonki i żółte owoce wielkości cytryny wypełnione w całej objętości ziarenkami w słodkiej otoczce.
– Co to może być? – zastanawiam się.
– Dobre jest!
– Smakuje jak agrest albo porzeczka.
– To chyba marakuja.
No tak! Nieraz musiałem widzieć owoce męczennicy jadalnej (Passiflora edulis) na różnych targowiskach. A teraz wiem, jaki mają smak.
Wychodząc z ogrodu na drogę, fotografujemy jeszcze na wszelki wypadek skrzynkę pocztową z nazwiskiem naszych gospodarzy i idziemy w górę wsi z myślą, by przekroczyć niewysokie wzgórze i dostać się na równoległą drogę prowadzącą bezpośrednio w górę do parku narodowego. Później na drodze w wiosce łapiemy stopa. To ma sens, bo do granicy do parku narodowego zostało jeszcze 10 kilometrów niezbyt ciekawej drogi.
Zatrzymujemy się na parkingu i podchodzimy do pawilonu z kasą. Płacimy po 5 euro za wstęp.
– Podobają ci się te figurki? – pytam Agnieszkę, pokazując leżące na półce drewniane posążki z dwukolorowego drewna.
– No, nie chciałbym mieć tego takiego biustu.
Faktycznie, wszystkie drewniane figurki kobiet mają gigantyczne spiczaste piersi w rozmiarze XXL.
– Ja jednak kupię jedną. Muszę mieć jakąś pamiątkę. A Ty nie chcesz?
– Nie…
– A takiej ładnej popielniczki?
Agnieszka kręci głową. Widzę, że jest powściągliwa w kupowaniu pamiątek. Wybieram niewielką figurkę dla siebie (10 euro), a gdy Agnieszka się odwraca, dokładam jeszcze popielniczkę.
– Będziesz miała pamiątkę – mówię do dziewczyny po wyjściu z pawilonu i wręczam upominek.
– Dziękuję.
– Masz wodę ze sobą?
– Tak, mam małą butelkę.
Ja mam ze sobą półtora litra, myślę, że wystarczy na najbliższe godziny. Ruszamy. Już sam początek drogi jest bardzo atrakcyjny. Po obu stronach ścieżki rosną gigantyczne paprocie drzewiaste, a w tle wynosi się szczyt Soufrière. Kilkaset metrów dalej widać już wodospady.