Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
Poranne zamieszanie | Snurklowanie z żółwiami | | | | | |
Plaża w Anse d'Arlet. Przyjechaliśmy tu, jadąc z Ducos. Początkowo wszystko zapowiadało się inaczej. Mieliśmy pojechać na wielką Plażę Salines (Plage des Salines) w innej części Martyniki. Wczoraj Claudine, nasz host, sprawdziła, że autobus P2 zawiezie nas tam rano o 8:00 czy 9:40. Rano wszystko szło dobrze. Gospodyni zapowiedziała, że jeśli w ciągu 20 minut się spakujemy, to zawiezie nas na dworzec odległy o 1,5 km, przyspieszyliśmy pakowanie, tzn. ja spakowałem Agnieszkę, Agnieszka wypaliła papierosa, umyłem naczynia, Agnieszka wypaliła papierosa itd. itd. No dobrze, trzeba pomagać bliźnim. Sfotografowałem jeszcze nasze bagaże na werandzie: olbrzymi plecak Agnieszki, obok mój – znacznie mniejszy oraz nasze małe plecaczki; zaniosłem wszystko do samochodu i wrzuciłem do bagażnika. Poznaliśmy przy okazji syna Claudine, 15-letniego Bambo. Zapewne owoc karaibskiej miłości.
O wpół do ósmej jesteśmy na miejscu, na Gare Routiere. Oblatuję jeszcze miejscowość, bo kasa dworcowa jest jeszcze zamknięta. Kościółek jest w miarę sympatyczny, fotografuję krajobrazy z Mt. Pelee gdzieś tam na horyzoncie, oglądam jakieś roślinki. W sumie sympatyczna wiocha. O 8:00 kasa jest otwarta, idę kupić bilety. Ha! Dziś autobus P2 nie jedzie… No i się zaczęło. Kobieta w kasie tłumaczy mi, jak dojechać, z jakimi przesiadkami; problem jest taki, że pierwszy autobus pojedzie 9:10, czyli dopiero za 1,5 godziny; no to może do Anse d’Arlet, na plażę żółwi? Tu też wymagana jest przesiadka. Mamy więc do wyboru plażę z żółwiami z dojazdem na 11:00 i plażę Salines z dwiema przesiadkami, dokąd dotarlibyśmy dopiero o 12:00. Nie tak to miało wyglądać! Jesteśmy zestresowani, miotamy się, którą wersję wybrać. Ja dodatkowo proponuję stopa, Agnieszka kręci nosem, bo plecak ma ciężki, napakowała tych rzeczy, że hej! Tkwimy w rozterce przez pół godziny, o 8:30 przyjeżdża autobus linii F jadący do Rivière-Salée. Wsiadamy, decydując się na przygodę z żółwiami. 2,10 euro od osoby. Drogo, bo jeszcze trzeba potem wydać drugie tyle na kolejny autobus.
Przed nami pół godziny drogi z ciekawymi krajobrazami. Trasa jest pełna zakrętów, gdyż jedziemy bocznymi drogami, odwiedzając jakieś wsie. Po przesiadce, kolejny autobus jedzie – ku naszemu zaskoczeniu – inną niż się spodziewaliśmy, okrężną trasą: przez Le Diamant, czyli obok charakterystycznej samotnej skały wystającej z morza niecałe dwa kilometry od południowego brzegu wyspy. Dojeżdżamy serpentynami do miejscowości Les Anses-d'Arlet.
Wieczór