Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12-13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21-22]


Litochoro-Prionia-Schronisko A(2100m)

sobota, 28. VII 2001


Start: Litochoro| Jak się wykończyć czyli wąwóz Mavrolongos| Z Prionii do Refuge A| "Wieczór grecki"


Wejście do wąwozu Mavrolongos

Zły na Greków wskazujących wszystkie kierunki świata w odpowiedzi na pytanie, skąd w Katerini odchodzą autobusy do Litochoro, wpadłem w ostatniej chwili na dworzec autobusowy. Za jedyne 500 GRD kupiłem bilet i wraz z dwójką polskich studentów, których z trudem można tak było określić, wsiadłem do ruszającego właśnie autobusu (odjazdy co godzinę). Litochoro - tutejsze Zakopane - powitało nas typowo turystyczną atmosferą. Masyw Olimpu zapraszał swymi imponującymi wrotami wąwozu Mavrolongos (Enipeus). Do szlaku E4 wiodącego kanionem dotarliśmy po 10 minutach. Betonowa ścieżka zaprowadziła nas do zamkniętej furtki - tu kończą zwiedzanie wycieczki szkolne i panie z pieskami. My sforsowaliśmy bramkę i zrobiliśmy - niepotrzebny jak się później okazało - rekonesans w głąb wąwozu. Niepotrzebny, gdyż właściwa ścieżka zaczyna się jakieś 50m przed bramką. Dalej ruszyłem sam, bo chłopcy - napaleńcy (chcieli zrobić Mitikas z Litochoro i wrócić do Paralii tego samego dnia) rozłożyli się z biwakiem przy kotłach pełnych spienionej wody.

Mavrolongos - kiedy to się skończy?

Droga wąwozem jest długa i wyczerpująca - nie prowadzi wzdłuż koryta rzeki, lecz wspina się na schodzące ku niej ramiona rozległego Pagos (2682 m n.p.m.), schodzi do spływającego kaskadami strumienia, przekracza, znów się wznosi na przeciwległe zbocza, znów opada, i tak bez końca: w górę i w dół....
Grecy mają miły zwyczaj numerowania kolejnych głazów na poznaczonym czerwoną farbą szlaku, tak więc kolejno minąłem I kulminację (P88), II kulminację (P330), kolejno trzy mostki (P400-420), by dojść do kościółka Agio Spileo przycupniętego w wielkiej niszy skalnej (P500). Wreszcie, po 3.5h osiągnąłem Monastyr Dionizjosa (ok. P550) poprzedzony niewielką kapliczką na prawym (orogr.) brzegu rzeki. Tu wreszcie spotyka się więcej ludzi, głównie Greków, jako że ruiny są łatwo dostępne z drogi do Prionii. Z przyjemnością usiadłem w ciemnej i chłodnej nawie odnawianego kościoła. Mrok rozświetlały jedynie płomyki setek świeczek zapalonych w intencji zmarłych i bliskich. Kościółek Agiou Spileo W środku - nikogo, ani żywej duszy, jeśli nie liczyć świętych spoglądających z ikon umieszczonych na ścianach i ikonostasie. Ten kwadrans spędzony w kilkusetletnich murach był dla mnie dużą ulgą i przyjemnością. Obok kościoła, pośrodku klasztornego dziedzińca stoi odbudowany i częściowo odmalowany budynek z charakterystycznymi wieżyczkami - tu skupiają się obecnie prace konserwatorskie. Część dziedzińca otoczona jest murem z fotogenicznym ganeczkiem a całość naprawdę jest warta zobaczenia.

Kapliczka przydrożna

Półgodzinny odpoczynek z pewnością wolałbym przedłużyć, lecz czas uciekał, a ja nawet nie znajdowałem się w 1/3 wysokości do szczytu. W odległości kilkuset metrów za monastyrem minąłem dzikie pole namiotowe (tu smaczne mirabelki!), i po przekroczeniu kolejnych mostków, znalazłem się w Prionii (ok. P650; 5h z Litochoro). No cóż, wypadałoby zadać pytanie, czy warto wchodzić na Mitikas przez wąwóz Mavrolongos. Czy nie lepiej podjechać do Prionii oszczędzając połowę czasu? Odpowiadam: jeśli będziesz dumny ze zdobycia Świnicy wjeżdżając kolejką na Kasprowy - jedź do Prionii.

W Prionii czuje się potęgę Olimpu. Wysoko wznoszacy się łańcuch skalny od Kastro (2817 m n.p.m.), Skali (2866 m n.p.m), przez poszarpaną kulminację Mitikasa (2917 m n.p.m) po Profilias (2803 m n.p.m) budzi respekt.

Kościółek w Monastyrze św.  Dionizosa

Obok parkingu znajduje się sławna knajpka bezplecakowa, ale ja wybrałem cień przy źródełku. Czas na mycie, jedzonko i kawę. Ruszyłem w trzygodzinną drogę do Schroniska A. Minąłem wyschnięte źródło (P85 - nowa numeracja) na skalnej grzędzie 1350 m n.p.m, minąłem boczną ścieżkę (P100) do Livadaki (szałas na wschodnim ramieniu Pagos) i trawersując szerokim łukiem w kierunku południowym kotlinę znalazłem się na odsłoniętym wiatrołomie (P180-190). Stąd już dobrze widoczny był cel mojej dzisiejszej wędrówki - Refuge A (Spilios Aghapitos 2100 m n.p.m.). Wymijając wrzeszczące grupki grubawych Greczynek (Ja su! Jas sas!) dotarłem do obleganego przez turystów schroniska (P260). W sumie droga z Litochoro zajęła mi 9 godzin.

W Monastyrze św. Dionizosa

Niezbyt sympatyczna recepcjonistka oznajmiła, że nie ma miejsc (sobota!), przedstawiła menu z wygórowanymi cenami (grochówka 900, jarzynowa 1000, makaron z mięsem 1500, feta 500, porcja chleba 100, śniadanie 1500 GRD) i przypomniała o zakazie używania kuchenek (ha! ha!). Towarzystwo wokół było międzynarodowe choć z przewagą Greków, którzy zdominowali muzycznie wieczór. Przez dobrych kilka godzin słuchaliśmy recitali kolejnych gitarzystów nagradzanych po każdym kawałku owacjami. W sumie "grecki wieczór" upłynął bardzo przyjemnie choć perspektywa spędzenia nocy w śpiworze na kamiennej ławce na zewnątrz nie była zbyt zachęcająca. Zwrócił moją uwagę samotny Grek umilający sobie chłodny wieczór kolejnymi szklaneczkami anyżówki. Porozmawiałem z nim o Grecji, o przemianach w Polsce, o życiu w zgodzie z naturą, którego to stylu był orędownikiem. O 22.00 zapłaciłem za nocleg (3000 GRD) i ległem. W nocy przeszkadzało mi sapanie pary homoseksualistów wykorzystujących właściwie czas spoczynku a nad ranem zbudziły mnie brzęki alpinistycznego szpeju pakowanego przez grupki wspinaczkowe.





Śliczny ganeczek w  klasztorze Olimp widziany z Prionii. Przecież to jeszcze tak daleko...


Olimp

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej