Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14-15]
Niech się mury pną do góry! | Szlakiem Gaudiego | Co tam, panie na budowie? | Ogrody, które mają się podobać
Dziś cały dzień możemy poświęcić na zwiedzanie Barcelony. Byłem tutaj, co prawda, w 2002 roku, ale dla Małgosi to jest pierwszy raz.
– Będziesz mi służyć za przewodnika – odgrażała się przed wyjazdem.
Cóż, przewodnikiem nie jestem. Piąte przez dziesiąte pamiętam z tamtego długiego spaceru po mieście. Zaczniemy od najbliższych ulic.
Miasto wygląda trochę szaro o tej porze roku. Liści na drzewach praktycznie nie ma, przechodnie ubrani w płaszcze i kurtki, a ciemny na ogół kolor płaszczy i kurtek przechodniów pasuje do styczniowej aury. Wolę jednak polskie białe zimy. Zasadniczo poruszamy się wzdłuż głównych ulic w stronę La Rambli – głównego traktu turystycznego stolicy Katalonii. Oglądamy wystawy sklepowe, fotografuję co ciekawsze wyroby miejscowego przemysłu modowego. Uwagę moją zwracają znacznie częściej niż w Polsce spotykani bezdomni i żebracy, którzy wygodnie rozłożyli się w śpiworach na progach sklepów i w niewielkich załomach muru. Zaglądamy do kościoła św. Anny (Iglesia de Santa Ana).
– Wiesz, mnie zawsze zdumiewały tak wysokie kamienice w miastach hiszpańskich i włoskich – zwracam się do Małgosi.
– Co masz na myśli?
– No zobacz. W Krakowie rzadko kiedy kamienice w starej części Krakowa mają więcej niż 3, 4 piętra (wyjątkiem jest ciąg budynków przy Alejach), a tu nawet na bocznych ulicach – zataczam łuk ręką – wszędzie po pięć, sześć pięter...
– Widocznie taki styl...
– Ja myślę, że zawsze za tym stoją większe pieniądze i większe koszty działek. Stąd i większe możliwości inwestorów.
Niektóre kamienice mają pięknie ozdobione fasady. Okna z okiennicami obramowane są kwiecistymi stiukami, a metalowe bramy zwieńczone są kamiennymi, a portale metalowych bram z kutego żelaza są arcydziełami rzemiosła kamieniarskiego.
Dochodzimy w końcu do bardziej znanych budynków. Tu, przy Pg. de Gràcia 41 stoi Casa Batlló – kamioenica z fasadą pokrytą wzorkami przypominającymi tapet. Po dwóch stronach zabudowane szklane loggie,a na pięciu piętrach zgrabne balkony.
– O, papuga! – wyrywa mi się z gardła i chwytam za aparat.
– Uciekła komuś?
– Raczej nie. Chyba tu już żyją na wolności.
– Musi być jej zimno o tej porze roku. Dlaczego nie ucieknie do Afryki?
– Przyzwyczaiła się!
Przy Carrer de Pau Claris, skręcamy do pasażu Ptge. de Permanyer, by skrócić sobie drogę. Tu przed niewielkimi budynkami miniaturowe ogródki, a w nich dojrzałe, nie zebrane cytrusy. Na jego końcu rośnie kilka palm. To sympatyczne miejsce znane jest pod nazwą pequeño Londres de Barcelona i jest jest jednym z miejskich przykładów wczesnych lat Eixample.
– A teraz proszę wycieczki – zaczynam, gdy przystajemy się przy kamienicy tu ... – To arcydzieło zaprojektowane przez Antoniego Gaudiego pochodzi z roku tysiąc dziewięćset…
– Przestań!
Sześciopiętrowa kamienica ma fasadę z falistymi balkonami ciągnącymi się na całej długości, a balustrady ich wykonane są z fantazyjnie powykręcanych elementów metalowych.
– Chcesz wchodzić do środka? Wstęp jest płatny. – uprzedzam.
– Aż tak bardzo nie muszę.
Ja jednak zaglądam do środka i, nie czekając na reakcję strażnika, robią kilka zdjęć. Obok znajduje się narożna kamienica z kilkoma wieżyczkami pokrytymi czerwoną dachówką. Fasada również jest ozdobiona freskami z motywami kwiatowymi i kamiennymi frezami. Szczyt głównej fasady zdobią kilkumetrowe malowane wzory kwiatowe na kafelkach.
Sprawdzam nasze położenie na mapie, niedługo dojdziemy do Sagrady Familii. Sławny kościół, również zaprojektowany przez Gaudiego, jest jednym z dwóch obiektów w Barcelonie, które chce zobaczyć Małgosia. Ja już tu byłem, teraz dokonam więc tylko inspekcji, oceniając postęp prac.
Podchodzimy bliżej. Wciąż trwa budowa świątyni. Dwa dźwigi tu postawione zdają się być trwałym elementem budowli. Można się śmiać z trwającej ponad 100 lat budowy, ale przecież wiele kościołów wznoszono przez długie lata. Ot, choćby katedra w Ulm (Ulmer Münster), której budowę rozpoczęto w 1377, a ukończono… 513 lat później. Sagrada Familia imponuje szczególnie, gdy jest oglądana z bliska. Obchodzimy ją wokół, Małgosia domaga się zdjęć. Spełniam jej prośbę.
– Ale nie takie! – denerwuje się. – Całego kościoła nie widać.
– Tak ale…
– Zrób jeszcze raz.
– Obciąłeś mi nogi! – stwierdza, obejrzawszy kolejne zdjęcia.
I jak tu zadowolić kobietę?!
Kontynuujemy obchód. Widzę, że w ciągu tych kilkunastu lat dodano kolorowe elementy na szczytach wieżyczek I rozbudowano część południową. Ale żeby nie było wątpliwości: podoba mi się ten kościół i chętnie tu zajrzę za jakiś czas.
Zrobiła się 14:00, czas na Park Güell – kolejne miejsce będące wizytówką Barcelony. W Ogrodach Gaudiego byłem już, ale z przyjemnością je odwiedzę ponownie. W przeciwieństwie do tamtej darmowej wizyty z 2002 roku, tym razem płacę 8,5 euro. Przynajmniej nie musimy się spieszyć. Spędzamy tu najbliższe dwie godziny wędrując po alejkach i podcieniach, oglądając wykafelkowane rzeźby i ławki. Czy podobają mi się te wykafelkowane budyneczki i "kapiące" kamieniami pasaże i podcienia? To dobre pytanie. Hm, na pewno ten styl nie wzbudza mojego zachwytu, ale jestem świadom znaczenia obiektu dla architektury i pozycji w historii sztuki. I z tego powodu mam uznanie dla projektów ogrodów i pozostałych modernistycznych projektów Gaudiego. Przysiadamy na falistych wykafelkowanych ławkach, wykorzystując moment, gdy robi się wolne miejsce w tym oblężonym przez turystów parku. Posilamy się i odpoczywamy, oglądając panoramę miasto.
– Wracamy? – pyta, czy raczej proponuje, Małgosia – Zmęczona jestem.
W drodze powrotnej zahaczamy jeszcze o Casa Milà (La Pedrera).
– Fajnie by było wyjść tam na dach, lepiej widać te oryginalne zwieńczenia i rzeźby na dachu – tłumaczę. – I klatka schodowa jest bardzo interesująca.
– Może innym razem. Zmęczona jestem.
– Dobrze, wracajmy do hotelu.
– Piotr, może wrócimy autobusem?
Nie ma sprawy, tylko czy odnajdę właściwy numer? A jednak 15 minut później wsiadamy do jakiegoś autobusu i podjeżdżamy prawie pod nasz hotel. To był długi dzień, wieczornego spaceru po Barcelonie nie będzie.