Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12-13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21-22]


Epidauros-Tyryns-Argos-Nafplio

piątek, 10. VIII 2001


Amfiteatr w Epidauros | Tyryns: jak oni to zrobili? |Kłusem po schodach w Argos| W bastionie Achillesa |Tolo by night


Amfiteatr w Epidauros

Krótka objazdówka po okolicznych site'ach. Gdy przypadkowo podsłuchałem wczoraj p. Waldka mówiącego do swojej grupki, że wyjazd jest o 14.00 szybko zorganizowałem opozycję i przeforsowaliśmy wyjazd o 9.00. Bez przesady. Mamy do obejrzenia Epidauros, Tyryns, Argos i Nafplio. I nie zamierzam się spieszyć.
Epidauros. Wydawało mi się - e, co tam taki amfiteatr, tyle ich widziałem (Syrakuzy, Taormina, Palmira, Jerash, Petra, Delfy a jednak wizyta w tym parku archeologicznym sprawiła mi wiele przyjemności. Epidauros:  Asklepios Przede wszystkim gigantyczny, obliczony na 20.000 miejsc amfiteatr - to jednak robi wrażenie. Potem muzeum - niby małe, ale właśnie ze względu na kameralne warunki, zrekonstruowane detale są na wyciągnięcie ręki - i to mi się podoba. Natomiast resztę starożytnego miasta - oczywiście pod postacią kiepsko opisanych ruin - można sobie darować.

Tyryns - już z daleka jest widoczne wzgórze otoczone murami zbudowanymi ze ściśle dopasowanych olbrzymich głazów (Mury Cyklopie). Wejście jest za 500GRD - nie dla mnie, nie będę przepłacać. Wchodzi Aśka (jak zwykle), chyba za darmo oraz chłopcy (< 18 lat gratis w całej Grecji). Na marginesie - p. Waldek ma kilkanaście legitymacji uprawniających do zniżkowego zwiedzania - rozdaje je wybranym (no comment). Tyryns: Mury Cyklopie Ja zadowalam się dwoma zdjęciami "zza płota". Podjeżdżamy w kierunku Tolos Mykenos - krótki spacer wśród sadów pełnych niedojrzałych jeszcze pomarańczy i granatów (ach, być tutaj w październiku!) i stajemy przed starożytnym grobowcem. Ciasny korytarz prowadzi do zagłębionej w ziemi kopulastej budowli. Ciemne i chłodne wnętrze skłania do zadumy: jak oni to zrobili? Po prostu chciało się im - taka myśl mi przychodzi do głowy, gdy przypominam sobie polskie realia. "No, niewolnicy mieli niewiele do powiedzenia" prostuje p. Roman. Ja w każdym razie nie lubię niepotrzebnego mitologizowania (dopiero co usłyszałem wypowiedzi zwolenników Daenikena). Sądzę, że ludzie nie doceniają możliwości antycznych Greków. Mieli belki, pochylnie, rampy, liny a później i wielokrążek. No i chciało się im :-)

Kolejny przystanek, Argos - to prawie obsesja p. Romana Argos: najstarsze miasto Europy(?) przypominającego co chwilę, że jest to najstarsze miasto Europy. Przy okazji wywiązuje się między mną a Marysią dyskusja, kiedy osadę można nazwać miastem a kiedy grodem. Dalej mam niejasność. Niesamowite: "Entrance free" głosi wywieszka przed budką ze smutnym panem (więc po co budka i pan?). Brukowana droga prowadzi wprost do częściowo tylko odsłoniętego (i znacznie bardziej zniszczonego niż ten w Epidauros) amfiteatru. Zostawiam p. Romanowi aparat i wbiegam do połowy wysokości. Później robię zdjęcie panoramiczne. Te moje kłusowania po ruinach w 40-stopniowym upale robią wrażenie na "trampingowcach" - no comment. Argos: najstarsze miasto Europy(?) Zapuszczam się w jakieś uliczki, podziemne korytarze, mam trudności z wydostaniem się, potem jeszcze krótki spacer po pozostałej części Argos po drugiej stronie asfaltowej ulicy.

Ostatni punkt programu naszej mini-objazdówki to Nafplio. Podjeżdżamy pod zbudowaną na nadmorskiej skale XVIIIw twierdzę a raczej zespół fortyfikacji. (800 GRD) Tradycyjnie wysuwam się na prowadzenie, kilka razy błądzę, w końcu odnajduję ścieżkę do najwyżej położonego bastionu Achillesa. Ruiny jak ruiny: kilkanaście zaśmieconych pomieszczeń, korytarzy i potężne mury - ale jakie widoki! Nafplio: forteca Popijam coca-colę i uwieczniam na kliszy urocze Nafplio. Skończyła się zabawa, zaczęły się schody. W rzeczy samej - schodzimy do miasteczka po 900 nieco wyślizganych stopniach. Wreszcie o 17.30 Tolo. Jak by wyglądała ta wycieczka, gdybyśmy pojechali o 14.00? No comments.

Jeszcze wieczorne pływanie na materacu, próby nurkowania - niezbyt udane :-(.Nafplio:korytarze w twierdzy Obiad - makaron z leczo niezbyt mi smakuje. Już po 21.00 wybieram się na samotny spacer po nocnym Tolo. Mijam dziesiątki sklepów, ciąg nadbrzeżnych kawiarni, restauracji i tawern. Mijam ludzi i czuję się jak bohater pewnej piosenki Petera Gabriela, i - po raz pierwszy od wyjazdu - robi mi się trochę smutno. Przez moment przelatuje mi myśl, czy w tej albo innej miejscowości greckiej nie spotkam S. czy A. W powrotnej drodze spotykam naszą grupkę z Kasią i Pawłem na czele. Mówi mi o godzinie jutrzejszego odjazdu, ale mam wrażenie, że chciała mi coś jeszcze powiedzieć.
Kemping, jak wspomniałem, przeżywa najazd Francuzek. Stanowią przeto obiekt częstych i na ogół mało pochlebnych opinii. Nasze dziewczyny: Marysia, Ewa i Anka Czołgistka wpadły właścicielowi kempingu w oko - już drugi wieczór spędzają z nim przy kawiarnianym stoliku. Nafplio: widok z fortecy


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej