Dzień: [1] [2-3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23-24]
Czy Góry Błękitne są błękitne? | Ścieżkami po klifie | Cecile pichci
Dziś jedziemy do Katoomby, to miasteczko na skraju Parku Narodowego Gór Błękitnych oddalonego od Sydney o sto kilometrów. Aby się tam dostać, korzystamy z przejazdu pociągiem płacąc, za przejazd kartą Opal. Podróż trwa niecałe półtorej godziny, tak więc już o 10:00 jesteśmy na miejscu. Nocleg mamy zarezerwowany w najtańszym hostelu. Dostajemy pokój czteroosobowy. Do naszej dyspozycji dwa łóżka piętrowe. Jest też telewizor i, co najważniejsze, grzejnik. Chociaż w Australii panuje wczesna jesień, to dzień jest chłodny. A dobrze by było, aby pranie, które planujemy zrobić wieczorem, wyschło do jutra. Jest również ogólnie dostępna kuchnia, więc mam nadzieję, że coś sobie upichcimy. Na razie ruszamy do parku narodowego.
Dzień jest pochmurny i chłodny. Dobrze, że włożyliśmy na siebie polary i kurtki. Idziemy na skraj Jamison Valley. Miasteczko w którym się znajdujemy jest, można powiedzieć, kameralne: parterowa zabudowa z drewnianymi domkami pokrytymi dachówką, zadbane ogródki pełne kwiatów, równo wystrzyżone trawniki; przed niektórymi domami rosną gigantyczne paprocie drzewiaste. W lokalnych sklepikach oglądamy różne słodkości. Ceny nie są zachęcające, małe ciastko – trzy dolary.
Wkrótce wchodzimy w las. Pełno tu strumieni, małych wodospadów. Powietrze przesycone jest wilgocią, krople wody skapują z olbrzymich paproci. Z krętej ścieżki, którą idziemy, od czasu do czasu otwiera się widok na dolinę pokrytą gęstymi, zielonymi lasami. W oddali płaskie szczyty gór stołowych. W niektórych miejscach zbocza pozbawione są roślinności, pionowe skały sterczą nad doliną.
– Wiesz, dlaczego Błękitne?
– Proszę?
– Skąd nazwa Góry Błękitne?
– Raczej nie od skał.
– Od niebieskiej poświaty widocznej nad doliną, gdy się patrzy z dużej odległości.
– Tak zawsze jest, perspektywa powietrzna…
– Nie do końca. Ta błękitna mgiełka spowodowana jest rozpraszaniem Mie na kropelkach mgły, która zaabsorbowała olejki eteryczne z lasów eukaliptusowych, których tu pełno.
– Ale góry wcale nie wydają mi się błękitne…
– Bo dziś jest chłodny dzień i olejki słabo parują z liści…
W poprzek doliny poprowadzona jest długa lina. Wkrótce przed naszymi oczami pojawia się wagonik kolejki linowej powoli przemierzający przestrzeń nad doliną porośniętą eukaliptusowym gąszczem. Cecile przystaje, zadziera głowę, szukając wzrokiem papugi, która przed momentem zaskrzeczała. Biało upierzone kakadu z żółtymi piórkami na łebkach lubią przesiadywać na czubkach drzew; trudno je więc wypatrzeć. Skrzek się powtarza i teraz widzimy kilka kakadu nad nami. Podobnie jak rudosterka zielonolica (Pyrrhura molinae) kakadu żółtoczuba (Cacatua galerita) nie wykazuje dymorfizmu płciowego. Samiec i samica tego gatunku różnią się jedynie barwą tęczówek – u osobników płci męskiej są one niemal czarne, a u osobników płci żeńskiej – czerwonobrązowe. Z tej odległości określanie płci papug byłoby czystą loterią.
Przystajemy na platformie widokowej. Widok zapiera dech. Mgła otulająca odległe góry, hen, aż po Kings Tableland, nadaje krajobrazowi nieco ponury, ale majestatyczny koloryt. Z daleka widoczne są Trzy Siostry – potrójna skała wysyłająca się w głąb doliny. Zaglądam do mapki.
– Tam pójdziemy, do Trzech Sióstr – zapowiadam, chowając notatki do plecaczka. Na razie zachwycamy się eukaliptusami, których kora łuszczy się, odsłaniając kolorowe pnie. To naturalny proces, drzewa zrzucają korę raz w roku. Również podobają się nam dojrzałe owocniki... Las, chociaż leży w strefie subtropikalnej, pokrywa mech. Trudno się dziwić, las jest wilgotny, a roczne opady przekraczają 1000 milimetrów. Spotykamy również grzyby, co prawda białe i zapewne niejadalne.
Znów spotykam żółtoczube kakadu. Siedzi na przewodzie telefonicznym zgrabnie balansując, gdy lekki wiatr porusza drutem. Czasem wrzaśnie lub zagwiżdże. Z pewnością nie ma przyjemnego głosu słowika. Zaciekawiona, być może moją obecnością, podlatuje bliżej i dla niepoznaki przechadza się wzdłuż krawężnika, dziobiąc co chwilę jakieś ziarenko. Fajna jest! Ponoć, dzięki swej wysokiej inteligencji łatwo się uczy mowy ludzkiej i sztuczek. Potrafi również tańczyć w takt muzyki. Tego oczywiście nie sprawdzę. Chociaż, gdybym wcielił się w Tomka Wilmowskiego, może bym ją schwytał i zawiózł do domu? Cena tej australijskie papugi dochodzi do 6000 złotych. Ale jest to dobra inwestycja, o ile zwierzę w domu się nie znudzi. W niewoli żyje nawet 70 lat! Dla amatorów ryzyka: przemyt zwierząt z Australii zagrożony jest 10 latami więzienia i grzywną do 220 tysięcy AUD.