Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9]
Czas na Wilno | Troki – nowy zamek, ale ładny | "...i w Ostrej świecisz Bramie" | Niskobudżetowo... |
Przebudzamy się na autostradzie przed Wilnem. Przedmieścia są rozległe z dużą ilością biurowców, zakładów produkcyjnych i usługowych. Pierwsze wrażenie – pozytywne. Zajeżdżamy na główny dworzec autobusowy i zaczynamy od kupienia litów w tamtejszym kantorze (100 USD = 344,2 LIT). Jakiś miejscowy chłopak namawia w holu dwie młode turystki z Polski.
– Twenty euro. Hostel very cheap.
My idziemy do naszego “hostelu very cheap” – po 28 litów za miejsce w dormie. Jego zaletą jest położenie: dwa kroki od dworca. To dla nas ważne, bo za chwilę wybieramy się do Troków. A czeka nas jeszcze popołudniowe zwiedzanie stolicy. Rozkładamy się więc w "A hostel" przy ulicy Sodu 8. W 10-osobowej sali łóżka są w postaci japońskich klatek – widziałem takie rozwiązanie kiedyś w telewizji. Dziś będę spać we wnęce o wymiarach 1 × 1 × 2,5 metra. Przy śniadaniu towarzyszy nam 82-letni dziarski dziadek, ani chybi – sądząc po gwarze – mieszkaniec Białostocczyzny. Podróżuje po Wileńszczyźnie od dwóch tygodni, jutro wraca do kraju. Z podziwem patrzę na staruszka sprawnie przyrządzającego sobie sałatkę z pomidorów i cebuli.
Autobusów do Troków jest pełno. Wsiadamy do upatrzonego zawczasu busa o 8:20. 40 minut później jesteśmy na miejscu. Dworzec autobusowy położony jest na początku miejscowości; aby dojść do zamku, trzeba przejść dwa kilometry. Nie szkodzi, musimy i tak zrobić wcześniej zakupy (woda, jabłka i chleb), a przy okazji zwiedzimy całkiem ciekawe miasteczko. Za zarośniętą drzewami cerkwią skręcamy z głównej drogi ku kościołowi. Teraz czas na tradycyjną zabudowę karaimską. Drewniane ściany przeważnie parterowych domów zwróconych ku ulicy mają zazwyczaj po trzy okna. Ponoć są poświęcone Bogu, carowi i domownikom. Nieco dalej, też przy głównej ulicy, znajduje się kościół karaimski – z wyglądu całkiem podobny do naszego zwykłego wiejskiego. Jest jak jest wewnątrz – nie powiem. Świątynia jest zamknięta.
Uśmiecham się w myśli do siebie. Z iloma różnymi kościołami miałem już do czynienia! Ile świątyń różnych wyznań widziałem, świadkiem ilu świąt i obrzędów byłem! Odwiedziłem wszak świątynie katolickie, protestanckie, prawosławne (cerkiew: rosyjska, ukraińska, polska, rumuńska, grecka, gruzińska), żydowskie, koptyjskie, buddyjskie (żółte i czerwone czapki), taoistyczne, konfucjańskie, hinduistyczny, muzułmańskie (szyickie i sunnickie)... Zdarzył się i ołtarzyk szamański…
Ale oto przed nami litewska perełka – zamek w Trokach. Pięknie położony na wyspie połączonej z lądem długim pomostem. Spędzamy kilka minut, fotografując go z nadbrzeżnej perspektywy. Karta ITIC nie działa, kupuję bilety po 14 litów. Widok za bramą jest równie interesujący. Wokół rozległego podzamcza stoją piętrowe zabudowania z lewej i wysokie mury z prawej strony. A przed nami zamek oddzielony fosą. Posilamy się i idziemy zwiedzać. Po raz pierwszy od dłuższego czasu trafiamy na tłumy turystów. W komnatach zgromadzona jest w miarę interesująca broń i zbroje. Jest tu także kolekcja eksponatów archeologicznych i numizmatycznych oraz nie mniej bogate zbiory etnograficzne. Z ładnie przygotowanych prezentacji dowiadujemy się, że zamek został praktycznie w całości odbudowany z ruin w XX wieku. Hm… To dlatego ceglaste ściany wyglądają tak świeżo... Później zwiedzamy galerię w długim budynku na prawo od kasy. Podobają mi się zaprezentowane tu drobne przedmioty ze szkła i porcelany.
W drodze na dworzec wstępujemy do knajpy, by spróbować tradycyjnej karaimskiej kuchni. Zamawiamy duże pierogi nadziewane mięsem. Wybieramy wieprzowinę i kurczaki. Pierogi zwane tu kibinami smakują całkiem nieźle.
Na bus do Wilna czekamy niedługo. Sprawdzamy połączenia kolejowe i autobusowe z Kownem i wychodzi na to, że ceny są porównywalne. Pojedziemy porannym autobusem o 7:20. Krótki odpoczynek w hostelu i idziemy poznawać miasto. Wilno (Lwów zresztą też) nigdy nie był dla mnie wyjątkowym miastem. W przeciwieństwie do wielu Polaków nie mam żadnych sentymentów do Kresów. Nie będę więc szukać śladów polskości na Litwie. Ale – jeśli przypadkiem znajdę – będzie mi miło.
Zaczynamy od... supermarketu. Potem już idzie szybko. A więc Ostra Brama (Aušros vartai) – gotycka brama miejska na Starym Mieście z początku XVI wieku. Jej północna strona – ta ze sławnym obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej – jest dobudowana znacznie później w stylu klasycystycznym. Po schodkach wchodzimy na piętro, z tego poziomu łatwiej przyjrzeć się XVII-wiecznemu obrazowi namalowanemu temperą na deskach dębowych. Obraz o cudownych właściwościach zajmuje centralne miejsce w niewielkiej, acz bogato zdobionej Kaplicy Ostrobramskiej. Uwagę zwracają liczne gabloty z setkami, jeśli nie tysiącami srebrnych wotów. Kult tej Madonny, jak wie każdy mały czy duży Polak, rozwinął się po wydaniu Pana Tadeusza:
Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy
I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy
Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!
Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem, [...]
Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.
Kilku wiernych, bez wątpliwości turystów z Polski, przyklęknęło przed marmurową balustrada i modli się. Aga dołącza. Po chwili wychodzimy.
Idziemy dalej ulicą Aušros Vartų. To główna oś Starego miasta, odpowiednik ulicy Floriańskiej w Krakowie. Tu, za różową bramą z dość nieoczywistym łukiem w ośli grzbiet znajduje się cerkiew pw. Ducha Świętego (Šv. Dvasios stačiatikių cerkvė) z dwiema 49-metrowymi wieżami. Świątynia wybudowana w 1634 roku w stylu klasycystycznym nie sprawia specjalnego wrażenia. Po wejściu do środka momentalnie zmieniam zdanie, widząc imponujący, piękny ołtarz w zielonej tonacji. Bliższa inspekcja pokazuje, że to nie malachit czy choćby amazonit, lecz ordynarna farba elewacyjna. Zamiana kościoła katolickiego w prawosławną cerkiew został dokonana w prosty sposób, przez dołożenie kilku obrazów pomiędzy barokowymi kolumnami i wybiciu drzwi. Ikonostas gotowy! Jeszcze zaglądamy do centralnie ustawionego relikwiarza pod baldachimem. Tu umieszczono odnalezione i zabalsamowane w krypcie pod kościołem doczesne resztki trzech prawosławnych świętych – Jana, Eustachego i Antoniusza, zamordowanych przez pogan w XIV wieku.
Przed nami wzgórze Giedymina (Gedimino kalnas), tutaj zdecydowanie więcej zieleni. Z zainteresowaniem obserwuję pracę mężczyzn uzupełniających warstwę ziemi na zboczu. Używają do tego nieznanej mi wcześniej metody – ziemia zmieszana z wodą jest wyrzucana pod dużym ciśnieniem z dyszy. Sprytne. Ze szczytu wzgórza rozciąga się piękna panorama Wilna. Siadamy na murku, odpoczywamy. Z samego zamku niewiele tu zostało – trochę murów i (pewnie odbudowana) wieża z płatnym wstępem na górę – więc niewzbudzająca naszego zainteresowania. Schodzimy na Plac Katedralny (Katedros aikštėplac), pozdrawiamy Giedymina na pomniku i wchodzimy do bazyliki archikatedralna pw. św. Stanisława Biskupa i św. Władysława w Wilnie (Vilniaus šv. vyskupo Stanislovo ir šv. Vladislovo Arkikatedra bazilika). Samo miejsce wielka przestrzeń coś tam – jak mi się wydawało coś tam. Ale w sumie – nic nadzwyczajnego. już wolną popatrzeć na śnieżnobiały fronton katedry ozdobiony marmurowymi postaciami...... Kogoś. Jeszcze zakupy widokówek i po krótkim oczekiwaniu na przystanku jedziemy na Cmentarz Na Rossie (Vilniaus miesto (Rasų) senosios kapinės). Chociaż wcześniej sprawdzałem, że można wysiąść tuż za torami kolejowymi (tylne wejście na cmentarz), omyłkowo wysiadamy na kolejnym przystanku. Nie szkodzi, kilometr w te czy wewte nie ma znaczenia dla tak wytrwałych piechurów jak my. Na cmentarzu jest dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem. Cieniście, zieleniście, uroczyście. I polsko! Wędrujemy po zarastających powojem alejkach, odczytujemy przedwojenne, a czasem i stuletnie polskie napisy. Do niektórych się uśmiecham: "Pokój twej duszy, najdroższy mężu", "Nauczycielka. Bez wytchnienia nieciła światło wśród najgęstszych mroków niewoli". Inskrypcje budują niepowtarzalny nastrój.
Odnajdujemy grób Władysława Syrokomli, Lelewela, groby różnych generałów, hrabiów, lekarzy. Podobają mi się kamienne anioły. Na koniec podchodzimy do grobu Marii z Billewiczów Piłsudskiej, matki Marszałka, w którym również umieszczono jego serce. Nagrobek zdobi sławny cytat z "Beniowskiego":
"„Kto mogąc wybrać, wybrał zamiast domu
gniazdo na skałach orła, niechaj umie spać,
gdy źrenice czerwone od gromu
i słychać jęk szatanów w sosen szumie...
Tak żyłem"
Wokół polskie flagi i kwiaty. Kawał historii...
Wracamy do hostelu, by odpocząć i zregenerować siły na jutro. szczęściem ruszamy... Uzupełnić z Wyłania się ceglana budowla. Jeszcze jej nie zobaczyłem w całości, a już mi się spodobała. Fasada kościoła świętej Anny. To trzeba napisać o płomiennym gotyku. Idąc ulicą... w odpowiednim momencie skręcamy w bramę – na podwórku taras i widok na pałac i ogrody prezydenckie. Ładne to to. Podchodzimy teraz przed budynek, skąd rządzi krajem Algirdas Butkevičius. Jak przystało na młodą demokrację – odbywa się tu lokalny protest – z początku trudno mi się zorientować przeciwko komu lub czemu występują zgromadzeni tu młodzi ludzie. Zdaje się walczą o swobody obywatelskie…
___________________________________
*/ Ponoć jest to rokokowy ikonostas i został zaprojektowany przez słynnego architekta Krzysztofa Glaubitza ze Świdnicy. I ponoć tylko przypomina ołtarz świątyń katolickich.