Odłożone plany, stracone bilety | Zwiedzam Bergamo | Opis miasta | Noc w szpitalu
Bergamo pozostawało dla mnie do tej pory na uboczu moich tras trampingowych. Traktowałem je jako punkt przesiadkowy w drodze na południe Włoch lub do innych części Europy. Wiem, że dla innych Bergamo jest punktem wypadowym nad jezioro Como, Iseo lub Garda. Jak na razie, nie musiałem korzystać z przesiadek w Bergamo ani nie ciągnęło mnie zbyt w alpejskie regiony Włoch.
Gdy na początku roku tego roku wybuchła pandemia koronawirusa i wirus został zawleczony do Włoch, Bergamo zaczęło być traktowane jako największa europejska umieralnia. Moje podróżnicze plany z początku roku wzięły w łeb, kolejne fazy zaostrzeń epidemii i stopniowego wygaszania, a zwłaszcza zapowiedzi dotyczące szczepień, dawały nadzieję, że kiedyś wszystko się skończy, że będzie można wrócić do normalności. W przepływie nadziei, że to już koniec kupiłem bilety do Tromso i do Bari. Także pozwoliłem sobie na wypoczynek w „bezproblemowej” Turcji. Ale jednocześnie straciłem bilety do Porto z powodu wprowadzenia godziny policyjnej i zamknięcia muzeów. Straciłem również bilety do Neapolu – z podobnego powodu. Potem kupiłem bilety do Cagliari z powrotem przez Bergamo i znów ich nie wykorzystałem – tym razem ze swojej winy: zapomniałem, że po powrocie spoza Unii Europejskiej (a byłem w Turcji) obowiązuje 10-dniowa karencja. Ostał mi się jedynie jeden bilet z Bergamo do Krakowa. Pomyślałem sobie wówczas: Dość już tego! I dokupiłem bilet z Krakowa. Przynajmniej polecę do Bergamo.
I lecę! Lecę na weekend: w niedzielę po południu wylatuję, wracam w poniedziałek. Mam ze sobą certyfikat szczepienia, mam zapas maseczek, mam żarcie. W miarę ciepło się ubrałem, bo tu przecież październik. Czy o czymś jeszcze zapomniałem? Aha, nocleg! Niestety dostępność prawdziwych hosteli z dormami została bardzo ograniczona w Bergamo. Najtańszy nocleg dostałem w ZzzleepandGo BGH Ospedale Bergamo. 12 euro, taniej się nie da. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie jedna okoliczność: hotel zlokalizowany jest na terenie Papa Giovanni XXIII Hospital, tego samego szpitala, który był miejscem pamiętnych, dantejskich scen w kwietniu bieżącego roku. Oczywiście teraz jest spokojnie, są prowadzone rutynowe, że tak powiem, działania, ale jakiś smaczek pozostał. Sam hostel o tyle jest wart wspomnienia, że „apartamenty” są jednoosobowe i w pełni zautomatyzowane.
No, dobrze. Wylatuję z Krakowa w niedzielę o 14:45, godzinę później jestem na miejscu. Nabieram wody na lotnisku i ruszam do Bergamo. Na piechotę, ma się rozumieć, w końcu to tylko cztery i pół kilometra. Po drodze spotykam kawalkadę starych samochodów, wracają zapewne z jakiejś imprezy samochodowej. Automobile pochodzą z lat 50 i wcześniejszych.
Pora skończyć zwiedzanie Bergamo, jutro będzie ciąg dalszy. Sprawdzam położenie według GPS i ruszam w stronę szpitalu. Do przejściem mam około 3,5 km. Przechodzę przez Porta San Giacomo, znów stwierdzam, że od zewnętrznej strony prezentuje się o niebo lepiej. Zbiegam ulicą Sant'Alessandro, oglądając po raz ostatni nocną panoramę miasta, potem stromymi kamiennymi schodami znów w dół. Z pewnym zdziwieniem odnotowuję, że jestem na ulicy Legionów Polskich (via Legionari in Polonia). Sympatyczne, chociaż niekoniecznie tak ważne dla Włochów. Muszę teraz przejść przez niezbyt ciekawe tereny podmiejskie. Gdy mijam cmentarz, moje myśli znów się skupiają wokół wszystkich zmarłych w Lombardii. W samym Bergamo zmarło na wiosnę ponad trzy tysiące, głównie starszych, osób. Wciąż przed oczami mam telewizyjne migawki ze szpitali, nagranie z kolumną wojskowych ciężarówek wiozących trumny i zdjęcia tymczasowych kostnic w kościołach.
Przekraczam obwodnicę i już widzę przede mną gigantyczny szpital imienia Jana XXIII. Kompleks szpitalny jest olbrzymi. Wokół centralnego budynku rozlokowano siedem „Wież G”. I właśnie koło G5 zlokalizowany jest mój hostel. O tej porze, a jest 20:00 przynajmniej w tej części szpitala jest cisza i spokój, W głównym holu widzę obszerne boksy dla osób oczekujących na wizytę u danego specjalisty. A oto i ZzzleepandGo BGH Ospedale Bergamo. Kontenery – białe pudła o wymiarach 3 x 3 x 2,5 metra. Jestem przed czasem i próby otwarcia automatu przy drzwiach spełzają na niczym. Hostel, o czym doczytałem w ostatnim mailu do mnie, otwierany jest o 20:00.
Kwadrans oczekiwania spędzam na inspekcji najbliższego otoczenia. Odnajduję w bocznym korytarzu toaletę, znajduje się tu również prysznic. Później samodzielnie robię check-in wprowadzając otrzymany pin i przykładając dowód osobisty do czytnika. Wewnątrz wąskie łóżeczko, szafeczka, biureczko i elektroniczny ekran dotykowy przedstawiający zasady korzystania z tego pudła. Z pewnością nie jest to lokum dla osób cierpiących na klaustrofobię. Mankamentem jest to, że trzeba pamiętać pin do drzwi, które zatrzaskują się na amen przy każdym wyjściu. Być może te kontenery są przydatne osobom odwiedzającym chorych członków rodziny. Nie ma tu telewizora, akurat dzisiaj chętnie bym pooglądał jakieś wiadomości.