Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]
Myszkowanie po koloseum | Przepiękne rzymskie mozaiki | W poszukiwaniu słonego jeziora | Ostatnie zakupy
Dziś jedziemy do El Jem (Al-Dżamm, الجم). To miasto znane z rzymskiego amfiteatru. Amfiteatr czy też, jak inni chcą – koloseum, pochodzi z początku III wieku naszej ery i jest dziełem cesarza Gordiana I. Wypada go odwiedzić jest to wszak najwspanialsza rzymska budowla w Afryce Północnej.
Pojedziemy nieco naokoło, tak nam doradzają miejscowi. Najpierw podjeżdżamy autobusem do Suzy (bilety po 5,60), a potem już prosto do El Jem. W Suzie musimy podejść na dworzec autobusowy skryty w wielkim hangarze wypełnionym setką podobnych do siebie kilkunastoosobowych busów.
– Do El Jem autobus jedzie za pół godziny – informują nas. – Zajmijcie miejsca.
Mamy dość czasu, zanim więc wsiądziemy, kręcimy się po okolicach dworca. W końcu ruszamy. Do naszego celu jest kilkadziesiąt kilometrów wygodną autostradą A1.
Zanim dojdziemy pod najsławniejsze miejsce, przechodzimy przez medinę, gdzie znów oglądamy interesujące portale i podkowiaste okna w meczecie. Amfiteatr jest miejscem wybitnie turystycznym, można tu zrobić sobie zdjęcie z wielbłądem, wybrać pamiątkę, kupić jakieś jedzonko i picie. Bilety są po 10 dinarów. Ponieważ poza Kartaginą jest to dla mnie najważniejsze miejsce do zwiedzania w Tunezji, nie zamierzam się nigdzie spieszyć. Amfiteatr jest faktycznie imponujący. Długo go zwiedzamy, wszak jest trzecim co do wielkości amfiteatrem na świecie. Spacerujemy po eliptycznej arenie i myszkujemy po długich, zakrzywionych korytarzach wokół niej. Korytarze ciągną się na kilku poziomach, mają liczne okna, widok z nich otwiera się na obie strony. Można również wyjść na najwyższe piętro, to też czynimy i stąd oglądamy szeroką panoramę miasta.