Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21-22]


Fauske-Narwik-Abisko

środa, 6. VII 1993


Koło Podbiegunowe | Poproszę dwie herbaty... | Sylwia gubi się | Narwik | A renifery pasły się na łące...


Droga z Fauske do Narwiku

Dzisiaj spędzamy całą noc i dzień w drodze. Po długim oczekiwaniu w holu dworca w Trondheim na pociąg o 23.00, gdzie Sylwia wykazywała wyjątkowe wprost poczucie humoru i wybuchami śmiechu budziła śpiącego tubylca (Starałam się odwrócić Twoją uwagą od panienki rozdającej ulotki o noclegach ! Podrywaczu nienasycony !), Wiadomo kto wyruszyliśmy w długą podróż na północ. Od dawna czekałem na ten odcinek trasy: Trondheim-Narwik. Szkoda, że początkowa część tej drogi przypadnie na noc - co prawda prawie całą dobę jest tu widno, ale przecież kiedyś trzeba spać !
Początkowo wzdłuż brzegów fiordu, stopniowo zagłębiając się w Góry Skandynawskie, zbliżaliśmy się z każdą chwilą do tej dziwnej linii, która istnieje przecież tylko na mapie, a która tak rozbudza wyobraźnię ludzi i wzbudza w nich rządzę przekroczenia tej granicy.
Wbrew temu, co można by sądzić o kolejach norweskich obserwujemy notoryczne spóźnianie się pociągów. Teraz też mieliśmy około godziny opóźnienia i dzięki temu przekraczaliśmy Koło Podbiegunowe przy pełnym oświetleniu. Uprzejmy głos zapowiedział w kilku językach tę chwilę, pooglądaliśmy oddalony o kilkaset metrów od torów budynek. I... tyle.

Wiadomo kto Zaczęliśmy zjeżdżać w stronę fiordu, nad którym leży Fauske. Nie muszę chyba zaznaczać, że widoki które nam towarzyszyły były wspaniałe. Nie mogę ich opisywać ze względu na krytyczne uwagi mojej ukochanej Sylwii, co do nadmiernej szczegółowości mojej bazgraniny (Nic nie mam do szczegółów ! Lubię drobiazgi)
Nie pamiętam już, czy to właśnie tej nocy odbyło się pierwsze w historii kolejnictwa parzenie herbaty w ubikacji z kuchenką między kolanami. Pomijając drobne oparzenie jednego palca, udało mi się to zrobić bez większych trudności. A w ogóle już się oswoiłem z gotowaniem herbaty w centrum miast: przy ławce, ku uciesze skandynawskiej ciżby.
Gdzieś za Kołem Podbiegunowym... W Fauske czekały na nas autobusy do Narwiku. Nieoczekiwanie musieliśmy zapłacić o dwadzieścia koron więcej niż się spodziewaliśmy (2 x (120+10)NOK). Pięciogodzinna podróż znów okazała się być wspaniałą przygodą. Około południa zrobiła się piękna pogoda, śnieg błyszczał, Sylwia spała (śnieg leżał, Sylwia błyszczała).

Po drodze czekała nas przeprawa promowa - półgodzinna przejażdżka po... fiordzie. Sylwia była bardzo zadowolona (nic nie jadła od trzech dni - profilaktycznie). Gdy dobijaliśmy do brzegu, okazało się, że nie ma z nami... Sylwii. Po prostu spodobała się jej ubikacja i musiała poprzyciskać wszystkie przyciski. To doświadczenie miało i dobre strony dla niej, gdyż, zagubiona w korytarzach promu, była zmuszona odbyć krótką pogawędką PO ANGIELSKU z dwoma osobami (powiedziałabym raczej nerwową).

Opuszczamy Narwik kierując się w stronę Abisko Narwik jest miastem pięknie rozpostartym na skrawku ziemi między brzegiem fiordu wciskającego się kilkoma odnogami w głąb lądu, a stromymi zboczami gór. A mimo to zdecydowaliśmy się tego dnia pojechać dalej do Szwecji, do Parku Narodowego Abisko. Konduktor - amant (określenie S.) kilkukrotnie próbował uwieść Sylwię (wzrokiem?), zaś dwóch tubylców również bezskutecznie - choć bardziej natarczywie - usiłowało poderwać samotną Kanadyjkę (co to znaczy "również" ???).

Park Narodowy Abisko: podglądamy pasące się reniferyAbisko Turist Station to zaledwie kilka domów, ale jaka okolica ! U naszych stóp jezioro, za nami olbrzymia stroma góra, w dali ośnieżone szczyty pasma górskiego. Obok nas strumień-rzeka, którego prawdziwe walory mieliśmy odkryć nazajutrz. W drodze do miejsca noclegu - niewielkiego lasku, spełniło się jedno z moich marzeń: zobaczyliśmy pasące się na łące renifery. Architektura Saamów: louvre Przyjrzeliśmy się również wiosce lapońskiej - może lepiej powiedzieć - przeglądowi typów domów, szałasów i magazynów ludu Sami. Były to m.in.: torvkĺatan dartigoahti, pokryty ziemią domek na lato i zimę; klykstĺangskĺata-lavvu pokryty skórą i oparty na 8 patykach niczym indiańskie tipi; pokryty brzeziną magazyn louvre na palach; sympatyczna aihte - szopa pokryta ziemią z wejściem powyżej poziomu śniegu w zimie; proste w formie wieszaki do suszenia skór soungir; okrutne w swej skuteczności pułapki na lisy - ravtana. Nam najbardziej spodobała się "Chatka na Kurzej Stopce" czyli njalla - szopa na wartościowe rzeczy postawiona na potężnym balu z drabinką umożliwiającą dostęp.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej