Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12-13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21-22]


Pella – Saloniki

czwartek, 2 VIII 2001


Jedziemy do Pelli! | Mozaiki w stolicy starożytnej Macedonii | Saloniki – lubię ten zgiełk


Pella: mozaiki w wlillach możnych tamtego świata

Ostatnia szansa, by się opalać lub zwiedzać – jutro wyjeżdżamy. Zgadnijcie, co wybrałem! Spakowałem się i oznajmiłem panu Romanowi, że jadę do Pelli. Po 10 minutach był gotowy. Autobus do Katerini (270 GRD), Salonik (1400 GRD) i Pelli (700 GRD). Podróż odbyła się sprawnie i bez dłuższych postojów. Uroczy jest dworzec w Salonikach – podzielony na kilka części mieści się w jakichś slumsach w okolicach skrzyżowania ul. 28 Oktovriou i Poltehnou. W odległości 10 kroków trudno się domyśleć, że to właściwe miejsce. Pella: wykopaliska wciąż żywe

W Pelli – za 800 GRD – wchodzimy na teren wykopalisk i do muzeum. Te i przedwczorajsze wykopaliska są bardzo podobne do siebie: częściowo zrekonstruowane domostwa, świątynie, niewysokie mury, kilka ustawionych kolumn, archeolodzy i robotnicy nie przerywający robót mimo 40-stopniowego upału... Część mozaik pozostawiono in situ – przedstawiają porwanie Heleny i polowanie na kozła. Sławna mozaika z polowaniem na lwa eksponowana jest w muzeum. Tam wrażenie zrobiły na mnie złote przedmioty: lśniący stos monet wysypujących się z glinianego dzbanka, złote diademy, wieńce laurowe, filigranowe kolczyki – jak oni to potrafili zrobić? Trafiłem również na coś nowego dla siebie – formy do figurek i naczyń z terakoty: nie wiedziałem nic o tej technice wyrobu przedmiotów.
Wracamy. Na przystanku nastoletnia Greczynka objaśnia mi postacie na banknotach i monetach. Pella: to nie ja (rozbiłem)

Wykorzystując przesiadką w Salonikach postanowiłem zwiedzić w miarę intensywnie miasto. Już od pierwszego momentu sprawia wrażenie hałaśliwego, brzydkiego i ruchliwego miejsca. Szerokie, często jednokierunkowe ciągi komunikacyjne, budynki w szarej tonacji, rozległe przemysłowe przedmieścia – to wszystko przypomina mi Damaszek lub Amman. A ponieważ mam przyjemne wspomnienia stamtąd – od razu zaakceptowałem Saloniki takimi, jakie są. Udzieliłem panu Romanowi krótkiej lekcji przechodzenia przez ulice przy dużym natężeniu ruchu i poszliśmy na Bazar. Tu z przykrością stwierdziłem, że ceny są wyższe niż w Paralii. Oglądnęliśmy stare łaźnie, kościół Panaya Halkeon, łaźnie tureckie (gratis, miły chłodek), Ayia Sofię, łuk Galeriusza, Rotundę (gratis, bardzo miły chłodek) i w końcu Białą Wieżę tak charakterystyczny symbol miasta. Te obiekty i kilka pomniejszych nie są imponujące – pochodzą na ogół z wczesnego średniowiecza – styl romański i bizantyjski – płaskie, bure cegły spojone szarym cementem nie są zbyt atrakcyjne dla oka. Ale trudno oczekiwać wszędzie paryskiej Notre Dame. Pella: sławna mozaika z polowaniem na lwa
Muszę przyznać, że pan Roman był w porządku: szybko chodził, nie nudził, nie narzekał. Wróciliśmy około 20:30. Wstępnie się spakowałem, zrobiłem zakupy prezentowe dla Sergiusza: dwa duże kawałki rafy, dużą muszlę i dwukilogramowy zbiór muszelek. Mam nadzieję, że urządzimy piękne akwarium.


I jeszcze Saloniki:

Saloniki Saloniki: bazar
Saloniki: łuk Galeriusza Saloniki: Rotunda
Saloniki: Biała Wieża Saloniki: Hagia Sofia

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej