Tanie linie rozpieszczają | Lecę do... lasu
Od kilku lat jestem na Fly4free, śledzę promocyjne oferty i często korzystam z super okazji. Podobnie jak inni mam tam swoją statystykę lotów, jest ich na razie niewiele – około setki, podczas gdy rekordziści mają ich ponad tysiąc. Podejrzewam, że to stewardessy lub piloci wycieczek objazdowych, nieważne. Jak zauważyłem, w statystykach wielu forumowiczów sporą część zajmują krótkie weekendowe wypady. Cóż! City-breaks są popularne w całej Europie od czasu powstania tanich linii lotniczych, oferujących dotarcie nawet na koniec Europy za niewielkie (zwłaszcza dla Zachodnioeuropejczyków) pieniądze. I często jest tak, że koszt samolotu jest niewielki w porównaniu z wydatkami na miejscu. Ja preferowałem i preferuję dłuższe (i dalsze!) wyjazdy, zwłaszcza że znaczną część Europy odwiedziłem korzystając nie z samolotu, lecz podróżując autostopem, koleją i autobusami. Tym niemniej w ostatnich latach polubiłem latanie. A rewelacyjne ceny biletów w Ryanair i Wizz Air zachęcają do latania.
W tym roku byłem już w Hiszpanii, Emiratach, Omanie, Filipinach, Japonii, Korei i na Malcie, ale zbliżył się wrzesień i poczułem, że nosi mnie. Długo nie zastanawiam się. Z oferty lotów z Krakowa wybrałem Sztokholm, a dokładniej lotnisko Skavsta. W Szwecji byłem bardzo dawno temu, w 1993 roku, kiedy z Sylwią podróżowaliśmy koleją wzdłuż i wszerz Skandynawii. A ponieważ byliśmy wtedy również w Sztokholmie i w miarę dokładnie go zwiedziliśmy, to tym razem nie zależy mi na powtórnej wizycie. To będzie wyjazd... do lasu. Zamierzam przez cały weekend wędrować po okolicy. Biorę ze sobą namiot, alumatę, śpiwór puchowy, puchową kurtkę. Mam nadzieję, że przeżyję wrześniowe chłodne noce. Pakuję ze sobą też jedzenie na cały weekend. Wszystko to wraz z innymi niezbędnymi akcesoriami tradycyjnie udaje mi się zmieścić w bagażu podręcznym o wymiarach (wtedy jeszcze) 56 × 45 × 25 centymetrów. Na miejscu – jak przewiduję – nie wydam ani korony; tak więc wyjazd zamknie się w kwocie biletu lotniczego.
Wylatuję w piątek wieczorem o 21:30. Na miejscu jestem przed północą. Na lotnisku nabieram wody do przezornie zabranych (i sprasowanych) dwóch butelek PET i ruszam drogą dojazdową w stronę Nyköping. Po kilkuset metrach skręcam w prawo w las, odszukując drogę, którą zlokalizowałem wcześniej na mapie Google. Wchodzę nieco w głąb i po ciemku rozkładam namiot wprost na ścieżce, oczyszczając wcześniej teren z szyszek.