Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]


Kraków – Londyn – Pembroke Dock

piątek, 11 VII 2014


Zapowiada się niezły wyjazd! | W drodze do Londynu | | | |


Dziwne. Kiedyś się zarzekałem, że nigdy nie pojadę do Wielkiej Brytanii. W zeszłym roku dość przypadkowo i tylko przejazdem odwiedziłem Londyn i Oksford. I oto rok później znów lecę do Londynu. Ba! W planach jest również poznanie północnej części Zjednoczonego Królestwa – wybieramy się przecież do Szkocji. Nie jest to jednak tak, że nagle zapałałem wielką miłością do Brytyjczyków. Nasz wyjazd – a wybieram się z synem – będzie obejmować dużo większy kawałek Europy! Chcemy pojechać do Irlandii, a później – Eurotunelem – wrócić do Europy. Ja mam swój osobisty cel: chcę uzupełnić kolekcję swoich państw europejskich o Irlandię, Luksemburg i Liechtenstein. Aby wyjazd do tych trzech krajów połączyć w jedną całość, konieczne było opracowanie trasy pomiędzy nimi. Przy czym musiałem pogodzić swoje potrzeby i oczekiwania Sergiusza. Czyli: z jednej strony odwiedzić duże, interesujące miasta, nawet jeśli w nich byłem – to ukłon w stronę syna; a z drugiej strony zwiedzić te miasta po drodze, których nie znałem. Długo analizowałem połączenia lotnicze i autobusowe. Brałem pod uwagę tylko tanie linie lotnicze oraz sieci autobusowe Megabus i FlixBus i PolskiBus. Założyłem, że będziemy również korzystać z autostopu i jak zajdzie konieczność – z połączeń kolejowych. W ten sposób powstał zarys trampingu obejmującego Wielką Brytanię, Irlandię, Niemcy, Luksemburg, Włochy, Szwajcarię, Liechtenstein, Austrię i Czechy. Postanowiłem pokazać Sergiuszowi Londyn, Kolonię, Mediolan i Pragę. A sam „celowałem” w Akwizgran, wschodnie kantony Szwajcarii i zachodnią Austrię. Nie o wszystkich miejscach do odwiedzenia powiedziałem Sergiuszowi, chciałem, by miał niespodziankę. Sam również, jak się miało okazać w ciągu najbliższych dni, zostałem zaskoczony faktycznym przebiegiem naszej trasy. „W końcu to jest tramping” – powtarzam sobie zawsze – „nigdy nie wiadomo, co się zdarzy”.

Bierzemy ze sobą namiot. W dużych miastach będziemy spać w hostelach, ale w Irlandii i Szkocji planujemy noclegi na dziko. Tym razem – pomny naszych doświadczeń z trampingów po Bałkanach, kiedy to gnietliśmy się w mikroskopijnej dwójce – wyposażeni jesteśmy w przestronną dwójkę, w której bez problemu zmieszczą się trzy osoby. Namiot – rodem z Chin – był tani i mimo zapewnień importera o 2000 mm odporności na deszcz, nie przetrzymał próby wody. Zaimpregnowałem go dwukrotnie, jednak na cuda nie liczę. Może nie będzie padać.

Samolot z Balic mamy 6:45. Do Londynu jedziemy autobusem easyBus. Bilety po 4,99 funta kupiłem już dawno. 9:55 Wsiadamy na Old Street

[opis Londynu]

Na miejscu jesteśmy po północy i od razu kierujemy się do budynku portu. Co prawda, w samym Pembroke, miasteczku leżącym kilka kilometrów dalej, znajduje się XII-wieczny, malowniczy zamek, ale nie zdążymy go zwiedzić. Nasz prom „Isle of Inishmore” należący do linii Irish Ferries odpływa do Irlandii za nieco ponad godzinę.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej