Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]


Sainte-Anne – Pointe-a-Pitre – Capesterre – Belle Eau

piątek, 29 XI 2019


Zaczynamy tour po plażach | Za dużo tu ludzi! | | | | | |


Gospodyni, zgodnie z zapowiedzią, ulatnia się z domu zanim wstaniemy. Klucz mamy zostawić pod serwetką na ławce na werandzie.

– Dziś na śniadanie robimy makaron z fasolką.

– A zrobisz najpierw kawę?

Zjadamy posiłek na werandzie i kończymy pakować się. Zostawiamy na widoku 40 euro i idziemy na stopa. Pierwotny plan zakładał, że na plażę udamy się wieczorem poprzedniego dnia, dziś rano mieliśmy podjechać na wschodni koniuszek wyspy. W nowej sytuacji modyfikujemy plany. Chcemy się dostać na jedną z plaż w Sainte-Anne. To około 15 kilometrów.

– Tyle chyba nie będziemy szli? Łapiemy stopa.

– Oczywiście, Agnieszko.

Po chwili już siedzimy w samochodzie. Niestety gość jedzie tylko do centrum Saint-François. Tu zmieniamy samochód. Młoda Francuzka wraca do Pointe-e-Pitre. Droga jest średnio ciekawa, ale po wczorajszych stresach wszystko nas cieszy i wszystko się podoba. Dzień jest ładny, słoneczny, co potwierdza moją uwagę o wpływie gór na Dominice na pogodę. Grande-Terre – część Gwadelupy, na której się znajdujemy jest praktycznie płasko a pogoda doskonała. Przypadek?

Zatrzymujemy się w centrum Sainte-Anne. Dziękujemy za podwózkę i idziemy na plażę. Są tu właściwie trzy plaże. Największa, Plage de Sainte Anne ma biały piasek, mnóstwo palm kokosowych, turkusową lagunę i… dziesiątki restauracji z daniami rybnymi i owocami morza.

– Gdzie się rozkładamy, Agnieszko?

– Przejdźmy się.

Siadamy dwieście metrów dalej. Agnieszka zwleka z kąpielą. W zamian obserwujemy grupę kilkunastu ciemnoskórych dzieciaków w wieku około 8 lat. Kąpią się parę metrów od brzegu pod czujnym okiem dwóch opiekunów.

– Zdaje się mają lekcję WF-u.

– Fajnie chodzić do szkoły, w której w rozkładzie lekcji jest „Ocean”…

Agnieszka wypala papierosa i proponuje:

– Wiesz, chodźmy stąd. Za dużo ludzi. Daleko na plażę Caravelle?

– Powinna być za tym cypelkiem – pokazuję ręką – to jakieś półtora kilometra.

By się tam dostać, musimy się nieco wycofać do miasta. Trafiamy przypadkowo na pomnik z popiersiem Victora Schoelchera. Chociaż ten XIX-wieczny polityk powinien być idolem tutejszej czarnoskórych mieszkańców wyspy, to komuś najwyraźniej się nie podoba: ma twarz oblaną brązową farbą. A przecież walczył o zniesienie niewolnictwa we Francji… Może był nie tylko masonem, ale i cyklistą? Nie wiem. Mijamy targ rybny, potem katolicki kościół (na szczęście zamknięty) i, idąc długą promenadą, docieramy do sławnej i ponoć najpiękniejszej na wyspie La plage de la Caravelle.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej