Dzień: [1] [2] [3] [4] [5]


(Lwów) – Kraków

wtorek, 1 VIII 2017


Niedosyt pozostaje


Zbliżamy się do granic Polski. Za nami 620 kilometrów nocnej jazdy. Minęliśmy Żytomierz, Równe i Lwów, zatrzymując się krótko na dworcach. Niewiele z tego pamiętam, pogrążony byłem w półśnie.

O 8:10 lokalnego czasu jesteśmy na przejściu granicznym w Korczowej-Krakowcu. Po ukraińskiej stronie kłębią się gigantyczne tłumy chętnych do wjazdu na teren Unii. Z pewnością oprócz turystów są wśród nich i mrówki, i inni handlarze przekraczający codziennie granicę. Na szczęście autobusy rejsowe odprawiane są sprawnie i na przejściu granicznym spędzamy nie więcej niż godzinę. Pędzimy teraz nową autostradą. Przed niektórymi pasażerami jeszcze sporo godzin drogi – koniec trasy wypada w Pradze. Do Krakowa docieram w południe. To już koniec mojego pięciodniowego trampingu.

Jak często to bywa, mam uczucie niedosytu. Przydałby się jeszcze jeden-dwa dni w Mołdawii. Tym niemniej, bardzo się cieszę, że odwiedziłem ten kraj, a także „zbuntowaną” Republikę Naddniestrzańską. Stolica Mołdawii (jakoś nie potrafię zaakceptować oficjalnej*/ nazwy Mołdowa) nie należy do olśniewających miast, jednak uważam, że warto ją poznać – choćby ze względu na lokalny koloryt. Warto również odwiedzić Gagauzję. Nie udało mi się dokładnie zwiedzić mołdawskich piwnic pod Cricovą, rekompensatą jest mołdawskie wino oraz koniak, które, starannie zabezpieczone, przeżyły powrót w plecaku. Pamiątką również będą naddniestrzańskie plastikowe pieniążki.

Połączenie trampingu do Mołdawii z wypadem na Ukrainę było opcją wynikającą z bliskości Tyraspolu i Odessy. Oczywiście można było inaczej zorganizować powrót do Polski. Na Ukrainę z pewnością jeszcze wrócę: praktycznie nie znam kresów wschodnich, także Zaporoża; nie byłem również na Donbasie. To jednak kwestia bliżej nieokreślonej przyszłości. Na razie muszę się skupić na przygotowywaniu październikowego trampingu na Azory.

__________________________________

*/ KSNG w 2015 roku uznała forsowaną przez władze Mołdawii nazwę „Moldowa” za niezalecaną.Przy okazji: mam nadzieję, że to RJP znormalnieje i wrócimy powszechnie do rodzimego zwrotu „na Ukrainie”. Szanujmy język polski!


Powrót do WstępuPowrót do Strony głównej