Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]


Roseau – Wotton Waven

sobota, 23 XI 2019


Płyniemy na Dominikę | Skromne muzeum | Nasz domek na palach | | | | |


Dziś płyniemy na Dominikę. Będzie to trzecia wyspa podczas naszej podróży, a jednocześnie drugie niepodległe państwo na Karaibach, które odwiedzimy. Bilety na prom mamy kupione jeszcze w Polsce, odpływamy o godzinie 7:00 rano. A to oznacza bardzo wczesne wstawanie. Tym razem nie będziemy korzystać z uprzejmości naszych gospodarzy, już wczoraj zapowiedzieliśmy im wczesną pobudkę i pożegnaliśmy się, dziękując za gościnę.

Przed 6:00 opuszczamy nasze lokum i szybkim krokiem schodzimy do portu. Musimy jeszcze – co jest dla nas niespodzianką – zapłacić opłatę wyjazdową w wysokości 33 XCD na osobę. Każda taka sytuacja wnoszenia dodatkowych opłat podnosi mi ciśnienie.

– Nie przejmuj się, to dziki kraj – mówi Agnieszka.

To prawda. Niektóre egzotyczne, ale mniej bogate kraje, które jeszcze się nie "ucywilizowały", wymuszają na turystach opłaty wjazdowe lub wyjazdowe. Nasz prom, w przeciwieństwie do wielkich, 10-poziomowych kolosów zacumowanych w porcie, jest niewielki.

Odprawiamy się i zajmujemy miejsca na górnym pokładzie. W momencie, gdy wypływamy z portu, nad naszymi głowami, nie wyżej niż 20 metrów przelatuje dwuśmigłowy samolot linii LIAT. – Prawie tak, jak na Sint Martin – mówię do Agnieszki, opisując jej usytuowanie tamtejszego pasa startowego w stosunku do plaży.

Płynąć będziemy ponad 4 godziny. Po drodze musimy stanąć na chwilę w porcie Fort de France. Już z daleka zbliżając się do brzegu Martyniki, dostrzegamy skałę Le Diamant, którą widzieliśmy parę dni temu. Parę chwil później przepływamy koło miejscowości Anse d'Arlet.

– Byliśmy tam, pamiętasz? Pływałam z żółwiami – cieszy się Agnieszka, rozpoznając kościół przy plaży.

W końcu dopływamy do stolicy wyspy. Wymiana pasażerów trwa około 30 minut i odpływamy w kierunku Dominiki.

Pogoda się zmienia. Jeszcze rano niebo było bezchmurne, teraz pojawiło się dużo obłoków. Oby tylko na Dominice nie padało. O 11:00 nasz cel jest na wyciągnięcie ręki, a wrażenie potęgują wysokie góry, które wyrastają niemal na brzegu. W porcie szybkie formalności wjazdowe, na szczęście i tu wiza nie jest wymagana. Jesteśmy w Roseau – stolicy tego niewielkiego kraju.

Kilkaset metrów dalej, idąc w stronę miasta, zauważam muzeum.

– Wejdziemy tu?

Agnieszka nie ma specjalnej ochoty.

– Wejdź sam, ja poczekam.

Kolekcja tutaj zgromadzona jest skromna, mieści się w kilku pomieszczeniach. Na planszach przedstawiono historię odkrycia wysp karaibskich przez Europejczyków, zaprezentowano również drewniane modele łodzi używanych przez krajowców w tamtych czasach. Kolejne plansze podają informacje dotyczące zniesienia niewolnictwa: abolicji handlu niewolnikami w 1807 roku i pełnego zniesienia niewolnictwa w 1838 roku. W oddzielnym pomieszczeniu znajdują się drewniane naczynia i narzędzia kuchenne drewniane a także przedmioty z kamienia oraz tradycyjne wyroby z trzciny: koszyki, pudła itp.

Roseau, podobnie jak Castries jest nie jest zbyt ciekawym miastem i niewiele tu jest do oglądania. Przewodniki podają, że warto zajrzeć do ogrodu botanicznego. Znajduje się on akurat przy drodze prowadzącej do Wotton Waven, do którego i tak musimy dojechać, gdyż to tam zarezerwowałem nocleg. W ogrodzie jest akurat przerwa, w każdym razie kasa nie działa, mówię więc do chłopaczka, który tu pracuje, że potrzebujemy 10 minut na spacer po ogrodzie. Nie robi problemu. Powiedzmy sobie szczerze: bez względu na cenę, to miejsce nie jest warte wstępu. Wygląda, jak po przejściu huraganu, niewiele tu do oglądania.

Wracamy na drogę wylotową i próbujemy łapać stopa. W pewnym momencie przejeżdżają dwie półciężarówki wypełnione młodymi ludźmi, a z megafonów rozbrzmiewa muzyka przerywana jakimiś hasłami i wezwaniami.

– Zbliżają się wybory – mówią miejscowi, których zapytałem, o co tu chodzi.

Zabieramy się do Wotton Waven busem. Spać będziemy w dość niezwykłym miejscu – w domkach na palach.

______________________________


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej