Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]


Curral Das Freiras – Boca das Torrinhas – Curral Das Freiras

niedziela, 14 V 2022


Ruszamy szlakiem w góry | A co to za dziwne drzewo? | |


Dziś wybieramy się na górską wycieczkę. Madera pokryta jest z siecią szlaków, jednak moje nabyte lenistwo nie zachęciło mnie do ich dokładnego przestudiowania. W pobliżu naszej wioski znajduje się Pico Ruivo – najwyższy szczyt wyspy o wysokości 1862 m n.p.m. Jednakże już przed wyjazdem zrezygnowaliśmy z jego zdobywania. Może gdybym był tu sam i miał nieco więcej czasu wybrałbym się na całodniowy trek. Z drugiej strony musimy dostosować swoją trasę do lokalizacji naszych noclegów. W okolicy znajdują się co najmniej dwa szlaki turystyczne i, jak wynika z mapy, prowadzą one dość atrakcyjną trasą.

Rano po śniadaniu ruszamy w górę doliny. Pół godziny później, za tablicą informacyjną, skręcamy z głównej drogi na ścieżkę przekraczającą potok i mozolnie wspinamy się na prawe (orogr.) zbocze doliny. Sporo tu sadów i niewielkich ogródków warzywnych i tylko można mieć podziw dla tych mieszkańców, którzy stopniowo zagospodarowywali te zbocza, wyrównując miejsce pod uprawy i tworząc szereg, nieco pochyłych tarasów.

Wkrótce wejdziemy w las. Ale zanim to się stanie, przystajemy i ogarniamy wzrokiem zieloną dolinę poniżej. Jest naprawdę bardzo malownicza. Grzbiety gór są poszarpane, skaliste z turniami i iglicami. Poniżej grzbietu widoczne są urwiska sięgające w wielu miejscach kilkuset metrów wysokości. Z tej perspektywy wydają się niedostępne. Szkoda tylko, że wciąż utrzymuje się poranna mgła, zwłaszcza w wyższych partiach gór.

Ścieżka zagłębia się w las, staje się coraz węższa. Wciąż jednak spotykamy oznakowania, poruszamy się nią pewnie. Las jest liściasty a drzewa mają gładką korę, która płatami odpada, zaścielając ścieżkę i ziemię wokół.

– Coś okropnego! – komentuję – Dlaczego ten las nie jest posprzątany?!

Pod nogami wśród wyschniętych podłużnych liści i pasków kory dostrzegam liczne zdrewniałe owoce.

– Przecież ja znam to drzewo – mówię, podnosząc kilka "żołędzi".

– To znaczy?

– To eukaliptus!

Po raz pierwszy widziałem to drzewo w Nowej Zelandii, stamtąd przywiozłem również garść tych miniaturowych zdrewnianych owoców, lecz dopiero w domu zorientowałem się, że są to nasiona eukaliptusa.

– Popatrz, mają pięć nacięć na powierzchni, ale zdarzają się cztery lub trzy – tłumaczę, pokazując na dłoni owoce.

– Albo sześć! – wykrzykuje Renata, podnosząc z ziemi kolejny okaz.

– Ciekawe, czy są jeszcze jakieś inne przypadki – zastanawiam się i ruszam dalej ze wzrokiem utkwionym pod nogami.

Reszta dnia

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej