Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]
Wyjazd do Burgos | Wspaniała katedra | Hostel dla pątników | Zwiedzam miasto | Wieczorny rekonesans
Tej części relacji jeszcze nie ma.
Hostel Albergue Albas położony jest prawie w centrum Logroño. Mieści się na parterze bloku na nowoczesnym osiedlu. Trudno nawet z odległości 10 metrów zorientować się, że jest to miejsce noclegowe. Początkowo mam problem z wejściem do środka – potrzebny jest kod do automatu. Gorączkowo szukam jakiejś informacji w e-mailach przesłanych do mnie. Chciałbym wreszcie odświeżyć się, wypić kawę i pójść zwiedzać miasto. Po chwili zjawia się sympatyczny hotelarz przesiadujący zwykle w pobliskim barze. Na powitanie dostaję banana – jest położony przy moim łóżku w wieloosobowej sali. Banany dostają zresztą wszyscy pielgrzymi. Otóż to! Ten hostel – co prawda położony w centrum miasta – jest miejscem noclegowym dla pielgrzymów i turystów idących drogą Świętego Jakuba, Camino do Santiago de Compostela i ten charakter miejsca jest od razu odczuwalny. Łóżek piętrowych na sali jest 25, pozbawione są pościeli – leży tylko cerata.
– Masz śpiwór? – upewnia się hotelarz.
– Jasne.
Raczej nie zdarzają się tu osoby potrzebujące pościeli. Przychodzą objuczeni większymi lub mniejszymi plecakami, czasem zaopatrzeni są w kij pątniczy lub częściej kijki trekkingowe. Prócz piechurów trafiają się tu turyści rowerowi. Właśnie młoda parka wprowadziła rowery do recepcji. Łazienka jest wspólna dla kobiet i mężczyzn; kabiny prysznicowe z zasłonami z folii. Uroczo. Obok mnie będą spać dwie dziewczyny: Czeszka i Francuzka pochodzenia polskiego. Mają ambitny plan przejścia z Pampeluny do Santiago. Początek zrobiony!
Jest już 17:00, ruszam do miasta. Zaczynam od spaceru nad rzeką Ebro. Ponoć widok na miasto z wysokiego brzegu po drugiej stronie (według przewodnika) jest wspaniały. Z miejsca, w którym się znajduję, nie wizę jednak tego wysokiego brzegu. Nieważne.
– kościół zamknięty
– lepsze hotele trójgwiazdkowe
– muzeum darmowe
– Carrefour chleb + 2 x cola 0,33 +plus euro 20 0,33 1,20
– plac główny.
Wracam do hostelu. Chwilę rozmawiam z Czeszką i idę na rekonesans w kierunku seminarium, przy którym się umówiłem jutro na przejazd BlaBlaCarem. Po drodze mijam pomnik upamiętniający 900-lecie miasta (1095-1995). W zapadającym mroku wracam do albergue. Dopiero teraz z ulicy biegnącej równoległe do rzeki widzę wysoki brzeg po przeciwnej stronie. Faktycznie widok na miasto musi być stamtąd interesujący. W pobliżu jednego z barów gromadzi się młodzież. Jest przecież sobotni wieczór, czas na zabawę.
W hostelu pojawiło się trochę osób, między innymi para Francuzów grubo po sześćdziesiątce. Rozmawiają po cichu, omawiając miniony dzień lub planując dalszą drogę. Widać, jak są zaangażowani w swoje działania. Wyglądają tak sympatycznie. A jeśli są małżeństwem to tylko pozazdrościć! Później ona ładuje się na górne wyrko, on z komórką wyciąga się na dolnym.
Nieoczekiwanie światło w sali gaśnie o 21:00. Zupełnie jak na kolonii – co podkreśla "pielgrzymkowy" charakter tego hostelu. Widać trzeba uszanować zmęczenie peregrinos. Cisza nocna zostaje zakłócona przez polską parę, która przebywa na nocleg długo po 22:00. Rozmawiają dość głośno i tłuką się niemiłosiernie.