Rzymianie tu byli... | Zwiedzam Ratyzbonę | | Opóźnienie narasta | Niesamowity kościół | | Nocleg pod Baden-Baden
Po 5:30 przejaśnia się. Deszcz ustał, a po ścieżce zaczynają spacerować mieszkańcy z psami. No cóż, nie był to najlepszy nocleg w moim życiu, Chociaż, gdyby nie ten deszcz, zupełnie bym nie narzekał. Zaczynam zwiedzanie Ratyzbony. To kolejne po Kolonii, Akwizgranie i Norymberdze niemieckie miasto mające polski egzonim*/. Co, jak zwykle, świadczy o długiej historii miasta. Faktycznie, Filip Szwabski nadał Ratyzbonie status wolnego miasta Rzeszy (Freie Reichsstadt) już w 1207 roku, czyli mniej więcej w tym czasie, gdy Kraków uzyskiwał przywilej lokacyjny na prawie magdeburskim. I na szczęście, tak jak Kraków miasto zachowało średniowieczną zabudowę. Nie można jednak zapominać, że „już starożytni Rzymianie” byli tu obecni na przełomie er. W 79 roku zbudowali swój kasztel (Castellum), zrujnowany zresztą wkrótce przez Germanów podczas wojen markomańskich. Rzymscy legioniści Marka Aureliusza nie odpuścili podbojów tych ziem i założyli warownię Castra Regina, która z kolei przetrwała dwa wieki.
[Zwiedzanie]
O godzinie 10:40 wyjeżdżamy do Monachium. W stosunku do Monachium mam mieszane uczucia. Z jednej strony miasto kojarzy mi się z Basią, którą tu odwiedziłem, gdy była na stażu doktoranckim. Zawitałem wówczas do niej po czterech tygodniach podróżowania stopem po Europie Zachodniej. Spędziłem cały dzień w bardzo przyjemnej atmosferze. Z drugiej strony Monachium kojarzy się – chyba wszystkim – nie tylko ze stolicą Bawarii, ale i bawarskimi browarami i całą tą piwną, niemiecką kulturą. A ja się od tego trzymam z daleka.
Na autostradzie jedziemy powoli, ruch jest bardzo nasilony, później stajemy w korku. Z informacji na Google Maps wynika, że na sporym odcinku autostrada jest zakorkowana z powodu wypadku. To fatalna wiadomość dla mnie, gdyż mam tylko 25-minutową przerwę na przesiadkę na kolejny autobus z Monachium do Ulm. O godzinie 12:00 zdaję sobie sprawę z tego, że nie tylko nie będzie czasu na zwiedzanie miasta (czego zasadniczo nie planowałem), ale, że prawdopodobnie spóźnię się na autobus do Ulm. Próbuję anulować bilet, dzwoniąc do biura FlixBusa, niestety z niewiadomych powodów zgłasza się tylko poczta głosowa. Tymczasem sytuacja na drodze nic się nie zmienia: stoimy od 15 minut, potem. małymi skokami, po kilka metrów, posuwamy się do przodu. I tak przez parę kilometrów. Jak się wkrótce okaże był poważny wypadek i samochody poruszają się tylko jednym pasem. W tym momencie już widzę, że spóźnienie wyniesie co najmniej godzinę. Na dworcu w Monachium jesteśmy o 13:15.
– Autobus do Ulm już dawno odjechał – mówią mi pasażerowie na stanowisku FlixBusa.
A niech to! Wiem, że za godzinę będzie kolejny autobus, ale to oznacza, że będę musiał zapłacić ekstra 10 euro. A dodatkowo skróci mi się czas na zwiedzanie Ulm. Kupuję bilet na 14:15 i już nieco wyluzowany opuszczam dworzec. Mam godzinę czasu do odjazdu, to za mało, by dotrzeć do centrum – nawet gdybym ruszył biegiem. Zresztą, po chwili ochota na zwiedzanie Monachium mi przechodzi, zawracam z estakady i grzecznie już czekam na dworcu na autobus.
[ulm].
O godzinie 21:00 zajeżdżamy na przystanek w Baden-Baden. Do centrum miejscowości jest około 5 kilometrów, muszę podjąć decyzję czy iść tam, a potem się wycofać w stronę lotniska czy odpuścić. Któż z nas nie słyszał o Baden-Baden? Pod koniec XVIII wieku to rozłożone w dolinie rzeki Oos 800-letnie miasteczko stało się modnym kurortem, zyskując nawet w opinii gości z wyższych sfer miano letniej stolicy Europy. Powstały wówczas liczne luksusowe hotele, kasyno i dom uzdrowiskowy (1824). Dziś Baden-Baden liczy ponad 50 tysięcy mieszkańców i wciąż przyciąga turystów z całej Europy. W centralnym miejscu znajduje się Kurhaus – ośrodek uzdrowiskowy, kasyno i kompleks konferencyjny. Późna pora nie sprzyja jednak zwiedzaniu, powinienem pomyśleć o noclegu. Wracam w stronę krzyżówki i postanawiam przejść w stronę lotniska, z którego jutro będę startować o godzinie 9:30. Lotnisko usytuowane jest w dolinie Renu jakieś 5 kilometrów w linii prostej od miejsca, w którym się znajduję.
Odnajduję polną drogę i ruszam przed siebie. Zapada już noc, gdy trafiam przy drodze na odpowiednio łąkę. Tu z pewnością nikt nie będzie mi przeszkadzać. Niebo jest pogodne, bezchmurne, nocnych padów się nie spodziewam. Rozkładam alumatę, śpiwór i wyciągam się jak długi. Wkrótce pojawiają się gwiazdy i z tym widokiem pod powiekami zasypiam.
_________________________________________
*/ W 2021 roku odwiedziłem Koblenz, czyli Koblencję, Worms, czyli Wormację i Mainz, czyli Moguncję.