Czy na Majorce są góry? | Biwak pod gołym niebem
No, z pewnością jeszcze miesiąc temu Majorka nie kojarzyła mi się z górami. Korsyka ze słynnym szlakiem G-20 i owszem. Majorka pozostała dla mnie miejscem dla turystów "wczasowych", lubiących pobyt przy hotelowym basenie i imprezy w pobliskim barze. Teraz, tuż przed wyjazdem, zdaję sobie sprawę z tego, że Majorka oferuje całkiem wymagające szlaki górskie w Serra de Tramuntana. Pasmo to rozciąga się wzdłuż zachodnich brzegów wyspy na długości około 70 kilometrów osiągając wysokość w porywach 1400 metrów. Niby niedużo, ale przecież góry wznoszą się tuż przy morzu, co daje przewyższenie porównywalne z wchodzeniem na Rysy z Zakopanego. Zbudowane z wapieni i margli mają urozmaiconą rzeźbę, ostre szczyty strome zbocza, a w dolinach jary o pionowych ścianach. Chcę przejść taką doliną o pięknej nazwie Torres de Pareis, która jest położona w centralnej części gór z wylotem tuż nad morzem. Jasne, że decydując się na zaledwie 2 dni na wyspie, nie jest realne przejść głównym szlakiem "od końca do końca" – liczy on 120 kilometrów. Oprócz przejścia "kanionem" Torres de Pareis chcę pochodzić po malowniczych miasteczkach rozłożonych na skalistych zboczach. Prawdę powiedziawszy dokładnego planu treków nie mam.
Liczę na bezproblemowy nocleg w górach. Nie zabieram ze sobą namiotu, więc kwestia pogody przez ostatnie dwa tygodnie budzi mój niepokój. Ostatnia prognoza mówi o dużym zachmurzeniu i 20% szans na opady. Chcę się zmieścić w tych pozostałych 80%. Zanim przekonam się na własnej skórze o umiejętnościach synoptyków, muszę rozwiązać sprawą pierwszego noclegu po wylądowaniu na lotnisku w Palmie. Układ dróg i autostrad w pobliżu stanowił nie niezłą zagadką, a zdjęcia lotnicze w Google Maps nie zawsze pozwalają na określenie, czy droga ma chodnik lub pobocze nadające się do wędrówki wzdłuż. A ja muszę dojść odejść jakiś kawałek od lotniska, by w upatrzonym wcześniej zagajniku spędzić noc.
Wylatuję z Balic o 20:20, na miejscu jestem około 23:00. Słońce już zaszło, to najwyższa pora, by jeszcze znaleźć miejsce na nocleg. Przechodzę przez estakadę, skręcam w boczną drogę, po lewej stronie spora łąka teraz zarastająca krzakami. Po jej drugiej stronie również droga. Łąka tworzy więc rodzaj wyspy – i to niezamieszkałej. Tego mi trzeba!
Przeskakuje przez barierki i odnajduję ścieżkę idącą poprzez moją łąkę. Ślady ognisk, rozrzucone butelki, widocznie nie tylko ja wpadłem na pomysł biwakowania tutaj. Wchodzą między parę krzaków i to rozkładam się rozkładam na karimacie. Namiotu, jak wspomniałem nie mam, musi mi wystarczyć śpiwór. Koło północy zasypiam.