A może kupić porsche? | Norymberga po raz drugi | | Cień przeszłości | Ach, te moje trampingi!
Od dawna miałem ochotę poznać zabytkowe miasta w Bawarii. Byłem już kiedyś w Monachium i Norymberdze, ale, prawdę mówiąc, niewiele pamiętam po 25 latach. Teraz chciałbym odwiedzić również Ratyzbonę, Ulm i Baden-Baden, A przy okazji odświeżyć wspomnienia z Monachium i Norymbergi. Zdaję sobie sprawę z tego, że w Bawarii jest dużo więcej interesujących miast i atrakcyjnych miejsc, jak choćby zamek Neuschwanstein koło Füssen, do którego wciąż nie mogę dojechać 😉. Wyjeżdżając na kilka dni muszę jednak bazować wyłącznie na połączeniach FlixBusa.
Do Norymbergi polecę z Krakowa, wracać będę z Baden-Baden do Warszawy. Noclegów nie zabukowałem, mam ze sobą tylko śpiwór i alumatę. Mam nadzieję, że nie będzie padać. Zapowiada się kolejny wyjazd „bezurlopowy": wylatuję w piątek po pracy, wracam wieczorem w niedzielę. W bagażu podręcznym (jeszcze tym większym) mam zapas żarcia na cały weekend.
W piątek urywam się nieco z pracy, jadę na Balice i o 16:40 odlatuję do Norymbergi. Lotnisko tutejsze jest zlokalizowane pięć kilometrów na północ od centrum. Tnąc jak zwykle koszty, po wylądowaniu bez zwłoki ruszam pieszo do centrum. Spacer zajmie mi około godziny. Specjalnie się nie spieszę, gdyż autobus do Ratyzbony mam dopiero po północy. Przedmieścia Norymbergi zajęte są tutaj przez gospodarstwa rolne z polami uprawnymi i szklarniami. Idąc wzdłuż niekończących się rządków główek sałaty, zastanawiam się, ilu Polaków kiedyś tu pracowało, ile pracuje obecnie.
Przy Rollnerstrasse zaglądam do salonu samochodowego. Dużego wyboru nie ma: same czerwone porsche, marzenie wielu facetów... Młody sprzedawca pod krawatem zrywa się od biurka, ale widząc mój plecak dochodzi do wniosku, że dziś nie będzie miał prowizji ze sprzedaży samochodu.
Wkrótce dochodzę do centrum miasta. Norymberga, znana wśród części Polaków jako Nürnberg, ma swoją długą, tysiącletnią historię i to widać na każdym kroku. Z daleka już można dostrzec zbudowany na wzgórzu zamek pochodzący z XI wieku. Siedziba burgrabiów norymberskich, kolejnych Gotfrydów, Konradów Fryderyków i Janów była rozbudowywana i przebudowywana wielokrotnie w średniowieczu.
Opis miasta, spacer po mieście
Norymberga nie bez powodu kojarzy się z rozliczeniem z Niemcami po II wojnie światowej. To przecież tutaj dojrzewał faszyzm, to tu wypinali pierś po medale wojskowi, to przecież tu uczyła się kadra NSDAP. I w końcu tu część z największych nazistowskich przestępców została osądzona w Pałacu Sprawiedliwości (Justizpalast). Dziś pewnego rodzaju atrakcją turystyczną są budynki zajmowane przez nazistów, w których kiedyś słuchali płomiennych przemówień swego Führera. Wśród nich – Kongresshalle. W 1992 roku nawet nie pomyślałem, żeby zaglądać dziś mam więcej czasu. Kompleks budynków usytuowany w dzielnicy Dutzendteich w południowowschodniej części miasta. Czeka mnie więc stosunkowo długi spacer. Szkoda tylko że, że jest już późno i idę oglądać te zabudowania po zmroku. Mijam wesołe miasteczko usytuowane vis-à-vis budynku Sali Kongresowej. Oczywiście niektórzy mogą się burzyć, że w takim miejscu urządza się lunapark, jednak nie da się wciąż żyć przeszłością. Tak więc mijam karuzele i rollercoastery z rozbrzmiewającą głośną muzyką i ruszam pogrążoną w mroku ulicą. Po prawej wznosi się ponury, czteropiętrowy budynek w kształcie podkowy. Przechodzę przez długą, nieświetloną bramę i trafiam na… parking. Dokładnie tak! Miejsce między budynkami zorganizowano parking na kilkaset samochodów. 80 lat temu zapewne odbywały się tu odprawy wojskowe i inne uroczystości. Mnie jednak interesuje architektura tego miejsca. Budynki mają elewacje wykonaną z czerwonego piaskowca, fasadę zdobią dość kontrowersyjne detale, niby flanki, romańskie łuki spinają pilastry. Generalnie czuć ten monumentalizm lat 30. Obchodzę dziedziniec dookoła. Zwiedzanie nocną porą sprawia, że kompleks wydaje się ponury i strasznie straszny. Wystarczy tego zwiedzania. Podchodzę jeszcze do Hali Kongresowej od strony wesołego miasteczka. Jest tu wejście do muzeum poświęconego procesom norymberskim, oczywiście zamknięte o tej porze. Fasada budynku również tu jest ozdobiona. Wielkie oknami obramowane łukami, długa arkada…
Przez dłuższą chwilę przyglądam się ludziom bawiącym się w wesołym miasteczku, później wchodzę na jego teren trochę dziwiąc się, że na bramce zostaję sprawdzony wykrywaczem metalu. Takie czasy, widać. Bardzo lubię oglądać bawiących się ludzi jest tu sama rozrywka nie jest dla mnie atrakcją Nie mam potrzeby ani jeździć na karuzeli, ani korzystać z innych dostępnych tu rozrywek. Natomiast lubię tę wesołą i świąteczną atmosferę.
Wracam teraz do miasta. Tu mam chwilę, by przyjrzeć się fasadzie budynku dworcowego. Ponad wielkim przeszklonym portalem nad łukiem ustawiono monumentalne posągi. Fryz po bokach ozdobiony jest płaskorzeźbami z herbami i lwami. Idę na dworzec autobusowy znajdujący się w pobliżu. Muszę poczekać na autobus FlixBusa odjeżdżający do Ratyzbony o godzinie 0:40.
Z Norymbergi do Ratyzbony jest 110 kilometrów, podróż jest więc niestety krótka. O 2:05 zatrzymujemy się na dworcu. Co dalej? Nie mam ochoty spędzać w nocy na dworcu, zresztą pewno jest zamknięty. Wcześniej upatrzyłem sobie park koło zamku (Schloss Emmeram Park), w którym zamierzałem się rozłożyć. Ponieważ zaczyna kropić, ruszam żwawo przez Albbertstrasse i wkrótce przekonuję się, że moje plany biorą w łeb. Park jest ogrodzony, a brama zamknięta. Na dodatek deszcz się nasila. "Muszę jakoś przetrwać te 4 godziny"– zgrzytam zębami. Widzę, że ten miejski survival będzie dziś trudny. Chcę przede wszystkim schronić się przed deszczem, wchodzę więc między drzewa rosnące po zewnętrznej stronie płotu. Tu znajduję trochę miejsca bez roślinności, zrzucam plecak i zastanawiam się, co dalej: rozkładać karimaty tu nie będę, puchowy śpiwór natychmiast by mi przemókł. Dwa metry znajduje się asfaltowa ścieżka, a jasne sodowe światło latarń prześwituje przez zieleń. Nie chcę ryzykować, by ktoś mnie tu odkrył. Siadam na plecaku, naciągam głębiej kaptur kurtki. Krople deszczu nieustannie skapują z liści, a miejscowej pogody w miejscowej prognozy pogody wynika, że popada do rana. „Ach, te moje trampingi!” – wzdycham i zapadam w drzemkę.