Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]
Dostatnie życie Emiratczyków. | Plecaka nie widziałeś?! | To był intensywny tramping
Dziś ostatni dzień trampingu. Po siódmej jestem na dworcu autobusowym. Za 20 dinarów kupuję bilet do Ras al-Chajmy. Busy, oprócz tabliczek w języku arabskim, mają również oznakowania po angielsku. Ten, którym jadę ma numer 115. Zaraz po opuszczeniu Szardży wjeżdżamy do emiratu Adżmen. Ani krajobraz, ani architektura domów się nie zmieniają 😉. Zatrzymujemy się na przystanku w mieście, a potem już pędzimy dwujezdniową drogą do Ras al-Chajmy. Po obu stronach drogi pustynia, daleko po lewej osiedla. Czasem zbliżamy się do wybrzeża. Na parę kilometrów przed Ras al-Chajmą przejeżdżamy obok ośnieżonych gór. Na zboczach dostrzegam sppore stado pingwinów. To Park wodny Ice Land. Cóż, góry są sztuczne, śnieg namalowany białą farbą, a pingwiny – plastikowe. W tej lodowej scenerii, znajduje się kompleks basenów z szybkimi zjeżdżalniami, ze sztucznymi falami i restauracjami.
Na przedmieściach Ras al-Chajma pojawiają się trzy piramiy. To Bab Al Bahr – zamknięty kompleks mieszkaniowy na wyspie Al Marjan, obejmujący ponad 500 apartamentów wybudowanych przez Al Hamra. Oferuje kawalerki, apartamenty z 1–3 sypialniami oraz penthouse’y, z balkonami i widokiem na Zatokę Perską. Osiedle składa się z trzech budynków w kształcie piramid, otoczonych zielenią, z centralnym basenem i prywatną plażą. Mieszkańcy mają dostęp do licznych udogodnień, m.in. basenów, siłowni, restauracji, placów zabaw, całodobowej ochrony i parkingu*/.
Zatrzymujemy się na jakimś podrzędnm dworcu. W pobliżu znajduje się plac, z które oodjeżdżają autobusy w stronę lotniska. Czas oczekiwania na skompletowanie pasażerów wykorzystuję na spacer po okolicy.
Na lotnisku powtarzają się „cuda” z plecakiem. Przy odprawie mówią mi, że nie mogę oddać plecaka jako bagaż rejestrowany.
– A jak myślisz? Jak tu przyleciałem? Bez plecaka?! – tłumaczę idiocie.
– Nie wolno!
Ja rozumiem, że facet może pierwszy raz widzi turystę z plecakiem. Ale bez przesady!
– A jeśli zafoliuję?
– Nie wolno!
– A jeśli wezmę jako bagaż podręczny?
– Wolno!
Śmieszne? Żałosne? Na pewno głupie.
Czas do odlotu spędzam w rosnącej Polaków wracających do kraju. Właśnie w drzwiach hali odlotów pojawiła się kolejna grupa, która podjechała na lotnisko autokarem. Ależ oni dobrze mają! Tak sobie myślę, patrząc opalone twarze turystek i turystów, na wielkie walizy, które z łoskotem wjechały na kamienną posadzkę: jakże odmiennie spędzili ten tydzień! Jakże odmienne od moich mieli doświadczenia urlopowe! Wyglądają na zadowolonych, co i mnie cieszy. Przecież każdy powinien spędzać czas, tak jak lubi.
O 18:25 odlatujemy Enter Airem do Katowic. Pozostaje mi jeszcze znaleźć transport do Krakowa. Po północy docieram do domu.
Jaki był ten wyjazd? Jak zawsze intensywny. Jak nigdy nalatałem się samolotem: sześć lotów w ciągu 8 dni. Kilka nieprzesprzanych nocy. Czy warto było? Dla mnie odpowiedź jest oczywista. Zobaczyłem trzy nowe państwa, co prawda niewielkie i z małyp potencjałem turystycznym, ale takie o których każdy słyszał i w których... dotąd nie byłem. A ja przecię lubię poznawać nowe miejsca. Te niewielkie kraje znad Zatoki Perskiej nie są oszałamiającymi celami wyjazdowymi. Zasadniczo podobne do siebie: bogate i nowoczesne. Masz ropę – masz pieniądze. Masz pieniądze – stać cię na więcej. Mieszkańców tych krajów stać na dużo. Na wypasione samochody, na wspaniałe rezydencje i apartamentowce. Miasta z nowoczesną infrastrukturą, niezwykłą architekturą wysokościowców i centrów handlowych. Mieszkańcy żyją dostatnio i raczej szczęśliwie. W tle pozostaje system kefala, system oparty na przymusie pracy zarobkowej i bycia mieszkańcami drugiej kategorii.
Od strony przyrodniczej rewelacji tu nie było. Niewielkie kawałki pustyni można zawsze opatrzeć tabliczkami "Rezerwat" lub "Park Narodowy", ale te miejsca pozostaną pustynią. Ale w końcu nie dla tropikalnej przyrody jeździ się nad Zatokę Perską.
Bardzo pozytywnym doświadczeniem było poznawanie kultury arabskiej i muzułmańskiej zarazem. Dokłądniej: kolejny rozdział w historii mojego zaznajamiania się z tą kulturą, zwyczajami i osiągnięciami. Odwiedziłem muzea ze wspaniałymi zbiorami, a także zachwycałem się architekturą meczetów, rezydencji i pałaców władców. Podczas podróży miałem okazję zobaczyć zarówno miejsca świadczące o odległej, wielowiekowej historii regionu — takie jak imponujące ruiny Qal'at al-Bahrain — jak i ślady wydarzeń znacznie bliższych naszym czasom, reprezentowane przez ruiny na wyspie Failaka, będące świadectwem historii najnowszej.
Ludzie, których spotykałem byli na ogół sympatyczni i przyjaźnie nastawieni. Wspomnienie z Coachsurfingu w Kuwejcie nie będzie należało do najbardziej atrakcyjnych, ale stanowi moje kolejne doświadczenie, jest więc dla mnie cenne.
Co dalej? Nie wiem. W Europie zostało mi kilka krajów do odwiedzenia, między innymi Portugalia i Mołdawia. Zobaczymy, jak się losy potoczą.