Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
Już się cieszę! | Szampańska kąpiel | W drodze do Marigot | | | |
– I jak tam, Agnieszko, żyjesz?
– Nie jest najgorzej – odpowiada. – Ale jeszcze bym pospała chwilę.
– To sobie poleż, a ja pójdę się umyć.
Prysznic znajduje się 50 metrów dalej i jest usytuowany na zboczu. To właściwie drewniana budka wielkości sławojki, nie ma drzwi, po zasłonce pozostało tylko wspomnienie. To dobrze, myjąc się mam widok na całą doliną. Ci z doliny na mnie – też.
Wdrapuję się z powrotem do naszej chatki.
– Śpisz jeszcze?
Zawinięta w śpiwór Agnieszka kiwa głową
– Dobrze. Zacznij powoli wstawać, a ja idę zagotować wodę na kawę.
Tym razem w kuchni już kręcą się właściciele, dostaję wrzątek i po chwili z pełnymi kubkami wracam. Agnieszka już rozbudzona, pali papierosa. Zjadamy śniadanie i o 8:00 jesteśmy gotowi do dalszej drogi. A dziś czeka nas przejazd przez wyspę na jej wschodnie wybrzeże do Marigot. Mamy tam zabukowany nocleg i, jak się spodziewamy, będzie on dość niezwykły. Ale wcześniej wybieramy się na Champagne Beach w zatoce Soufrière. Champagne Beach to szczególne miejsce, gdzie z dna morskiego wydobywają się gazy wulkaniczne. Pływanie wśród bąbelków może przypominać kąpiel w szampanie i z tego powodu miejsce to jest często odwiedzane przez turystów.
Podchodzimy na zidentyfikowany wczoraj przystanek autobusowy znajdujący się kilkaset metrów w dół drogi. Za przejazd do Roseau płacimy 6 XCD. Zajeżdżamy na dworzec autobusowy czy raczej plac, na którym stoją minibusy. Ukryty jest w całkiem niepozornym miejscu w centrum stolicy. Dość szybko ustalamy, który bus pojedzie do "bąbelków" i zajmujemy miejsca. Pół godziny później zbiera się komplet pasażerów i ruszamy. Kierowca wie, gdzie wysadzić nas, zatrzymuje się przed dojazdem do Soufriére. Tu znajduje się najlepsze zejście na plażę.
Plaża jest kamienista i wąska. Kończy się cyplem, na którym skały schodzą wprost do morza, uniemożliwiając dalszy spacer brzegiem. Rozkładamy się na kamieniach, Agnieszka zakłada maskę i rzucamy się do wody.
– I co, są bąbelki? – pytam Agnieszkę, która wynurzyła się spod wody.
– Nic tu nie ma.
Agnieszka nie poddaje się i z maską poszukuje bąbelków, wypływając w różnych kierunkach. Po 10 minutach rezultat dalej jest zerowy.
– Nigdzie nie widziałam bąbelków – oświadcza, wychodząc na brzeg. – Ale są rybki: takie długie, czarne – pokazuje rozmiar rękoma. – I małe, srebrzyste.
Czuję się mocno rozczarowany. Czyżby to nie było właściwe miejsce?
Poza nami na plaży początkowo nikogo nie ma, potem zjawia się jakaś parka w średnim wieku. Nie wyglądają na amatorów kąpieli. 20 minut później zjawia się grupa Niemców lub Brytyjczyków z miejscowym przewodnikiem. Mają płetwy butle i maski. Miejscowy chłopak prowadzi ich w konkretne miejsce w okolicach wspomnianego cypla. Nurkują w tam, a okrzyki radości świadczą, że to jest właściwe miejsce. Później `odpływają na sąsiednią plażę znajdującą się za cyplem.
Teraz już jest łatwiej. Agnieszka bierze maskę, komórkę i wraca do wody. Pływa długo, wynurzając się co pewien czas. Macha ręką, pokazując miejsca, gdzie wydobywa się gaz.
– Są? – pytam.
Agnieszka przytakuje. Biorę maskę, przekładam komórkę do futerału i wypływam jakieś 30 metrów od brzegu. Dno jest kamieniste, a skały pokryte drobnymi wodorostami. Ze szczelin wydobywają się nieustannie pęcherzyki gazu mniejsze kilku milimetrowe i całkiem spore wielkości czereśni. Przepływam wielokrotnie wśród nich, ciesząc się, że zobaczyłem to, o czym wcześniej mogłem tylko przeczytać. W niektórych miejscach na kamieniach osiadły żółte gąbki. Uwijają się wśród nich czarne rybki, ale są też większe – kilkunastocentymetrowe niebiesko-zielone oraz błękitne.
W pewnym mam tak wpływam w obszar większej aktywności podmorskich gazów. Bąbelki otaczają mnie, czuję, jak rozbijają się o moją twarz i ciało. Wokół mnie aż iskrzy się od tych od pęcherzyków podświetlanych przez słońce wpadające do wody. Jestem zachwycony.
Upatrzyłem sobie kilka niebieskich rybek i płynę za nimi. Trzymają się blisko dna. Cały czas żerują wśród wodorostów, skubią roślinki. A gdy podpływam zbyt blisko, chowają się w zagłębieniach.
Zmęczony snurkowaniem wychodzę na brzeg. Słońce tymczasem zaszło za góry, plażę ogarnął cień. Opalać się już nie będziemy, zresztą goni nas czas. Suszymy rzeczy. Zanim wrócimy do Roseau zbieram jeszcze kawałki koralowców wyrzuconych na brzeg.
– Wziąłbym je ze sobą – mówię. – Ale zbyt dużo jeszcze lotów mamy. Boję się, by mi tego nie odebrano.
– Pamiętasz? W porcie w Fort de France stał kosz z odebranymi pasażerom kawałkami rafy, muszlami.
Tym razem zadowolę się fotografiami. Przy okazji robię portret jaszczurce pozującej mi na kamieniu.
Łapiemy autobus na głównej drodze i pół godziny później jesteśmy z powrotem w Roseau.
– Przydałoby się coś zjeść, jesteś głodna?
– Zjadłabym coś.
Idziemy do knajpy na obiad. To właściwie bar szybkiej obsługi, bierzemy dwa dania zapakowane w styropianowe foremki. Dla Agnieszki kurczak z ziemniakami purée oblanymi gęstym sosem, dla mnie ryż i sałatka warzywna. Kupujemy jeszcze chleb, licząc się z tym, że nie będzie później takiej możliwości. Teraz trzeba się teraz przedostać do Marigot, na drugą stronę wyspy.
Autobus jest już pełny, nie będziemy musieli długo czekać. Znów jesteśmy jedynymi białasami. Do Marigot jest 45 kilometrów, jedziemy przez Pont Cassé.
Dostałem e-mail od hosta z Airbnb ze wskazówkami, jak do niego dotrzeć:
Hello me Piotr I am sorry about that I would send u but my data were low and I though I had a little enough time but again sorry about that to get to me u need to go to marigot bus stop in town and then tell driver u go to stone filed village before Concord at the small business place in Stone filed village opposite the small waterfall .if he don't know were u talk about tell u go to place just before roots sign, but don't cross the roots sign and if u get off at the sign just walk like five minutes and u will see a yellow container and then blue garbage bin and opposite river is were we are I hope u understand have bless day. Give thanks Denus
No… strumień świadomości godny Ulissesa…