Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22]


Tikal – Rio Dulce

sobota, 1 II 2014


Zaginione miasto Majów | Spacer wśród ruin, kakadu i małp | Wieczór w Rio Dulce


Piotr jest zwarty i gotowy pół godziny przed czasem. Dokładnie o 4:00 zaspany gość otwiera drzwi hostelu i wychodzimy już zniecierpliwieni na zewnątrz. Po 10 minutach pokazujemy facetowi bilet i ten mówi, że bus będzie za kolejne 10 minut. W końcu przyjeżdża z 40-minutwym opóźnieniem. Zazdroszczę siedzącym już w busie ludziom, ledwie zajęli miejsca siedzące i od razu słychać chrapanie. Po godzinie docieramy do bramy wjazdowej do Parku Narodowego. Opiekun grupy kupuje bilety i po kolejnych 18 km zajeżdżamy do Tikal. Mamy dwie opcje powrotu: 11:30 i 13:00, a że przed nami jeszcze droga i nie bierzemy przewodnika, to decydujemy się na żwawe tempo zwiedzania.
Miasto Majów założone zostało w początkowym okresie klasycznym w połowie III wieku, ale pierwsi mieszkańcy przybyli na te tereny w roku 700 p.n.e. Około 500 r. p.n.e. wzniesione zostały pierwsze budowle. Wyrabiano narzędzia z krzemienia i zaczęto uprawiać kakao. Wyrabiali z niego napój, który mieszali z winem i sfermentowaną miazgą kukurydzianą. Wierzyli, że jest on afrodyzjakiem i dodaje sił. Majowie słynęli z budowy rezerwuarów wody i sieci melioracyjnej. Na początku okresu klasycznego szczep Teotihuacan, zajmujący do tej pory środkowy Meksyk, przeprowadził militarną inwazję na Gwatemalę. Wprowadzili nowe techniki wyrobu ceramiki i nowe wierzenia religijne. W IX wieku miasto zostało w większości opuszczone. Ukryte w dżungli ruiny zostały odkryte w 1848 r. przez hiszpańskich misjonarzy. Intensywne wykopaliska prowadzono od 1952 do 1970 roku dzięki Uniwersytetowi w Pensylwanii. W 1979 roku Tikal został wpisany na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO. Odkryto sześć piramid schodkowych z wzniesionymi na nich świątyniami, liczne stele upamiętniające władców Tikal oraz zabudowania gospodarcze. Obszar z ruinami zajmuje ok. 60 kilometrów kwadratowych a powierzchnia parku to ok. 570 kilometrów kwadratowych.

Pierwsze zdjęcia wychodzą marne, bo i wschód jest marny przez zachmurzone niebo. Wędrujemy od placu do placu ścieżkami procesyjnymi wdrapując się tam, gdzie można. Fotografujemy z góry Wielki Plac i wielką zieloną papugę siedzącą na gałęzi. Co prawda to nie krokodyl, ale nie co dzień widzi się takie ptaki w naturalnym ekosystemie.
Po wschodniej stronie Wielkiego Placu znajduje się piramida zwieńczona Świątynią Wielkiego Jaguara, wysoka na ponad 46 metrów. W 1958 roku w krypcie pod budowlą archeolodzy odkryli grobowiec władcy z cennymi przedmiotami (złoty naszyjnik, ozdoby z muszli i pereł). Po zachodniej stronie placu stoi druga, 38-metrowa piramida ze Świątynią Masek. Plac zajmuje powierzchnię jednego hektara i był miejscem, gdzie odbywały się najważniejsze uroczystości Majów.
Na zachód od tej grupy obiektów wznosi się ruina najwyższej, 65-metrowej, piramidy ze Świątynią Dwugłowego Węża na szczycie. Przechodzimy do Placu Zaginionego Świata, na której wzniesiono platformę do prowadzenia obserwacji astronomicznych. Majowie mieli wspaniałe osiągnięcia w różnych dziedzinach wiedzy, szczególnie w zakresie astronomii, matematyki i medycyny. Śledzili ruchy ciał niebieskich i opracowali kalendarz prawie doskonały. Odkryto tu sześć grobowców dzieci i dorosłych pochowanych w tym samym czasie, najprawdopodobniej w czasie walk między następcami tronu.
Oglądamy Plac Siedmiu Świątyń i Świątynię Inskrypcji z 766 roku. Wspinam się po dwustu drewnianych schodkach na piramidę skupiając się na tym, żeby nie spojrzeć w dół. "Mam nadzieję, że nie zdmuchnie mnie wiatr" – przelatuje mi myśl.
Cudowny widok z góry – wierzchołków piramid wynurzających się ponad las deszczowy rekompensuje wysiłek i lęki. Stoję ponad dżunglą i mam wrażenie, że słońce jest na wyciągnięcie ręki – pali nagie ramiona jak żywy ogień. Zaczynam tańczyć, w głowie karuzela i potęguje to chyba fakt, że nie ma tu żadnej barierki a wiatr robi ze mną co chce 😉 Jedno, drugie i kolejne zdjęcie i nie zdążyłam się obejrzeć, jak Piotr był już na dole.
Kolejną atrakcją była małpa, na którą polowała grupa turystów. Jak na złość siedziała na gałęzi dość wysoko, zasłonięta liśćmi i nie można było jest uchwycić w pełnej krasie. To mój kolejny pierwszy raz – małpa na wolności.
Pędzimy, żeby zdążyć na umówiony transport a tu historia lubi się powtarzać – bus się spóźnia. Zabieramy plecaki z hostelu, robimy kilka ujęć wyspy w dziennym świetle i jedziemy na terminal w Santa Elena. Podejmujemy decyzję o odpuszczeniu wjazdu do Belize; z powodu kosztów i czasu. Planując dojazd do Kostaryki z zachowaniem ustalonego budżetu wydaje się być to najbardziej racjonalne rozwiązanie.

Do Rio Dulce docieramy około 17:00. Wysiadamy w centrum, gdzie tętni życie i zaczynamy poszukiwania mety. Pierwsze miejsce ma zawrotne ceny, w kolejnym brak miejsc. Znajdujemy dorm, ale postanawiamy wrócić tu w ostateczności. Sytuacja zaczyna się napinać, gdy robi się ciemno i potykamy się o leżących na chodniku ćpunów. Główna ulica przeszukana i jesteśmy zmuszeni skręcić w jeszcze ciemniejsze zakątki. Znajdujemy hospedaje za 100 quetzali i pomimo że nic nie utargowaliśmy, zostajemy. Idziemy jeszcze poszukać agencji turystycznej, żeby wykupić spływ rzeką. Wszystko pozamykane więc kupujemy bilet na łódkę w hotelu na przystani.
Ciągnę Piotra za rękaw:
– Trzeba to jakoś uczcić! 😉
Bierzemy ekstremalnie słodkie lody i kierujemy się do hostelu. Po drodze dobiegają nas odgłosy jakiejś regionalnej imprezy. Dochodzimy do domu, pod którym śpiewa młoda dziewczyna z zespołem i gromadą klaszczących mieszkańców ubranych galowo. Przypomina to trochę mszę polową. Przyłączamy się w tym kołysaniu na chwilę i idziemy do „siebie”. Hostel trochę przypomina więzienie. Patio à la spacerniak i pokoje à la cele z metalowymi drzwiami z małym okienkiem.
Drzwi ryglujemy żelazną sztabą i idziemy spać – to był długi dzień.
.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej