Dzień: [1] [2]


Sławków u Brna – Brno – Kraków

sobota, 13 XI 2016


| | | |


Przygotowując się, jak zwykle, pobieżnie do wyjazdu, przejrzałem w sieci, co można zobaczyć w mieście i okolicy. Rozpatrywałem początkowo wyjazd do Lednice-Valtice, turystycznej atrakcji pod granicą austriacką i słowacką określanej mianem „kulturalnego krajobrazu”. Są tam pałace, ogrody i inne interesując obiekty. Miejsce, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, z pewnością jest warte odwiedzenia. Jednakże, ze względu na krótki czas i skomplikowany dojazd, odpuszczamy je sobie.

W zamian proponuję, abyśmy pojechali do Sławkowa u Brna, który leży w pobliżu miejsca pamiętnego starcia, zwanego bitwą pod Austerlitz (1805 r.).

Jadąc pociągiem, po prawej stronie widzimy rozległą, pofałdowaną równinę.

– To tu, obok wsi Prace (kiedyś: Pratzen) rozegrała się – to tu była bitwa trzech cesarzy – mówię.

– Trzech cesarzy?

– No właściwie dwóch, bo na polu bitwy był tylko Napoleon Bonaparte i Aleksander I. Wojskami austriackimi dowodził jakiś książę zdaje się… Nie pamiętam… – chwilę się zastanawiam. – A już wiem! Jan Luksemburski.

Dojeżdżamy do miasteczka. Dzień jest słoneczny, ale... zimny jak diabli! Wysiadamy na niewielkiej stacji wraz z kilkoma pasażerami. Do przyjścia mamy półtora kilometra.

– Damy radę – mówię.

Miasteczko pochodzi z początków XIII wieku i początkowo zwane było Novosedlice. Nazwa ewoluowała, przekształcając się w Austerlitz. Miejscowość ostatecznie swą "austriacką" nazwę utraciła w 1918 roku. Na szczęście miasteczko nie straciło nic ze swego uroku. A jak myślę, w ostatnich latach, dzięki rewaloryzacji zabytków i wysiłkom władz miasta odzyskało świetność.

W sobotni poranek Sławków sprawia wrażenie wyludnionego. Nie spiesząc się zbytnio, idziemy w stronę zamku.

– Jak to dobrze, że jest ładna pogoda – mówi Jola.

– I dziś raczej nie będzie padać – spoglądam na bezchmurne, błękitne niebo.

Zamek o tej porze jest jeszcze zamknięty, na razie możemy sobie oglądnąć obejrzeć barokowe budynki z zewnątrz. Widać, że również i ten obiekt jest świeżo wyremontowany. Z fasadą w tonacji żółto-białej i z czystym niebem nad dachem krytym czerwoną dachówką wygląda bardzo fotogenicznie.

– Wrócimy tu, gdy otworzą o 9:00 – proponuję – chodźmy na razie na spacer.

Idziemy najpierw pod renesanční radnice, czyli budynek urzędu miasta z 1592 roku. Kilkaset metrów dalej znajduje się klasycystyczny kościół pod wezwaniem Wskrzeszenia Pańskiego. Jego pudełkowata bryła jest niezbyt ciekawa, ale wysunięty portyk wsparty na sześciu klasycystycznych kolumnach z Chrystusem i 12 apostołami na tympanonie może się podobać. Jest 8:30, zaglądamy jeszcze raz pod tę radnicę.

– Wracajmy. Może zamek jest już otwarty i się ogrzejemy – mówi Jola.

Na razie idziemy do ogrodów zamkowych. Chociaż jest już jesień i brak kwietników, które zapewne ubarwiały ogrody, podobają się nam. Postawiono tu kilkadziesiąt kamiennych posągów: są zabawne fauny, uśmiechnięte nimfy, jest anioł, który dobiera się do jakiejś nagiej kobietki…

Znów zmarzliśmy. Czym prędzej wracamy do pałacu. Jesteśmy dziś pierwszymi turystami. To dobrze, nie będziemy się przeciskać przez tłumy.

Hol, klatka schodowa, a później komnaty są całkiem interesujące. z porcelanowymi ceramicznymi no piecami meblami w stylu empire olbrzymią salą koncertową stoliczkami łożami z baldachimem wspartym na barokowych kręconych kolumnach w niektórych komnatach sufity są malowane pokryte malowidłami jest i niewielka kaplica. W sumie może się tu podoba się nam to i nie żałuję, że tu przyjechaliśmy.

– Co nam jeszcze zostało, pamiętasz? – pytam.

– Zdaje się jakaś synagoga... Chcesz tam iść?

– Mamy jeszcze czas, pociąg jest o 11:30, zresztą to po drodze.

Świątynia jak świątynia. Bożnica została wybudowana w XV wieku, obecny neoromański budynek jest z połowy XIX wieku. Obok znajduje się żydowski szpital i cmentarz, ale tym razem odpuszczam zwiedzanie.

O 13:00 jesteśmy z powrotem w Brnie. Oświetlone południowym słońcem miasto prezentuje się znacznie ciekawie niż wczoraj na wzgórzu katedra św. Piotra i Pawła bo Jakuba tak, ale my idziemy przechodzimy koło uliczką koło kościoła kapucynów.

– Sierota jestem! Zapomniałem, że mamy odwiedzić znajdują się tu sławny krypty z kośćmi mnichów z mumiami mnichów. – wrócimy tutaj później na razie chodźmy na zamek.

– Ale ja nie wiem, czy chcę oglądać jakieś zwłoki – zastrzega się Jola.

– No, co ty. Zobaczysz jakie są fajne, spodobają ci się.

Jola patrzy na mnie z wyrzutem. Zaglądamy na chwilę do środka kościół jest niewielki z niewielkim ze skromnym ołtarzem i teraz wrócimy tutaj. Przechodząc przez plac... Możemy lepiej przyjrzeć się rzeźbie ustawionej pośrodku naprzeciw Hotelu Grandezza. Dla odmiany, w świetle dnia rzeźba wydaje się mi mniej interesująca niż oświetlona reflektorami w nocy. Mijamy Divadlo Husa na Provasku i, przechodząc przez bramę, stromą uliczką dochodzimy do gotyckiego kościoła jakiegoś tam . Można tu wejść na wieżę, ale dziś Jola nie ma ochoty na wspinaczkę. Uwagę naszą zwracają wielkie witraże w absydzie. Ołtarz wygląda na gotycki ołtarz wygląda na dzieło Wita Stwosza i tak jest w istocie pochodzi z tam któregoś roku i został wykonany przez coś tam sprawdzić o to się to tyle ciekawy, że figura Chrystusa wraz towarzyszącymi mu czterema postaciami poniżej jest umieszczona są dwie figury Chrystusa jaką umieszczone powyżej rzędu 12 10 apostołów znajduje się znajduje się w figurach Chrystusa znajduje się najdłużej 4 no dobra jakoś to napisz poniżej Chrystusa matka boska Józef i dwóch gości, których nie rozpoznaję. Również interesujące są boczne ołtarze i boczne kaplice oraz marmurowy marmurowa w ogóle żeś tu jest dużo, ale nie staram się jakoś specjalnie zapamiętywać; wiem, że te tysiące kościołów które oglądnąłem, mieszają się w pamięci. Znów się wspinamy do zamku Sibenik. Jola, idąca przodem przystaje.

– Co jest? Masz dosyć?

– Nie. Czekam na ciebie, bo widzę, że jakoś powoli idziesz.

– Akurat! Zaraz cię przegonię!

Przechodzimy przez bramę w murach zewnętrznych przez długą przez bardzo długą bramę zewnętrznych murach dostajemy się do na wąskie podwórze, które zapewne było dobrym punktem do obrony zamku przed atakującymi na dziedzińcu kilka zakapturzonych osób obchodzimy przechodzimy przez fosę i oglądamy panoramę miasta.

– Może wstąpimy do może przystąpimy do kawiarni tutaj? – proponuję.

– Chętnie napiję się herbaty.

Wystrój w środku jest mało "historyczny", ale ogólnie jest sympatycznie. Obchodzimy jeszcze raz zamek dookoła, oglądając z wysokich ceglanych murów panoramę miasta.

Zbliża się 14:00. Odwiedzamy powtórnie te same kościoły, które oglądaliśmy wczoraj. W szczególności podoba mi się kościół z rzygaczami w kształcie psów i jakiś innych tych stworów diabłów i aniołów.

– Nie złość się – mówię do Joli. – Ale wejdźmy tu jeszcze tutaj, to już ostatni.

Kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Panny Maryi kościół jezuicki kiedyś z kościół jezuicki był to kiedyś kościół jezuicki przez 200 lat tak na placu... Dziś ciąg dalszy jarmarku kiełbaski smażone pachną tak zachęcająco. Wczorajsza kapela zmieniła trochę skład i dziś wśród muzyków grających na instrumentach smyczkowych i strunowych są dzieci pięcio- i dziesięcioletnie. Sądząc po ich minach, nie są zbyt szczęśliwe.

– Masz ochotę na svarene wino?

– Nie, dziękuję.

– Dobrze. To jeszcze ratusz i wracamy. A potem mumie, okej?

Mumie są fantastyczne. Ciała zmarłych mnichów zostały pochowane w ubraniach. W ciągu kilkuset lat zwłoki straciły włosy i część skóry na głowie, odsłaniając czaszkę z wyszczerzonymi zębami. Mumie przybrały ciemny, prawie czarny kolor. Na niektórych ciałach znajdują się resztki tkanin. Zwłoki mają ręce skrzyżowane na piersiach lub na brzuchu, pochodzą z połowy XVIII wieku. Niektóre są umieszczone w szklanych trumnach. Najciekawsza wydaje się krypta z kilkunastoma zwłokami mnichów ułożonych w dwóch rzędach z głowami wspartymi na cegłach. Wysuszone nogi i ręce wyglądają przygnębiająco. I tutaj zachowały się na zwłokach resztki odzieży przewiązane zakonnym sznurem. Doskonale zachowane są obciągnięte wysuszoną skórą palce dłoni i stóp. Całość wygląda jak po uderzeniu atomowym. W oddzielnej salce trochę szat liturgicznych i obrazków przedstawiających śmierć.

– Okropne to wszystko – mówi Jola po wyjściu.

Czeka nas jeszcze spacer do hostelu po pozostawione bagaże. Wsiadamy do miejskiego autobusu i podjeżdżamy na dworzec autobusowy. PolskiBus o 18:40 zabiera nas do Polski.

Tyle wycieczki. Jak dla mnie był to udany wypad. Cieszę się, że zobaczyłem nie tylko stolicą Moraw, ale i Sławków związany ze sławną bitwą pod Austerlitz.


Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej