Spotkanie robocze | Powrót do Alicante
Do siedziby firmy podwozi nas jej pracownik. Najbliższe godziny poświęcamy na prezentację dotychczasowych wyników projektu, zaplanowanie dalszych prac oraz zwiedzanie firmy. Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem jej nowoczesności i rozmachu. Chociaż widzę, że niektóre elementy wyposażenia laboratoriów są podobne do naszych, więc nie powinienem się wstydzić. Jeśli już miałbym się wstydzić, to za ludzi, którzy ze mną pracują. Bez ambicji, bez naukowego polotu. Nieważne.
Po spotkaniu pracownik firmy zabiera nas na obiad do restauracji. Posiłek jest skromny, jakaś zupa-krem, mięso z frytkami sałatka wino i deser. Rozmawiamy o sytuacji ekonomicznej regionu, o planach współpracy. Dopytuję o bezrobocie wśród miejscowych. Koło 14:00 żegnamy się z członkami zespołu. Odwożą nas do Alicante. Po drodze z zachwytem przeglądam się pionowej skale wyrastającej na 500 metrów ponad otaczające je równiny i ciągnącej się na długości około 7 kilometrów. To Sierra del Cid. Będę musiał poczytać o tym niezwykłym masywie.
– Myślę, że Marysi spodobałaby się wspinaczka po tych zboczach nachylonych pod kątem 80 stopni – zauważam, przywołując koleżankę z pracy znaną z aktywności wspinaczkowej.
Tym razem śpimy w hotelu czterogwiazdkowym hotel Spa Porta Maris położonym na cypelku wrzynającym się w morze. Castillo de Santa Bárbara znajduje się tuż obok, w odległości kilkuset metrów. Do dyspozycji mamy apartament z sypialnią i living-roomem. Z balkonu rozpościera się widok na miasto i położone pod drugiej stronie ulicy kasyno (Casino Mediterráneo). Zbliża się wieczór, jestem trochę zmęczony dzisiejszym spotkaniem i niezbyt chce mi się wychodzić do miasta. Trochę czasu spędzam w internecie, jutro wybieram się do Murcji.