Dzień: [0] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13]


Kraków – Warszawa

czwartek, 22 IX 2011


Czy to jeszcze Europa? | Logistyczne zawiłości


Siedzę na pustym peronie we Włoszczowej. Kilka osób spaceruje tam i z powrotem w oczekiwaniu na ciąg dalszy jazdy do Warszawy. Ja jadę dalej. Dużo dalej... do granic Europy. Właściwie to nie wiadomo, jak traktować kraje zakaukaskie: czy to już Azja, czy jeszcze kontynent europejski. Ja podchodzę do tego nieco niekonwencjonalnie, stosując kryterium kulturowe. Gruzja jest dla mnie zdecydowanie Europą – bez specjalnych wschodnich klimatów. Azerbejdżan potraktuję po azjatycku, a Armenię... hm, dopiero sprawdzę na miejscu!
Gruzja, wśród tych trzech krajów, jest dla mnie najbardziej swojska. Byłem w niej w kwietniu bieżącego roku, więc lądując teraz w Tbilisi, poczuję się jak na starych śmieciach. Armenia wzbudza moją sympatię: najmniejsza z zakaukaskich republik jest znanym i ostatnio modnym celem wyjazdów trampingowych. Zaś Azerbejdżan...? No cóż! Nieco odstrasza swoim zamknięciem na turystów. Utrudnienia przy otrzymywaniu wiz i wysokie ceny w Baku nie przysparzają sympatii państwu Ilhama Alijewa.

Było dla mnie jednak czymś oczywistym, że muszę poznać wszystkie trzy kraje. Nie udało się tego zrobić za jednym zamachem – teraz odrobię wiosenne zaległości. I właśnie, na przekór wszystkiemu zacznę od Azerbejdżanu, zostawiając Armenię na deser. Tak się bowiem zdarzyło, że choć były promocyjne bilety i do Tbilisi i do Erywania, to pod koniec września bardziej atrakcyjne cenowo bilety znalazłem do stolicy Gruzji. Z logistycznego punktu widzenia to nie ma znaczenia, bo granica armeńsko-azerbejdżańska jest od lat zamknięta, więc i tak muszę przejeżdżać dwukrotnie przez Tbilisi. Najpierw więc pojadę do droższego Azerbejdżanu, tu mam czas ograniczony 7-dniową wizą; potem przez Gruzję przejadę do Armenii. To będzie ostatni, piąty tramping w tym wyjątkowym roku. W mojej ocenie – najtrudniejszy, gdyż jadę solo i tak właściwie do trzech państw. Dodatkową okolicznością będzie jesienna już aura. Mam 12 dni do wykorzystania na miejscu. Wystarczy mi.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej