Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
Nieoczekiwana zmiana miejsc | W końcu Akwizgran | Transportowe dylematy | Nocny desant
Muszę powiedzieć, że nie spodziewałem się, że tutaj wylądujemy. Przecież w ogóle nie planowałem Belgii. A wychodzi na to, że teraz pojedziemy do... Holandii. Chwilowo mamy bowiem dość autostopu i decydujemy się na przejazd pociągiem do Maastricht. Na stacyjce w Vise kupujemy bilety 3 euro i pół godziny później jesteśmy w miasteczku. Miejsce w miarę ciekawe pod względem architektury i zabytków – to ponoć najstarsze miasto w Holandii – ale przede wszystkim doskonale znane ze względu na Traktat z Maastricht (1992), który powołał do życia Unię Europejską, zniósł wewnętrzne cła i wprowadził wspólną walutę euro.
Na dworcu kolejowym przy dworcem kolejowym stoją setki rowerów – to widok, który jest codziennością w Holandii. Zostawiam na chwilę Sergiusza i sam idę się rozejrzeć po okolicy. Autobus do Akwizgranu będzie za pół godziny.
Pozostaje nam teraz wrócić do kolonii.
Wracamy autostopem?
W ten sposób po 24 godzinach jesteśmy tu z powrotem.
– Jak na trampingu, nigdy nic nie wiadomo – tłumaczę się.
– Wiem, tato. W zeszłym roku też nasza trasa przez Chorwację przebiegała nie tak, jak chcieliśmy.
– Najważniejsze, że dotarliśmy do Akwizgranu.
– No i przy okazji byliśmy w dwóch krajach.
Uśmiecham się. Lubię te moje trampingi.
– Co robimy, Sergiusz? Jedziemy do Trewiru stopem? Czy pociągiem?
– Wolałbym pociągiem.
Zapewne ma rację. Wyjazd stopem z centrum Kolonii byłoby utrudniony, nie wiadomo, na którą dotarlibyśmy do Trewiru i czy w ogóle byśmy dotarli.
– Musimy dziś dojechać tam, a jutro być przed 14:00 Luksemburgu!
– Dlaczego? Dokąd stamtąd jedziemy? – dopytuje syn.
– Zobaczysz, bądź cierpliwy.
Na razie to, że mamy kupione bilety na samolot do Włoch chcę utrzymać w tajemnicy. Będzie miał niespodziankę.
Bilet kolejowy do Trier, czyli Trewiru, kosztuje dla dwóch osób kilkadziesiąt euro. Jestem zdruzgotany. Na pomoc przychodzi nam jednak pani z informacji i zachęca do kupna biletu weekendowego. Dla dwóch osób to koszt tylko 11 euro. Humor momentalnie mi się poprawia. Pociąg jest dopiero o 21:00. Bardzo późno dojedziemy więc na miejsce.
Linia kolejowa biegnie wzdłuż Renu, niestety krajobrazów o tej porze dnia podziwiać nie będziemy. O 23:00 wysiadamy na dworcu. Teraz dwie rzeczy są najważniejsze: podejść do centrum, by choć trochę zapoznać się z miastem i znaleźć miejsce do spania.