Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22]


Gwatemala – Santa Elene – Flores

piątek, 31 I 2014


Cudowne widoki o świcie | Wieczór we Flores


Paskudnie wyglądają puste, brudne ulice w ciemnościach panujących przed 5:00 nad ranem. Czekamy na dworcu pół godziny aż zbiorą się ludzie i ruszamy bezpośrednim autobusem do Gwatemali. Od wschodu widać zapowiedź świtu. Wulkany otaczające jezioro rankiem wygląda fenomenalnie. Początkowo ciężkie mgły zasłaniają całe góry i widoczności nie ma w ogóle, ale stopniowo odchodzą zostawiając wulkany w całej okazałości z odpoczywającymi małymi chmurkami na szczytach. Słońce rośnie z wody zmieniając temperaturę barw wszystkiego dookoła. Mówię do Piotra mającego nadzieję, że na sto zdjęć może jedno wyjdzie.
– Zatrzymać autobus i rozłożyć statyw? – odzywam się z lekkim przekąsem i chłonę dalej wszystko co za oknem.
Nawet nie próbuję wyjmować aparatu, który w ruchu wcale nie łapie ostrości. Orzeźwiające powietrze i bajkowe widoki, do tego privado siedzisko – jak niewiele potrzeba do poczucia błogości.
Po niecałych czterech godzinach jesteśmy w City i transmetrem jedziemy na terminal Linea Dorada. Z autobusu do dworca prowadzi nas sympatyczny Gwatemalczyk. Trafiliśmy w dziesiątkę, bo za pół godziny odjeżdża autobus do Flores. Fundujemy sobie luksusik w postaci autokaru klasy turystycznej z klimą. Do pojazdu przechodzimy przez bramki bezpieczeństwa z imitacją wykrywacza metalu. Na przystanku okazuje się, że jadą z nami Polacy, którzy na dworcu stojąc obok nas, nie puścili pary z gęby. Dziwna konspiracja, biorąc pod uwagę fakt, że do tej pory nie spotkaliśmy ani jednego rodaka.

Jest już ciemno gdy docieramy na miejsce. Miejscowy prowadzi nas do hostelu – molochu, ale cena wydaje nam się wygórowana, więc szukamy dalej. Turystów jest pełno wszędzie i pozostaje nam wrócić to tamtego hostelu. Chłopak mówi po angielsku, więc zasięgamy informacji jak jutro dostać się do Tikal. Od razu kupujemy bilety na transport spod hostelu i wejściówki.
Wczoraj rozpoczęłam dawkowanie malarone i dziś utwierdzam się w przekonaniu, że to była słuszna decyzja. Piotr drażni się ze mną za każdym razem, kiedy coś mnie zaswędzi, mówiąc, że to denga 😉.
Smarujemy się Off!-em i idziemy obejrzeć Flores. Jest to wysepka na jeziorze Peten Itza będąca bazą wypadową do Tikal; połączona mostem z Santa Elena. Jezioro Peten jest drugim co do wielkości jeziorem w Gwatemali o powierzchni 120 kilometrów kwadratowych i głębokości 165 metrów.
Zachodzimy do kafejki internetowej nakreślić, gdzie jesteśmy, wymieniamy walutę w hotelu, gdzie mamy sprzyjający kurs i Piotr zaczyna prognozować poranne problemy ze wstaniem:
– Idziemy spać, co?
– Ale, jak to?
Robię dwa piruety udowadniając dawkę energii co najmniej na kolejne 2 godziny 😉
Znajdujemy knajpkę nad brzegiem jeziora i przy mohito obmyślamy plan na jutrzejsze popołudnie.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej