Dzień: [1] [2] [3] [4] [5]


Frankfurt – Kraków

niedziela, 21 XI 2021


Nocny spacer na lotnisko | To był udany rok


Budzik nastawiony na 6:00 rano lekko wibruje, lecz zanim uruchomi się sygnał dźwiękowy wyłączam go. Nie spałem zresztą od kwadransa. Jest jeszcze całkiem ciemno, plecak mam już wcześniej spakowany i szybko opuszczam pokój. Żegnam się z hostelem A&O bez żalu. To raczej międzynarodowy hotel pracowniczy niż miejsce, gdzie można spotkać trampingowców. Samolot do Krakowa odlatuje o 9:50, do wyboru mam dojazd kolejką z biletem taryfowym za 5 euro lub 10-kilometrowy spacer przez przedmieścia, a potem las. Wybieram przyrodę oraz troskę o kondycję i swój portfel.

Jest listopadowa noc, na trasę wyruszają pierwsze tramwaje. Początkowy odcinek trasy będzie mało przyjemny: muszę przejść około 3 kilometrów przez tereny przemysłowe wzdłuż torów kolejowych. Takie miejsca mnie zawsze odpychają. Szybkim krokiem przechodzę przez 200-metrowy wiadukt nad torami kolejowymi i skręcam w Gutleurstrasse. Ulice są na szczęście dobrze oświetlone, a ruch samochodowy niewielki. Mijam most kolejowy na Menie i dochodzę do autostrady numer 5 przekraczającej rzekę. Wczoraj sprawdziłem, że na moście drogowym jest chodnik dla pieszych i będę mógł tędy przejść. O 7:00 jestem już w prawobrzeżnym Frankfurcie. Teraz już na luzie. Mijam osiedle domów jednorodzinnych, przechodzę przez tory i zagłębiam się w las. Jest już całkiem jasno, widzę, że idea niedzielnych porannych spacerków po lesie jest nieobca mieszkańcom miasta. Spotykam tu również kilku joggingujących Niemców. Idzie się przyjemnie leśną drogą, ptaki śpiewają. Cały teren pokryty jest siecią dobrze oznakowanych dróg rowerowych. Mnie interesują drogowskazy „Flughafen”. Wychodzę z lasu obok centrum szkoleniowego Lufthansy, jeszcze rondo pod drogą krajową B-43 i już jestem na lotnisku. Dopiero tutaj się golę i myję. Jeszcze maseczka na twarz i o 9:50 odlatujemy do Krakowa.


Jaki był ten wyjazd? Najkrócej mogę go opisać dwoma słowami: zwyczajny i udany. Przyzwyczaiłem się do tych krótkich wypadów, city-breaków, jak mówią teraz młodzi ludzie. Udało mi się zobaczyć wszystkie zaplanowane w tym regionie miasta. Ogarnąłem wyjazd logistycznie bez nadmiernych wydatków. Miasta, które widziałem, spodobały mi się, jedyne co mi przeszkadzało, to pochmurna pogoda, która mi towarzyszyła podczas miejskich spacerów, i krótki dzień. Takie warunki utrudniają fotografowanie. Jak zwykle pozostało pewne uczucie niedosytu: w tej części Niemiec jest więcej ładnych miasteczek, ale przecież zdaję sobie sprawę z tego, że nie sposób wszystkiego zobaczyć.

To jest mój ostatni tegoroczny wyjazd. Pomimo pandemii, było ich sporo w tym roku: w sumie 29 lotów, więc całkiem nieźle. Niestety z tego powodu nie udało się zorganizować trampingu do odległych miejsc w Afryce czy Oceanii. Może przyszły rok przyniesie pozytywne zmiany.

Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej