Dzień: [0] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]
O czwartej nad ranem zaczyna się ruch. Wycieczkowicze lecący do Hurghady z olbrzymimi walizami gromadzą się przed odprawą.
– Wyprowadzacie się z domu? – pyta ktoś znajomych stojących w kolejce.
Czas i na nas. El Al przed okienkiem rozstawia własne barierki. Izraelczycy nie chcą niespodzianek w swoich samolotach, już na Okęciu sprawdzają bagaż turystów przy pomocy spektrometru gazowego ustawionego obok stanowiska odpraw. Muszę wypakować plecak z worka foliowego, w który przedwcześnie go zapakowałem. Trochę się denerwuję – mamy mnóstwo żarcia ze sobą. Widzę, że izraelski urzędnik sprawdzający Iwonę odkłada konserwę na bok.
– Nie wolno? – dziwi się dziewczyna – No, trudno!
Ha, ha! Pewnie wyczuł wieprzowinę i to niekoszerną! Interweniuję, konserwa wraca do plecaka. „Moja” urzędniczka niucha czujnikiem w plecaku, wypakowuję kolejne rzeczy, by mogła się dostać głębiej. O los czekolad i konserw zawiniętych w namiot jestem spokojny. Na pokładzie połowa pasażerów z grubsza to Polacy połowa Żydzi. Wśród tych pierwszych grupy pielgrzymkowe, indywidualnych nie dostrzegam. Wiem, że leci z nami jeden z forumowiczów z portalu Fly4free, ale nie potrafię go wyłuskać go wzrokiem z tłumu. Jedzonko na pokładzie jest dobre i w miarę szybko podane, brakuje mi jednak kawy, którą roznoszą tylko jeden raz. Cztery godziny lotu dłużą mi się.
Na Ben Gurion International Airport jesteśmy o 13:40. W sieci czytałem niepokojące relacje o szczegółowym sprawdzaniu bagażu, przepytywaniu na okoliczność celu wizyty, sprawdzaniu dokumentów. Były informacje od młodych osób, które były przesłuchiwane przez kilka godzin, a nawet nie wpuszczane do Ziemi Obiecanej. Nie powiem, żebym zupełnie się tym nie przejmował, ale też nie zakładałem specjalnych kłopotów. Rzeczywistość okazała się prozaiczna. Szybko odbieramy bagaże i ustawiamy się do długiej kolejki odprawy paszportowej. Wizę dostajemy na osobnych karteczkach, musimy je pilnować do końca pobytu. Do paszportów nie są wbijane żadne stemple. Schody zaczynają się później. Większość przylatujących z Polski udaje się na stanowiska autokarów, które rozwiązą ich do wykupionych hoteli. Miejscowi, których pytam o autobusy do Jerozolimy kręcą głową.