Północne fortyfikacje | Czas skończyć z Włochami!
Samolot mam dopiero o 12:20, wstaję jednak dość wcześnie, by jeszcze raz się przejść po Bergamo, tym razem już na luzie. Spacerując, wracam wielokrotnie do miejsc, które wczoraj widziałem wieczorem, chcę się im przyjrzeć w świetle dnia. Niestety dzień znów jest pochmurny i w każdej chwili może się rozpadać. Szwendam się po starówce, oglądam wystawy, fotografuję co ciekawsze buty i sukienki.
Stare Bergamo położone jest na wzgórzu i to wyznacza zasięg spacerów. Od strony północnej znajdują się interesujące fortyfikacje, analizując mapę, pomyślałem sobie, że można też je odwiedzić. Z braku lepszych pomysłów ruszam w tamtym kierunku. Mijam Porta S. Lorenzo, najmniejszą, ale i najstarszą z czterech bram w murach okalających Górne Miasto. To przez nią w czerwcu 1859 przemaszerowała grupą ochotników Cacciatori delle Alpi (Łowcy Alp) pod dowództwem Giuseppe Garibaldiego. Po krótkim starciu uwolnił je spod panowania austriackiego. Zdaje się nie bez związku z tym wydarzeniem udało się Garibaldiemu zrekrutować 174 Bergamczyków do oddziału „tysiąca czerwonych koszul” i ruszyć przeciwko Królestwu Obojga Sycylii (Spedizione dei mille). Od strony zewnętrznej do zwieńczonej barokową nadbudówką bramy prowadzi odjazd wsparty na kamiennych filarach. Całość – wraz z ośmiometrowymi murami obronnymi wygląda dość solidnie i fotogenicznie.
Krętą drogą podchodzę pod ogród botaniczny (Orto Botanico di Bergamo "Lorenzo Rota"). Zazwyczaj rezygnuję ze wstępu do takich miejsc – chyba że są darmowe, jak na przykład w Tromsø. Uznaję, że miejscową przyrodę mam dookoła a egzotyczną wolę oglądać w naturze podczas wyjazdów. Tutejszy ogród (1972) jest skromny i… zamknięty, co rozwiązuje problem, czy wstępować. Zadowalam się panoramą miasta i okolic z porozrzucanymi w dolinach wioskami i wycofuję się do starówki. Wystarczy już Bergamo – mówię sobie. Dochodzi 12:00. Czeka mnie jeszcze spacer na lotnisko i odlot do domu.
No cóż. Nie był to zbyt interesujący wyjazd. Po prostu odwiedziłem jeszcze jedno ładne włoskie miasto. To prawda: powszechnie znane, ładne i interesujące. Ale tych ładnych i interesujących miast we Włoszech są setki. Przecież nie można w nieskończoność zwiedzać Włoch. Fakt, znam osoby, które deklarują swe zakochanie w Italii i tu spędzają większość swoich urlopów. Popularność Włoch u Polaków wynika również z łatwego dostępu do tego ciepłego kraju i znacznej liczby połączeń u tanich przewoźników. Na razie muszę sobie zrobić przerwę od Włoch i pomyśleć o jakichś innych kierunkach*/.
_________________________
*/ Stało się jednak inaczej: przedłużająca się pandemia oraz inne zmiany w moim życiu sprawiły, że wciąż łaskawym okiem (jako łatwy cel) patrzę na Włochy. Rok później poleciałem na Sardynię i do Brindisi, w kolejnym roku – do Ankony i Turynu a w 2024 – do Triestu.