Dzień: [1] [2] [3]


Kraków – Mestre – Wenecja

czwartek, 24 V 2018


Wymyśl coś! | Kemping full wypas | Płyniemy przez Canale Grande | |


– Pojedźmy gdzieś – dopominała się Jola.

– Pojedziemy...

– Ciągle tak mówisz i mówisz, a nigdzie nie wyjeżdżamy! – żaliła się – ty wciąż gdzieś wyjeżdżasz A ja nie…

– A dokąd byś chciała pojechać?

– Nie wiem, nie byłem w wielu miejscach…. Ani w Rzymie, ani w Barcelonie, ani w Londynie

– Ale widzisz, ja w tych miastach już byłem, a do tych mało znanych nie będziesz chciała jechać.

– Wymyśl coś! Choćby na weekend.

Faktycznie, staram się nie wracać do miejsca, w których już byłem. I chociaż wiadomo, że nigdy nie pozna się dogłębnie danego miejsca, to kieruję się po prostu racjonalnością wyjazdów: wolę poznać nowe miejsce niż odwiedzać stare. Przeanalizowałem tanie połączenia, trochę to trwało, ale w końcu zaproponowałem.

– Może pojedziemy do Wenecji?

– Super! Jestem za.

No, myślę! To takie romantyczne… W Wenecji byłem już dwukrotnie: podczas trampingu po Włoszech w 1993 roku i później w 2002 roku. Było to dość dawno i pomyślałem sobie, że dobrze byłoby dokonać nowej inspekcji kanałów.

Pozostało tylko kupić bilety i zarezerwować nocleg. Loty do Wenecji są, co prawda, codziennie, ale ceny biletów są tak ustawione, że wylot lub powrót podczas okresie weekendu zawsze wychodził mi drogi. Dopuszczając drugie lotnisko w Treviso, znalazłem optymalne rozwiązanie. Kupiłem bilety KRK–VCE oraz TRS–KRK. Noclegi w najbardziej atrakcyjnej części Wenecji, to jest na wyspie, były dla mnie nierealne ze względu na bardzo wysokie ceny. Alternatywą był nocleg w Mestre i codzienne dojazdy autobusem.

Wylatujemy Ryanairem w czwartek o 9:45. Wiosenna pora roku może pozwoli uniknąć włoskich upałów. Z lotniska Marco Polo do Mestre i dalej jeżdżą autobusy po około 6 euro. Ale wystarczy przejść 500 metrów, by na głównej drodze wsiąść do autobusu za 2 euro. Tak to robimy.

W Mestre, jednym z satelickich miast Wenecji, zabukowałem nocleg na kempingu Village Jolly.

– Spokojnie, nie będziemy spać w namiocie – tłumaczyłem przestraszonej Joli.

Mamy do dyspozycji jednopokojowy domek, jest aneks kuchenny i łazienka. Jak na moje potrzeby – full wypas.

Podjeżdżamy tramwajem, a następnie wsiadamy do autobusu przejeżdżającego na parking w Wenecji. W 1993 roku mieliśmy duże problemy z odszukaniem tego parkingu po zakończonym spacerze po Wenecji. Stare dzieje… Ponieważ mamy wykupiony bilet powrotny, staram się zapamiętać położenie przystanku na parkingu.

Nie mamy dokładnego planu zwiedzania miasta, ale mam nadzieję, że tym razem uda się nam zobaczyć pałac Dożów przy placu św. Marka. Na razie wsiadamy na vaporetto i płyniemy aż do przystanku San Marco-San Zaccaria. Często spotykam się ze stwierdzeniami, że ktoś jest zakochany w jakimś mieście: w Paryżu lub w Rzymie. Myślę, że takim miastem może być również Wenecja, w której na każdym kroku spotyka się coś nie tylko interesującego i pięknego, ale również klimatycznego. Te wszystkie pałace, które oglądamy, płynąc łodzią, kamienice, mosty, ci gondolierzy powoli machający wiosłami… Płynąca przez ten Canale Grande myślę sobie, że tu nie łatwo się znudzić tymi widokami. Przepływamy pod mostem Rialto. Turyści stojący na sławnym moście uprzejmie do nas machają. Jeszcze dwa zakręty Canale Grande i cumujemy w pobliżu placu św. Marka. Tu trafiamy na największe nagromadzenie gondolierów. Większość z nich nosi charakterystyczne płaskie kapelusze ze wstążką i pasiaste koszulki w biało-niebieskie i biało-czerwone. Wyjazd do Wenecji z kempingu

Vaporetto

Most Rialto

Plac św Marka


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej