Dzień: [1-2] [3-4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26-27-28]
Nerwy na kempingu | Gdzie jest Dolina Miłości? | Rozmyślania o trampingu | Powrót
Kolejny dzień w Kapadocji tym razem oczekiwany z niecierpliwością: wracamy do kraju.
Rano podczas pakowania się awantura na kempingu. Szczeniaki od Turka rzucają się do nas o nie posprzątane śmieci. Przedwcześnie, bo jeszcze się nie wyprowadziliśmy. Gdyby jeszcze w "Panoramie" był choć jeden kosz na śmieci... Dochodzi do krzyków i rękoczynów: chłopak rzuca się na Andrzeja. Wizja interwencji policji uspokaja Turków. O 12:00 kończy się nasz pobyt tutaj, lecz jesteśmy unieruchomieni na kempingu – nie mamy czym zapłacić. Mateusz z Darkiem dobrze o tym wiedzą, lecz nie spieszą się uregulowaniem rachunku. Nerwy, nerwy. Tak w praktyce wygląda opieka przewodnika w MK Tramping... W końcu idę z Andrzejem szukać Mateusza. Przy okazji spotykamy Darka z żoną – Patrycją, która przyjechała tu z drugą grupą. Mateusz idzie zapłacić za pobyt, my zostajemy na herbacie w knajpie.
Gdzie jest Dolina Miłości? Wczesnym popołudniem na poszukiwanie Doliny Miłości wyruszają dwie ekipy ja z Beatą oraz małżeństwo z Andrzejem. Miejscowi oczywiście nie kapują, lub udają, że nie wiedzą. Kręcimy się po okolicy szukając wejścia do doliny. W pewnym momencie spotykamy pozostałych. Właśnie wrócili z doliny nazwanej przez nich Doliną Miłości – inaczej mówiąc też do niej się nie dostali.
Tak sobie myślę, że są dwa rozwiązania tej sytuacji stworzonej prze Turków, którzy w dużym stopniu pozbawili Kapadocję informacji turystycznej po angielsku.
Pierwsze rozwiązanie to zwykły, przygotowany pilot-przewodnik, zaznajomiony z terenem, prowadzący grupę po dolinkach i pokazujący najciekawsze miejsca – kościoły i groty. Ewentualnie dla bogatszych – wynajęty miejscowy przewodnik.
Drugie rozwiązanie to przyjęcie, iż tramping to specjalny rodzaj turystyki, to "szkoła życia i przeżycia" pod hasłem "sami sobie damy radę". Jeśli tak, to widzę, że nadajemy się do żłobka a nie na tramping. A pilot? Jest OK. Jak sam przyznał, był w Kapadocji przez pół dnia w latach minionych i ma czas na siedzenie przy internecie.
Wieczorem siedzimy z Mateuszem w knajpie i czekamy na autobus do Stambułu. Tuż przed wyjazdem decyduję się na zakup kompletu widokówek i małego żółwia z obsydianu.