Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
Jedziemy do Fort de France | Spacer po mieście | Pożegnanie z Martyniką | Miła niespodzianka
Dziś płyniemy na Saint Lucię. To będzie kolejny etap naszego trampingu.
[Poranek]
Do Castries mamy dopłynąć mniej więcej o północy. Nocleg mamy w peryferyjnej dzielnicy miasta i chociaż stolica St. Lucii nie jest wielką aglomeracją, to kwestia sprawnego dotarcia na nocleg wzbudza mój niepokój. Ku naszemu zdziwieniu i zaskoczeniu Po zacumowaniu i odprawie paszportowej w terminalu promowym widzimy kobietę w średnim wieku z wypisanym na kartce moim imieniem.
– Dobry wieczór – witam się, podchodząc.
– Dobry wieczór. To wy. – mówi nasz host – Przyjechałam po was, żebyście się nie trudzili.
– To bardzo miłe z twojej strony – dziękuję.
Prowadzi nas do samochodu. Jak się okazuje, przyjechała z nastoletnim synem. Przyjeżdżamy przez ciemne ulicę miasta, wjeżdżamy na wzgórze pełne willi ukrytych wśród ogrodów, wśród których znajduje się i dom Lidwiny. Prowadzi nas do salonu, witamy się z jej mężem. Kobieta wygląda na Europejkę, która tu wyemigrowała. Po krótkiej prezentacji, co i jak, kobieta prowadzi nas do osobnej części domu. Wejście jest wprost z ulicy. Do naszej dyspozycji jest kuchnia z jadalnią i niewielka sypialna. Na stole leżą owoce i ciastka przygotowane przez gospodynię.
– Częstujcie się tym wszystkim, to dla was – tłumaczy – a tu macie lokalną komórkę z moim numerem telefonu. Jak czegoś będziecie potrzebowali, dzwońcie.
Na ścianie wisi lista przydatnych numerów telefonów: na dworzec, do zamawiania taksówek i lokalne telefony alarmowe.
– Tu macie mot de passe do WiFi.
Chyba nic więcej nam nie potrzeba.
– Jutro chcemy pojechać do Soufriere – mówię.
– O której chcecie jechać?
– Nie wiem, w miarę wcześnie, bo w nocy znów mamy prom.
– Dobrze. Jak będziecie gotowi do drogi, to przyjdźcie na górę i dajcie mi znać.
Dziękujemy i mówimy sobie dobranoc.