W drodze na lotnisko | Wpadki się zdarzają...
Trochę odespałem poprzednią noc spędzoną przy parku w Ratyzbonie. Jest 6:00, wokół cisza i spokój. Zjadam co nieco, przegryzam czekoladą i popijam wodą. Do lotniska zostało mi około 2 kilometrów, nie ma pośpiechu. Powolnym krokiem dochodzę do głównej drogi prowadzącej w kierunku portu lotniczego Karlsruhe/Baden-Baden. Półtora kilometra dalej na zachód płynie Ren. A za nim już Francja. Planując wyjazd do południowych Niemiec, zastanawiałem się, czy nie wyskoczyć z Baden-Baden do Strasburga. Odkąd zbiera się tam Parlament Europejski, mam wielką ochotę poznać to miasto. Może innym razem. Mam dość czasu, by się umyć ogolić i doprowadzić do porządku.
Odlatujemy do Warszawy, zgodnie z planem o 9:30. Po wylądowaniu w Modlinie muszę przetransferować się do centrum. Ech, nie lubię tego lotniska! Mam kilka godzin do odjazdów FlixBusa do Krakowa, czas spędzam w Złotych Tarasach przy kawie z Kasią, którą kiedyś poznałem przy okazji wyjazdu do Mongolii. Jeszcze pięć godzin w autobusie i w końcu jestem w domu.
No cóż. Podczas tego krótkiego wyjazdu zaliczyłem dwie wpadki: jedną związaną ze spóźnieniem się autobusu i koniecznością zakupu kolejnego biletu oraz drugą związaną z kiepskim deszczowym noclegiem w Ratyzbonie. Obie sytuacje były niezależne ode mnie, poradziłem sobie, udało mi się przeżyć. Takie sytuacje na wyjazdach trafiają, mogą, co prawda, w danym momencie być stresujące i na ogół są stresujące, ale później z perspektywy czasu do tych sytuacji właśnie najczęściej się wraca, jako najbardziej intensywnych, że tak powiem, przeżyć.
Bardzo się cieszę, że zobaczyłem Ratyzbonę i Ulm, że zawitałem po raz wtóry Norymbergę, zwiedzając ją dokładnie. Poznałem całkiem spory kawałek Bawarii i Wirtembergii. Najciekawszymi atrakcjami okazały się dla mnie nazistowski kompleks w Norymberdze oraz kościół w Ulm.
Wyjazd nie był kosztowny: wydatki ograniczyły się do biletów lotniczych, kolejowych i autobusowych w sumie zapłaciłem około 400 złotych (nie liczę kosztu jedzenia zabranego z Polski).
Tu, w południowych i środkowych Niemczech jest jeszcze sporo innych miast, które kiedyś chciałbym zobaczyć, między innymi Frankfurt, Koblencję i Moguncję. Ciekawe, kiedy trafi się okazja, by znów pojechać do Niemiec.